Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzieci tuliły się do siebie, walcząc o życie

5 listopada 2007, 23:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wspólnie z matką szukały w Polsce lepszego życia, ale nie przetrwały trudnej przeprawy. Trzy czeczeńskie dziewczynki umarły w Bieszczadach z wyczerpania. Przeżył tylko dwulatek, którego kobieta niosła na rękach. Ta rodzina błądziła w górach aż cztery dni. Dzieci miały letnie ubranka, jedno było bez butów.

Dopiero kiedy 36-letnia Kamisa D. odzyska siły, będzie można ją przesłuchać. Na razie Czeczenka wraz z synkiem Magometem jest pod opieką lekarzy ze szpitala w Ustrzykach Dolnych. "Najwcześniej jutro zezwolą śledczym na rozmowę z nią" - mówi dziennikowi.pl szef prokuratury w Lesku Zygmunt Słabik.

Niestety, trzy córeczki Czeczenki zmarły. Kiedy strażnicy graniczni ją zatrzymali wysoko w górach, kobieta powiedziała im, gdzie zostawiła dzieci. "Funkcjonariusze przez kilka godzin przeczesywali teren wysokich Bieszczadów. Około północy trafili na trzy ciała" - relacjonuje rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej kpt. Elżbieta Pikor. Kobieta na migi pokazała im, że wraz z dziećmi błądziła aż cztery dni.

Czeczenka, wybierając się na wyprawę, mogła zupełnie nie zdawać sobie sprawy z pogody, jaka panuje w Bieszczadach o tej porze roku. Wysoko w górach jest po prostu zimno, a dzieci z Czeczenii miały na sobie tylko lekkie, letnie ubrania. Jedno nie miało nawet butów. Tej nocy w miejscu, gdzie znaleziono ciała dziewczynek, były tylko 3 stopnie Celsjusza.

Ciała dziewczynek leżały w lesie przykryte liśćmi paproci. Dokładnie przy słupie granicznym nr 82 w pobliżu miejscowości Wołosate, w masywie Wołczego Berda, na wzniesieniu o wysokości 1163 m n.p.m. "Dziewczynki leżały tuż obok siebie, zapewne ogrzewały się ciepłem swoich ciał" - opowiada prokurator Zygmunt Słabik. Zmarłe dzieci to: 13-letnia Xaea, 10-letnia Ceda i Elina, która miała sześć lat.

W rozmowie z dziennikiem.pl prokurator Słabik podejrzewał, że dziewczynki zmarły z wycieńczenia. "Często znajdujemy nielegalnie przechodzących przez granicę mężczyzn, którzy są na skraju wyczerpania, a co dopiero mówić o tej kobiecie i jej córkach" - podkreśla.

Czeczenka przechodziła ze swoimi dziećmi przez zieloną granicę z Ukrainy - pogranicznicy nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Niestety, wybrała bardzo trudną, wysokogórską trasę. Gdy jej dzieci nie były już w stanie dalej iść, wzięła najmniejsze, dwuletnie na ręce i poszła po pomoc.

Prokuratura jest przekonana, że kobietę z dziećmi przeprowadzali przez Bieszczady przewodnicy, którzy robią to nielegalnie za pieniądze. Śledczy już ich szukają.

Kobieta razem ze swoimi dziećmi szukała w naszym kraju pokoju i lepszego życia. Czeczenia to kraj wciąż bardzo niespokojny i wstrząsany wojną. Wielu cywilów ucieka stamtąd przez Polskę na zachód Europy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj