List byłego komendanta Służby Ochrony Państwa skierowany do byłych szefów Biura Ochrony Rządu pojawił się we wtorek na oficjalnej stronie SOP. W opublikowanym tam piśmie Miłkowski odnosi się m.in. do publikacji mediów dotyczących powodów jego odejścia.

"W ostatnich dniach po raz kolejny przytaczane były publicznie komentarze niektórych z Was, moich poprzedników, w których >tłumaczycie<, jak >powinno być w SOP, a nie jest< i że >za BOR to…<, co ma świadczyć o wyższości tamtych rozwiązań. Słowo >procedura< odmieniacie przy tym na sto sposobów" - napisał Miłkowski.

Zaznaczył, że "tym razem" zdaniem mediów powody jego odejścia były dwa. Jako pierwszy wymienia kolizję w trakcie szkolenia jazdy w kolumnach, zaś jako drugi "rzekome zdarzenie sprzed kilku dni, z udziałem kierowcy, który >nie umiał wyłączyć sygnałów<".

"Co do pierwszego: komentarze te świadczą o tym, jak mizerna jest wiedza komentujących o metodyce i zasadach szkolenia. I jak absurdalnym jest opowiadanie o strukturze (która nie istnieje), w której kiedyś ktoś szkolił się >tylko w sztukach walki<, a tym samym po co teraz szkolenie z jazdy autem... Panowie! SOP ma inną strukturę organizacyjną!" - pisze Miłkowski.

Drugi przedstawiony przez media powód odejścia Miłkowski w swoim piśmie określa mianem fake newsa. "Ktoś w jednej redakcji zarabia pewnie na wierszówkach. Więc pisze co mu się przywidzi. Z tego żyje. Ale jeśli rzeczywiście jeden z Was na takiej podstawie komentował i mówił o >kompromitacji w SOP-ie<…, to brak słów" - dodaje i pisze dalej: "Pomijam też (po raz kolejny zresztą) to, że samo >gloryfikowanie< BOR, także przez tych, którzy wcześniej publicznie (a czasem nagrani wbrew swej woli) mówili zupełnie odwrotnie o tym, jak >było<, budzi raczej uśmiech politowania".

Były szef SOP przypomina również raport Najwyższej Izby Kontroli z 2012 roku dotyczący organizacji wyjazdów i zapewnienia bezpieczeństwa osobom zajmującym kierownicze stanowiska w państwie. Szczególnej uwadze poleca jedno zdanie, które mówi: "NIK oceniła negatywnie obowiązujące w BOR procedury służące zapewnieniu bezpieczeństwa osobom zajmującym kierownicze stanowiska w państwie, w trakcie wizyt prowadzonych z wykorzystaniem WSTL (wojskowego specjalnego transportu lotniczego - PAP)".

"Za każdym razem, choć (być może) chcielibyście żeby to >uderzało< wprost i tylko we mnie, szkalujecie i dezawuujecie tych, którzy i na Was pracowali. Tych, dzięki którym mogliście założyć pagony generalskie! Byłych funkcjonariuszy BOR, a (dopiero) od roku SOP! Przecież większość z nich była tu 5, 10 i 15 lat temu! Kto nimi dowodził? Kto kierował? Wtedy byli >Wasi< i byli dobrzy, a dziś już nie są?" - pisze Miłkowski.

Dodaje, że nawet "ci młodzi" funkcjonariusze, "którym zdarzyło się coś zrobić >nie tak<, mają dwa, trzy i pięć lat stażu służby". "Jak myślicie, w jakiej formacji zaczynali? Ilu takich >młodych< za Waszych czasów robiło błędy?" - pyta Miłkowski.

O rezygnacji Miłkowskiego 26 lutego poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W komunikacie przesłanym przez biuro prasowe resortu zaznaczono, że rezygnacja Miłkowskiego została wcześniej ustalona z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim.

Po tym komunikacie w mediach pojawiły się doniesienia o powodach odejścia Miłkowskiego. Według informacji, RMF FM był nim incydent z udziałem kierowcy SOP, "który w ostatnich dniach przyjechał wcześnie rano po premiera na jedno z warszawskich osiedli, gdzie mieszka Mateusz Morawiecki".

Według portalu funkcjonariusz SOP przypadkowo włączył w aucie sygnały dźwiękowe, ale nie umiał ich wyłączyć. Hałas miał obudzić mieszkańców osiedla, którzy - jak podano - zgłaszali to policji.

"Kierowca z włączonymi syrenami wyjechał z osiedla i przejechał do mieszczącej się nieopodal siedziby jednej ze służb specjalnych. Tam prosił o pomoc. Gdy wysiadł z pojazdu, limuzyna się zatrzasnęła" - napisano. Według informatorów RMF FM po premiera przyjechał inny samochód.

Krytycznie do tej sytuacji odniósł się były szef BOR gen. Mirosław Gawor, który w rozmowie z dziennikarzem Onetu opisywane zajście określił mianem kompromitacji. Były szef BOR dodał również, że kierowca, "który ma jechać z osobą ochranianą lub poruszać się w kolumnie, to musi być fachowiec najwyższej klasy. Nie możemy tego powiedzieć o człowieku, który włączył coś w samochodzie, nie wie, jak to włączył i nie wie, jak to zneutralizować. Nie możemy powiedzieć, że to doświadczony kierowca" - zaznaczył.

Informacje o incydencie zdementował w rozmowie z PAP rzecznik prasowy SOP ppłk Bogusław Piórkowski. Służba Ochrony Państwa wydała również komunikat w tej sprawie, w którym napisano, że w tekście znalazły się "nierzetelne informacje, a całość artykułu wprowadza czytelników w błąd". Podkreślił również, że opisane w mediach zdarzenie z udziałem kierowcy SOP nie miało miejsca.

Gen. bryg. dr Tomasz Miłkowski został 26 kwietnia 2017 roku powołany na stanowisko szefa Biura Ochrony Rządu przez ówczesną prezes Rady Ministrów Beatę Szydło. Po zastąpieniu BOR przez Służbę Ochrony Państwa Miłkowski kontynuował pracę jako komendant SOP. Informację o jego rezygnacji MSWiA przekazało 26 lutego.

We wtorek pełnienie obowiązków komendanta SOP szef resortu spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński powierzył dotychczasowemu zastępcy Miłkowskiego płk. Krzysztofowi Królowi.

Jak poinformowało MSWiA, płk Krzysztof Król w służbach mundurowych pracuje od 1991 roku. Wówczas rozpoczął służbę w śląskim garnizonie policji, gdzie pracował na stanowiskach wykonawczych i kierowniczych. W 1997 roku skończył Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie i uzyskał tytuł oficera dyplomowanego. W 2013 roku został zastępcą Komendanta Rejonowego Policji – Warszawa II. W grudniu 2017 roku został oddelegowany do Biura Ochrony Rządu. Zastępcą komendanta SOP był od 1 lutego 2018 roku.