Chodzi o możliwość wyłudzeń finansowych w PGZ, do których dojść miało w 2016 r. Pierwszy o sprawie poinformował w poniedziałek tygodnik "Sieci". Dziennikarze podali, że CBA prowadzi czynności ws. możliwych przestępstw korupcyjnych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.
- podkreślono w "Sieci".
Dziennikarze tygodnika opisują m.in. sprawę niejasnych wydatków na szkolenia i reklamę w PGZ, w którą miał być zamieszany b. rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz i jego znajomi.
Piotr Kaczorek z CBA pytany w poniedziałek przez PAP o doniesienia ws. rzekomych nieprawidłowości w PGZ poinformował, że CBA złożyło zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury pod koniec 2017 r.
- powiedział Kaczorek.
Dodał, że CBA prowadzi obecnie czynności w tej sprawie, a śledztwo jest w fazie wstępnej. Biuro nie przekazało więcej szczegółów dotyczących prowadzonego postępowania.
Na artykuł "Sieci" zareagował Bartłomiej Misiewicz. Na konferencji prasowej stwierdził, że nie usłyszał zarzutów w tej sprawie, nazwał też tekst paszkwilem i zarzucił "manipulację" dziennikarzom tygodnika. - powiedział były rzecznik MON - pisze gazeta.pl
- atakował dziennikarzy tygodnika Misiewicz. Zastanawiał się też, skąd wziął się pomysł na tekst.
- pytał retorycznie Misiewicz.
Były rzecznik MON w podobnym tonie odniósł się do sprawy także w nowym wywiadzie dla "Super Expressu".
- - mówi Misiewicz w rozmowie z "SE".
- - dodaje.
W związku ze szkalującymi mnie treściami zawartami w artykule "Tak CBA łapie swoich" w @Tygodnik_Sieci informuję, że przedstawiony opis ma się nijak do rzeczywistości, a więc autorzy tego paszkwilu muszą się liczyć z konsekwencjami prawnymi.
— Bartłomiej Misiewicz (@MisiewiczB) 7 May 2018