MiG-29 z bazy w Malborku, jak pisze Onet.pl, 14 stycznia zgubił spadochron, wykorzystywany do wyhamowania maszyny podczas lądowania. Element maszyny waży około 20kg i gdyby spadł na człowieka czy dom, doszłoby do tragedii. - mówi portalowi jeden z pilotów. Zdaniem dr Macieja Laska, byłego szefa komisji badania wypadków lotniczych, jeśli eksperci nie będą w stanie wyjaśnić, dlaczego spadochron odpadł od maszyny, to Operacje na nich wstrzymano bowiem po awarii w marcu 2019, zakończonej katapultowaniem pilota i zniszczeniem maszyny, a loty wznowiono w listopadzie ubiegłego roku
Zgubienie spadochronu to nie jedyna awaria po powrocie maszyn na polskie niebo. Według "Onetu" w kolejnym MiG-u wysiadła prądnica i pilot musiał awaryjnie lądować. Rozwarstwiają się też owiewki kabin czy pękają elementy podwozia. Zdaniem portalu, nikt jednak nie rozważa przed wyborami podjęcia decyzji o wstrzymaniu lotów.
Były Inspektor Sił Powietrznych, gen. Tomasz Drewniak tłumaczy, że samo uziemienie mogło spowodować problemy z myśliwcami rosyjskiej produkcji. - tłumaczy portalowi. Z kolei dr Lasek dodaje, że brak współpracy z rosyjskimi zakładami także prowadzi do problemów technicznych. - mówi.
Z kolei piloci wspominają, że maszyny są stare i żeby utrzymać część samolotów w powietrzu trzeba wymontować części z innych maszyn. Według "Onetu" sprawna jest więc mniej niż połowa z 29 tego typu samolotów.
Co na to MON? Resort potwierdza zdarzenie z Malborka, nie chce jednak podać pełnej liczby usterek myśliwców. "Po wznowieniu lotów 28 listopada 2019 na samolotach MiG-29 nie pojawiają się nietypowe usterki, z którymi nie może poradzić sobie personel techniczny" - tłumaczy ministerstwo.