Dziennik Gazeta Prawana logo

Wietnamska mafia traci grunt pod nogami. Na jej miejsce wchodzą Polacy

6 listopada 2019, 06:07
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Wietnamska mafia traci grunt pod nogami. Na jej miejsce wchodzą Polacy
policja.pl
Wywodzące się z Dalekiego Wschodu zorganizowane grupy przestępcze specjalizujące się w sprowadzaniu towaru, od którego nie jest odprowadzany należyty podatek, tracą grunt pod nogami.

 W ich miejsce wchodzą jednak… Polacy.

Z ustaleń DGP wynika, że prokuratura i CBŚP rozpracowały niedawno struktury złożonej z Polaków zorganizowanej grupy przestępczej, która dostarczała towary do podwarszawskiej Wólki Kosowskiej. Zatrzymano siedem osób, cztery z nich trafiły za kraty na trzy miesiące.

Wszystkim grozi nawet 10 lat więzienia. Mózgiem organizacji okazał się Janusz R., były pracownik agencji celnej. Sieć powiązanych ze sobą osób i firm, które brały udział w procederze, sięga Turcji, Czech, Słowacji, Węgier i Dalekiego Wschodu.

Były celnik rozkręcił działalność, którą do tej pory parali się w Polsce Azjaci. Prokuratura podejrzewa go o kierowanie grupą przestępczą, a lewy biznes szacuje na setki milionów złotych.

Podwarszawska Wólka Kosowska od początku lat 90. jest solą w oku skarbówki, policji i służb specjalnych. Działające tam centra handlowe były odbiorcą przemycanych z Azji towarów. Biznes kontrolowały mafie – głównie wietnamskie. Największe z nich udało się w ostatnich latach rozbić, ale przestępczy proceder długo nie czekał na chętnych gotowych do przejęcia pałeczki.

Z ustaleń DGP wynika, że pod koniec października funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) z Ostrołęki na polecenie stołecznej prokuratury regionalnej (PR) zatrzymali siedem osób, które importowały znaczne ilości towaru pochodzenia azjatyckiego i nie płaciły od tego należnego VAT. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że zorganizowana grupa przestępcza uszczupliła wpływy podatkowe do kasy państwa na kwotę co najmniej 25,6 mln zł.

głównie w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej – potwierdza nasze informacje Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzecznik PR.

Szczegółów odnośnie do personaliów zatrzymanych prokuratura nie ujawnia. Cztery osoby z siedmiu decyzją sądu trafiły do aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Wszystkim grozi do 10 lat wiezienia oraz kary grzywny. Prokuratorzy zabezpieczyli ich majątek m.in. luksusowe porsche panamera i liczne nieruchomości na terenie całego kraju.

– mówi nam osoba znająca szczegóły prowadzonego śledztwa. Z naszych informacji wynika, że w skład grupy wchodzą też obywatele Azji, Turcji, Czech, Słowacji i Węgier.

– podkreśla źródło.

Procedura celna 4200

Mózgiem działającej grupy – według naszych informatorów – był Janusz R., w przeszłości wieloletni pracownik jednej z agencji celnych. Znał więc wszystkie luki i możliwości wprowadzenia w błąd fiskusa.

– mówi nasz rozmówca.

W areszcie siedzi on i jeszcze trzech mężczyzn. Łagodniejsze środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju – zastosowano wobec trzech kobiet. Z naszych ustaleń wynika, że jedna z nich jest w ciąży. Dwie z nich to księgowe.

Nasze źródła wskazują, że Janusz R. regularnie otrzymywał zlecenia sprowadzenia do Polski towarów z Azji na rzecz nabywców prowadzących biznes głównie w Wólce. Towary trafiały drogą morską do Hamburga, a następnie były odprawiane w procedurze celnej 4200, która pozwala dopuścić importowane dobra do obrotu bez VAT, w przypadku kiedy dostawa jest do innego kraju Unii Europejskiej.

– mówi nam funkcjonariusz celno-skarbowy, który brał udział w kontrolach i zatrzymaniach w Wólce Kosowskiej. Tym razem CBŚP i prokuratura rozpracowały grupę bez pomocy Krajowej Administracji Skarbowej.

Towar z Hamburga był odprawiany na miejscu albo – w zależności od tego, co było importowane – w Holandii, Wielkiej Brytanii, ale także w urzędach celnych w Gdańsku, Zielonej Górze, Poznaniu czy oddziale w Świecku.

Międzynarodowa skala

– mówi nam funkcjonariusz zaangażowany w rozpracowywania grupy.

Nasi informatorzy wskazują, że w toku śledztwa udało się ustalić, że Janusz R. dysponował szerokimi kontaktami zarówno w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu zorganizował całą siatkę firm na tzw. słupy, czyli podstawione osoby.

– twierdzi nasz rozmówca.

R. po sprowadzeniu importu do kraju otrzymywał od nabywców dokumenty transportu będące podstawą do wystawienia dokumentów sprzedażowych, które następnie trafiały do agencji celnych. W dokumentach pojawiały się fikcyjni sprzedawcy i nabywcy. Towar miał trafiać do Czech i na Słowację, więc VAT w Polsce nie musiał był płacony. Jednak jego faktycznym miejsce docelowym była podwarszawska miejscowość.

– podkreśla funkcjonariusz. Wartość jednego kontenera skierowanego do odprawy wahała się od 5 do 11 tys. dol., ale według naszych źródeł miała być nawet dziesięciokrotnie większa.

Towar trafiał z firm azjatyckich, które – jak ustalili śledczy – były prawdopodobnie powiązane ze współpracownikami R.

– mówi nasze źródło.

Do budżetu nie trafiał VAT od słupów, bo te pozorowały działalność gospodarczą i deklarowały, że towar będzie dalej sprzedawany w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, która objęta jest 0-proc. stawką VAT. Słupy nie były rzeczywistymi dysponentami towaru, bo od nich trafiał do faktycznych odbiorców i następnie jako "legalny" do sprzedaży w całym kraju.

Wierzchołek góry lodowej

Mała podwarszawska wieś Wólka Kosowska stała się symbolem wielkiego biznesu. Nie tylko tego legalnego, ale również związanego z działalnością mafii, głównie wietnamskiej i chińskiej. Najczęstszy proceder to import towarów z Dalekiego Wschodu, które powinny trafić do innych krajów UE, ale najczęściej zostają w podstołecznej miejscowości i trafiają na sfałszowanych dokumentach do legalnego obrotu. Traci na tym budżet państwa, bo wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów objęta jest zerowym VAT, o ile towar faktycznie opuści Polskę. Nasi rozmówcy ze skarbówki szacują, że przez lata fiskus stracił w Wólce Kosowskiej miliardy złotych należnych podatków. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo podobne centra handlu hurtowego i detalicznego funkcjonują w wielu miejscach kraju. Do najsłynniejszych należą znajdujące się w okolicy Łodzi Rzgów i Tuszyn czy Jaworzno. Przez lata służby skarbowe i policja dość biernie podchodziły do kwitnącego tam „biznesu”, który rozwijał się w hermetycznym azjatyckim środowisku. Wzmożone kontrole przyszły dopiero wraz z powstaniem Krajowej Administracji Skarbowej 2,5 roku temu. Rok temu dyrektor departamentu zwalczania przestępczości ekonomicznej, a obecnie wiceszef KAS Piotr Dziedzic w wywiadzie dla DGP informował, że roczne obroty w Wólce Kosowskiej sięgały kilkunastu miliardów złotych, a wpływy z podatków zaledwie 50–60 mln zł. W połowie 2018 r. udało się rozbić tam gang, który jest podejrzewany o wyprowadzenie z Polski ok. 5 mld zł. Podejrzani mieli zorganizowaną sieć kurierów rozwożących towar, przekupione osoby w bankach, dzięki czemu udało im się obejść przepisy związane z praniem brudnych pieniędzy i transferować środki za granicę. Grupa, podobnie jak wiele rozbitych w ostatnich latach, "zarabiała" na oszustwach podatkowych związanych z VAT.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj