Szymon przebywał w szpitalu w Warszawie od stycznia 2019 r. Wbrew woli rodziców, pomimo protestów lekarze po konsylium podjęli decyzję o odłączeniu 11- miesięcznego chłopca od aparatury podtrzymującej życie.

Reklama

Kilka dni przed śmiercią chłopca, przed warszawskim szpitalem odbyła się pikieta w obronie jego życia. Po tych wydarzeniach szpital wydał komunikat.

W związku ze śmiercią 11-miesięcznego Szymona, pacjenta Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej w Warszawie, lekarze, pielęgniarki i pracownicy placówki wystosowali wyrazy współczucia oraz kondolencje dla rodziny zmarłego dziecka. Zamieszczone one zostały w formie komunikatu na stronie szpitala. Dodano również, że szpital "nie będzie udzielał żadnych informacji związanych ze sprawą Szymona, m.in. ze względu na obowiązującą nas tajemnicę lekarską".

W komunikacie zaznaczono, że w trakcie hospitalizacji odbyły się "kilkakrotnie konsylia lekarskie, wynikiem czego ustalono przyczynę choroby dziecka". "Na każde z konsyliów Rodzice mogli zaprosić wybranych lekarzy specjalistów. W pierwszym przypadku nie skorzystali z tego prawa. W kolejnych konsyliach wziął udział lekarz rekomendowany przez Rodzinę. O wynikach konsyliów Rodzice zostali drobiazgowo poinformowani, o czym świadczą ich podpisy" – czytamy w piśmie.

Szpital podkreślił również, że lekarzy obowiązuje tajemnica lekarska, a wszystkie informacje o stanie zdrowia dziecka "są w posiadaniu rodziców". Zdaniem pracowników szpitala, spełnione były "wszystkie kryteria należytego szacunku i aktualnej wiedzy medycznej w procesie hospitalizacji".

Reklama

W wystosowanym wówczas komunikacie, podkreślono również, że "nie zachodzi obawa zaprzestania procesu leczenia. Uprzejmie prosimy o powstrzymanie się od wyrażania nieuprawnionych opinii, a także wszelkich działań mogących utrudniać pracę personelu medycznego". Personel szpitala oświadcza, że nie sprzeniewierzy się najwyższym standardom etycznym.

W akcję ratowania życia Szymona bardzo zaangażowało się Stowarzyszenie STOP NOP.

Po śmierci dziecka "Przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP zapowiedzieli złożenie zawiadomienia do prokuratury. Zabiegają o zabezpieczenie ciała dziecka, aby sekcja zwłok nie odbyła się na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej" – podaje Polsat News.

Na stronie poświęconej Szymonowi z Radomia dziesiątki tysięcy osób obserwowały walkę rodziców o życie ich syna. Ta sprawa poruszyła serca wielu ludzi.

Sprawę skomentował m.in. publicysta i działacz katolicki Tomasz Terlikowski

Pełnomocnik rodziców zmarłego w szpitalu 11-miesięcznego Szymona złożył zawiadomienie w prokuraturze

Podejrzenie o popełnieniu przestępstwa w związku ze śmiercią 11-miesięcznego Szymona w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie złożył we wtorek w Prokuraturze Rejonowej w Warszawie pełnomocnik rodziców dziecka adwokat Arkadiusz Tetela.

Mec. Arkadiusz Tetela poinformował PAP, że złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w związku ze śmiercią dziecka. Wyjaśnił, że chodzi o popełnienie błędu medycznego i narażenie dziecka na utratę zdrowia i życia. Ponadto przekazał, iż złożył w prokuraturze oraz w szpitalu wniosek, aby sekcja zwłok zmarłego chłopca została przeprowadzona w innej placówce, niż na Niekłańskiej.

Według informacji Teteli w Prokuraturze Rejonowej w Radomiu prowadzone jest postępowanie dotyczące zdarzeń, do których miało dojść w szpitalu, do którego trafił Szymon po podaniu szczepionki przeciw pneumokokom. Tetela wyjaśnił, że zanim dziecko zostało przewieziony do stołecznego szpitala, było w jednej z radomskich placówek szpitalnych. Podkreślił, że postępowanie prowadzone przez radomskich śledczych jest niejawne.

Szymon przebywał w szpitalu przy ul. Niekłańskiej od stycznia z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego.

Sprawa Szymona porównywana jest do głośnej sprawy Alfiego Evansa z Wielkiej Brytanii z 2018 roku. Rodzice Alfiego w ostatnich dniach życia chłopca poszli do sądu, gdyż chcieli przenieść go do szpitala we Włoszech. Sprawą zajmował się Watykan. Chłopiec zmarł po tym jak został odłączony od aparatury podtrzymującej życie w szpitalu, w Liverpoolu.