Dziennik Gazeta Prawana logo

Schroniska dla bezdomnych to nie magazyn części zamiennych. KRLW wydała opinię o przeszczepach u zwierząt

2 lipca 2018, 15:38
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Owczarek niemiecki
Owczarek niemiecki/Shutterstock
Wykonywanie transplantacji nerek pobranych od żywych zwierząt jest niedopuszczalne. Lekarz weterynarii, który to robi, popełnia przewinienie zawodowe - uznała Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna.

To przełomowe stanowisko jest, m.in. pokłosiem materiału, jaki opublikowaliśmy w DGP 2 marca tego roku pt. „Pies odda nerkę, pilnie”.

Opisywaliśmy w nim bulwersujący proceder mający miejsce w warszawskiej klinice weterynaryjnej Lancet, gdzie pobierano nerki od zdrowych zwierząt ze schroniska, aby przeszczepić je chorym pupilom zamożnych właścicieli. tłumaczył właściciel Lancetu dr Jacek Stępkowski.

Od zachwytu do awantury. O pierwszym udanym zabiegu transplantacji nerki u psa w Polsce >>>

Pierwszy przeszczep wykonano w 2013 r,. i został przyjęty przez środowisko życzliwie – jako dążenie do rozszerzenia metod leczenia psów. Procedurę opisał Magazyn weterynaryjny w 8 numerze z 2014 r. W tekście była też informacja o losie dawcy (mieszaniec o imieniu Saturn) – miał on trafić do domu wdzięcznego właściciela biorcy, gdzie miał spędzić w dobrych warunkach resztę swojego życia. Okazało się, że biorca (owczarek niemiecki o imieniu Jocker) zmarł po 17 dniach od zabiegu, co nie dziwi, gdyż psy z przyczyn genetycznych zwykle odrzucają przeszczepy. Z tego też powodu przestano je wykonywać w klinikach przyuczelnianych w USA. Saturn z kolei został oddany przez właścicieli Jockera do innego domu, nowej właścicielki nie poinformowano, że zwierzę nie ma jednej nerki.

Następną transplantację Zespół Lancetu zrobił w zeszłym roku. Pacjentem był samiec rasy Welsh Corgi Pembroke o imieniu Bubu. Dawcą była bezdomna suka o imieniu Tosia.
Oboje dawców, prócz bezdomności, łączyło jeszcze jedno – zostali zabrani ze schroniska prowadzonego pod Konstancinem przez innego weterynarza, dr Dariusza Różyckiego.

Komunikat o tej drugiej transplantacji wzbudził wzburzenie w środowisku weterynarzy oraz miłośników zwierząt. Na jaw wyszedł bowiem los Saturna (okazało się, że pies zachorował na… nerkę, tę jedyną, która mu została). Zaczęto także zadawać pytania, czy schroniska dla bezdomnych zwierząt mogą stanowić magazyn części zamiennych, a lekarze weterynarii – czy mają prawo eksperymentować na zwierzętach, robiąc zabiegi, co do których skuteczności są co najmniej wątpliwości. Przy okazji wyciągając pieniądze od właścicieli, którzy – aby ratować pupila – są często gotowi się ciężko zadłużyć. Jednak kiedy rozmawiałam z właścicielem Lancetu dr Stępkowskim, ten nie miał wątpliwości, że to co robi, jest słuszne. Jak mówił, profesora Zbigniewa Religę także krytykowano, kiedy wykonywał pierwsze przeszczepy serca.

Sprawą transplantacji zajęła się Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna. Po niemal czterech miesiącach od naszej publikacji, w której KILW zapowiedziała powołanie specjalnego zespołu do zbadania problemu, zostało ogłoszone jej oficjalne stanowisko: " – czytamy w stanowisku.

Jest tam również mowa o zastrzeżeniach etycznych – lekarz weterynarii nie powinien przeprowadzać zabiegów w przypadku, gdy okaleczenie jakiegoś zwierzęcia przynosi korzyść innemu. - stoi dalej w piśmie Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej, która z całą mocą podkreśla niedopuszczalność takich zabiegów. Chodzi o zabiegi rutynowe, gdyż eksperymenty na zwierzętach i udział w nich lekarzy są regulowane m.in. przez Kodeks Etyki Lekarza Weterynarii Rozdz. III art. 31, 32 i 33.

Jak powiedział nam Witold Katner, Rzecznik Prasowy Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, warszawska Izba przeprowadziła kontrolę w klinice Lancet i potwierdziła fakt wykonywania tam przeszczepów nerek. Teraz sprawą dr Stępkowskiego, właściciela placówki, który wziął na siebie pełną odpowiedzialność za zabiegi (zaprzeczył, aby ktoś z zespołu mu w nich pomagał, co jest niemożliwe technicznie) zajmuje się Rzecznik odpowiedzialności zawodowej. mówi Katner.

Jak komentuje jeden ze stołecznych weterynarzy, stanowisko KRLW zostało powitane z dużą ulgą. Jest ono zwróceniem uwagi niektórym kolegom, że nie wszystko, co można zrobić, powinno się robić, aby zarobić pieniądze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj