Funkcjonariusze zatrzymali Jana S. w nowohuckiej placówce medycznej, do której zgłosił się jako pacjent. Po przeprowadzeniu formalnych czynności w komisariacie w piątek po południu skazany za korupcję chirurg trafił do więzienia, gdzie pozostanie przez 2 lata i 8 miesięcy.

Informację o osadzeniu Jana S. w zakładzie karnym potwierdziła PAP policja.

72-latek w więzieniu miał się stawić w połowie października, ale tego nie zrobił. Sąd wydał więc 22 października nakaz doprowadzenia skazanego do zakładu karnego. Policja próbowała ustalić miejsce pobytu lekarza. W ostatnich tygodniach sprawą zajmowali się także krakowscy dziennikarze, którzy bezskutecznie próbowali zastać chirurga w jego mieszkaniu w krakowskich Swoszowicach. Mężczyzna przebywał jednak poza Krakowem.

Prof. Jan S. to były pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Przez kilkadziesiąt lat pracy pełnił tam m.in. funkcję ordynatora oddziału chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i oparzeń.

Prokuratura oskarżyła go o to, że przez 11 lat 27 razy przyjął pieniądze od rodziców pacjentów i uzyskał w ten sposób około 15 tys. zł. W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza uznał Jana S. za winnego brania łapówek od rodzin pacjentów, w sumie kilkudziesięciu osób, i skazał nieprawomocnym wyrokiem na 4 lata bezwzględnego więzienia i 30 tys. zł grzywny. Nakazał także zwrot 15 tys. zł i nałożył pięcioletni zakaz pełnienia kierowniczych funkcji w służbie zdrowia.

Według obrońców, którzy złożyli apelację od wyroku, był to pierwszy przypadek w Polsce orzeczenia kary bezwzględnego więzienia dla lekarza za korupcję. Obrońcy argumentowali, że taki wyrok jest, ich zdaniem, rażąco surowy.

W październiku 2016 r. sąd odwoławczy obniżył karę do 2 lat i 8 miesięcy więzienia. W uzasadnieniu wskazał m.in. na społeczną szkodliwość działań lekarza, powołując się na zeznania świadków, którzy mówili o wymuszaniu przez niego łapówek. - Byli to ludzie niemajętni – ludzie ze wsi sprzedawali swój inwentarz, żeby mieć pieniądze i wręczyć je doktorowi. Inni pożyczali u rodziców, dziadków, w bankach, aby ich dziecko mogło być dobrze leczone – mówił wówczas sędzia Tomasz Grebla.

Po uprawomocnieniu się wyroku obrońcy skazanego lekarza składali wnioski o kasację, ułaskawienie i odroczenie wykonania kary. Powoływali się m.in. na pogarszający się stan zdrowia Jana S., stres wywołany skazaniem oraz bardzo dobrą opinię, jaką cieszy się w środowisku medycznym i wśród sąsiadów.

W lipcu br. przy kolejnym wniosku o ułaskawienie przedstawili także dokument z parafii, że lekarz angażuje się w organizację wielu wydarzeń na jej terenie i jako wolontariusz od wiosny współpracuje z Caritas Archidiecezji Krakowskiej.

Sąd negatywnie opiniował wnioski o ułaskawienie. Jak wskazał w lipcu br., dolegliwości zdrowotne skazanego nie są przeszkodą w odbywaniu kary. Podkreślił, że w przypadku Jana S. cele kary nie zostały osiągnięte, lekarz nie wyraził skruchy i nadal kwestionuje wyrok i jego surowość, próbuje także uniknąć odpowiedzialności.

- Ułaskawienie mogłoby utwierdzać skazanego w poczuciu bezkarności, jakie byłoby niezrozumiałe w odbiorze społecznym. Nie po to sąd orzekł karę po prawie czteroletnim procesie, aby w ogóle jej nie wykonywać – podkreślił wówczas sąd w uzasadnieniu swojej decyzji.