To, że Kreml niemal całkowicie kontroluje rosyjskie media, jest faktem znanym od dawna. Czy zatem władza jest dziś w stanie narzucić Rosjanom swoją wizję świata jak za czasów sowieckich? Czy dzisiejsza Rosja wróciła de facto do epoki totalitarnej kontroli umysłów? Tak właśnie sądzi nasz kolejny rozmówca, niemiecki dziennikarz i znawca Rosji, Boris Reitschuster. Jego zdaniem Rosjanie całkowicie przyswoili serwowany im przez propagandę obraz świata, zwłaszcza obraz Zachodu. Większość spośród nich uważa zachodnią demokracją za fasadowy twór, który skrywa polityczną przemoc. Władza umiejętnie podsyca też szowinistyczne nastroje. Skrajnie nacjonalistyczne ugrupowania są promowane w mediach. Niemal wszystkie ościenne kraje przedstawiane są jako wrogowie, którzy czyhają, by zadać Rosji zdradziecki cios. Rosjanie wedle Reitschustra nie są bardziej nacjonalistycznie nastawieni niż Polacy czy Niemcy. Jednak brak osobistych kontaktów z Zachodem i wszechwładna propaganda powodują, że skrajne uczucia wrogości wobec zachodniego świata trafiają dziś w Rosji na podatny grunt.

p

Rafał Woś i Justyna Prus: Mieszka pan w Rosji od 17 lat. Widział pan zmierzch ZSRR, świetność i upadek Borysa Jelcyna, wreszcie nastanie ery Władimira Putina. Jak te zmiany odbijały się na życiu i losach 142 mln zwykłych rosyjskich obywateli?
Boris Reitschuster*: Życie Rosjan zmieniło się przez ten czas fundamentalnie. Lata 90. i era wczesnego Jelcyna upłynęła w atmosferze nadziei i przełomu. Ludzie z autentycznym zainteresowaniem odwracali głowy w kierunku Zachodu. Wielu - zwłaszcza młodych - wręcz idealistycznie wierzyło w zachodnie ideały. Głosili potrzebę radykalnej modernizacji i okcydentalizacji. Wierzyli, że jak za czasów Piotra Wielkiego otwiera się zupełnie nowy rozdział w historii Rosji. Jak zwykle najszybciej nadeszła z Zachodu fascynacja konsumpcją. Dyktatura proletariatu zastąpiona została płynnie przez dyktaturę pieniądza. Ale w ślad za nią nie nastąpiła modernizacja przestrzeni społecznej. Nie ukształtowało się liberalne społeczeństwo obywatelskie. Zamiast niego do drzwi zapukała antydemokratyczna kontrrewolucja. Rządy schorowanego Jelcyna i jego skorumpowanej rodziny ostatecznie skompromitowały pojęcie demokracji. Po nich nastał Putin i zmienił Rosję w państwo autorytarne na wzór sowiecki.

Jak to zmieniło samych Rosjan?
Wycofali się w konformizm lub cynizm. Pojawiła się rezerwa wobec obcych. Za Jelcyna ludzie zaczepiali cudzoziemca na każdym kroku i wypytywali, chcieli wiedzieć, co tam słychać na Zachodzie. Ostatnio zauważyłem, że stopniowo, ale dostrzegalnie kurczy się liczba moich rosyjskich znajomych. Kiedyś miałem wielu dalszych czy bliższych kumpli w tym znanym rosyjskim typie brata łaty. Dziś Rosjanie coraz gorzej znoszą różnice zdań. Coraz częściej słyszy się, że obcokrajowiec może być przecież agentem albo kimś, kto chce zaszkodzić, oczernić, jątrzyć. Słynna rosyjska dusza nie zniknęła, ale trzeba się mocno natrudzić, by do niej dotrzeć.

Skąd się to bierze? Rosjanie stali się nacjonalistami?
Rosjanie jako tacy nie są ani bardziej, ani mniej nacjonalistycznie nastawieni niż Polacy czy Niemcy. W każdym społeczeństwie istnieje spora potrzeba gloryfikacji potęgi i osiągnięć własnego narodu, który przecież i sercu najbliższy, i najlepiej oswojony. Problem tkwi raczej w tym, że to administracja Putina stworzyła odpowiednią glebę dla szowinizmu. Władza dopuszcza skrajnych nacjonalistów do głosu, promuje ich w telewizji, posługuje się obrazem wroga zewnętrznego, by skierować gniew społeczny poza granice. To krótkowzroczna i niebezpieczna strategia.

Kto jest dziś przedstawiany Rosjanom jako ich największy wróg?
Wszyscy! Ta władza jest tak bezwstydna, że idzie na łatwiznę i wszystkich przedstawia jako zagrożenie. Dzisiejsza Rosja nie ma przyjaciół, ale samych wrogów: Stany Zjednoczone i Europa wciąż oczerniają Rosję i czyhają na jej potknięcie, by ją osaczyć. Jeszcze gorzej jest w praktycznych kontaktach z sąsiadami. Wszędzie wrogowie: z Finlandią stosunki nie najlepsze, z krajami bałtyckimi otwarta wojna dyplomatyczna, z Białorusią i Ukrainą ostra kłótnia, w stosunkach z Polską nieskrywana wrogość, w stosunkach z Chinami nieufność i potencjalnie konflikt o strefę wpływów, a z Gruzją wręcz wojna na noże. Ostatnio na imprezie urodzinowej w Moskwie przeżyłem szok, bo nikt nie chciał pić wina z Tbilisi, twierdząc, że Gruzini są przecież zagrożeniem dla Rosji. To bardzo niebezpieczny mechanizm, gdy polityka wkracza do życia prywatnego. To niebezpieczna i bardzo krótkowzroczna gra. Moim zdaniem nawet ci na Kremlu nie zdają sobie sprawy, z jak niebezpieczną bestią igrają.

A Rosjanie w to wierzą? Przecież Rosja w przeciwieństwie do ZSRR nie jest już więzieniem. Można wyjechać, jest internet...
To złudzenie. Większości Rosjan z przyczyn ekonomicznych nie stać na wyjazdy na Zachód. Reszty dopełnia propaganda. Media są całkowicie pod kontrolą Kremla i wręcz prześcigają się w serwilizmie. A trzeba pamiętać, że większość Rosjan wiedzę o świecie czerpie wyłącznie z telewizji. A tam wciąż ten sam scenariusz rodem z czasów sowieckich. Zero krytycznego dziennikarstwa. Ulubione tematy to jak w Polsce czy w Austrii albo Niemczech łamane są prawa człowieka. Początkowo to wydaje się śmieszne, potem zaczyna przerażać. Oglądając przez dłuższy czas rosyjską telewizję, człowiek powinien zadać sobie właściwie pytanie, dlaczego w Rosję nie uderzyła jeszcze fala uciekinierów z Zachodu.

Aż nie chce się wierzyć, że Rosjanie wierzą w tak czarno-biały obraz świata.
A jednak. Przeciętny Rosjanin jest przekonany, że demokracja zachodnia to tylko fasada. Sądzą, że w Europie czy Ameryce też fałszuje się wybory, a prawa człowieka są deptane. Jedyna różnica polega na tym, że Zachód ma dłuższe doświadczenia i lepszych propagandzistów. Ostatnio, gdy zatrudniłem nową sekretarkę, nie chciała uwierzyć, że w Niemczech nigdy nie uderzył mnie policjant. Gdy tłumaczę, że coś takiego nigdy się nie wydarzyło, oni sądzą, że to propaganda. Nie wierzą, że u nas jest wolna prasa, a ja jako dziennikarz czy pisarz mogę napisać, co chcę.

Pan przypisuje tę postawę Rosjan wpływowi propagandy. Ale może trzeba powiedzieć, że to przejaw szacunku dla władzy i własnego państwa...
Coś w tym jest. Jednak nie chodzi tu o postawę świadomego obywatela, który wie, że szacunek dla każdego trybiku machiny państwowej w dłuższym czasie po prostu się opłaca. Nie znam żadnego Rosjanina, który nie psioczyłby na państwo, nie piętnowałby panującej w nim korupcji i nie chciał państwa jakoś oszukać. Wszystkie grzechy biurokracji są zrzucane na jelcynowską erę demokracji. Na szczęście jednak nad tą armią urzędników darmozjadów czuwa "dobry car" Władimir Putin, który po prostu nie wie o tych złych praktykach. To jest właśnie to rosyjskie tragiczne nieporozumienie. Ludzie myślą, że państwo autorytarne da im spokój i bezpieczeństwo, zabezpieczy przed korupcją. A przecież historia pokazuje, że każdy władca autorytarny potrzebuje aparatu biurokratycznego, który z kolei generuje korupcję. Rosja potrzebuje dziś raczej rzeczywistego trójpodziału władzy, mechanizmów kontrolnych "check and balance". Niestety, w historii Rosji często bywało tak, że ruchy antydemokratyczne i antyreformatorskie krzyczące: "więcej państwa, silniejszy car, cenzura, autorytet" były górą.

A jakie uczucia budzi sam Putin? Jego rekordowa popularność to wynik sympatii czy raczej strachu?
Obie te motywacje mieszają się ze sobą. Propaganda oczywiście przekonuje nas, że popularność prezydenta wynika z miłości, jaką jest darzony. Ja jestem innego zdania. Zaglądając na rosyjską prowincję, spotyka się raczej ludzi, którzy wprawdzie popierają Putina, ale nie dlatego, że go kochają. Raczej myślą sobie: "Putin jest, jaki jest, ale wszyscy inni byliby gorsi". I tu koło się zamyka. Nie ma przecież nikogo lepszego, bo Putin wykończył wszystkich rywali i zabił życie polityczne w kraju. Gdyby istniała normalna publicystyka, konkurencja osobowości i idei, krytyczne media zamiast "Putin show" na pewno pojawiłby się konkurent.

A co z autorytetami w innych dziedzinach życia - artyści, inteligencja. Za czasów sowieckich nie istniało życie polityczne, a jednak byli Sołżenicyn, Sacharow...
To też niezłe bagno. Inteligencja uprawia lizusostwo wobec Putina posunięte do granic prostytucji, lizusostwo w najgorszym sowieckim stylu. Przykład z ostatnich miesięcy to list grupy intelektualistów (m.in. reżyserzy Fiodor Bondarczuk i Nikita Michałkow, rzeźbiarz Zurab Cereteli), którzy proszą prezydenta, by został na Kremlu na trzecią kadencję. Z drugiej strony nawet gdyby inteligencja czy artyści rzucili wyzwanie władzy, nikt by za nimi nie poszedł, bo nikomu dziś nie imponują niezłomni buntownicy. Dziś Rosjanie chcą być raczej urzędnikami. Broń boże nie intelektualistami, bo to los niepewny i słabo płatny, a więc nieatrakcyjny.

Kto więc dziś imponuje Rosjanom?
Typ macho i zdobywcy. Pokazują to najpopularniejsze filmy. Pełno w nich herosów i bohaterów wojennych - jak choćby w oklaskiwanym obrazie Bondarczuka "Dziewiąta kompania". Z jednej strony to powrót do wzorców z czasów sowieckich, gdy propaganda uwielbiała takie muskularne i heroiczne postacie. Z drugiej strony ten nowy wzorzec jest mocno przyprawiony przez kapitalizm. Człowiek uczciwy to głupiec. A umieć się dorobić to jest coś. To niechlubny spadek po erze Jelcyna. Ludzie widzieli, że tylko ci, którzy potrafią kraść wielkie sumy, mogą nie tylko umknąć sprawiedliwości, ale dojść na sam szczyt.

Z pańskiej opowieści wyłania się obraz Rosji skupionej na dobrach materialnych. Czy te ambicje odpowiadają stanowi rosyjskiego portfela?
Koniunktura i rosnące ceny surowców, którymi dysponuje Rosja, sprzyjają obecnej władzy. To kluczowy argument, na którym Putin buduje swoje absolutne panowanie. Dziś istnieje w Rosji klasa średnia bardziej rozwinięta niż za Jelcyna. Państwo usunęło żebraków z ulic. Od lat prawdziwy boom przeżywa Moskwa, gdzie po ulicach jeżdżą maybachy, porsche i terenowe bmw, a wzrok przykuwają drogie butiki. Lubię zabierać moich gości do restauracji Café Puszkin. W środku oddany w najdrobniejszych szczegółach przepych i blichtr XIX-wiecznej rosyjskiej arystokracji. Są onieśmieleni. Również wówczas, gdy dostajemy rachunek.

p

*Boris Reitschuster, ur. 1971, niemiecki dziennikarz i pisarz, od 1990 roku mieszkający w Moskwie. Pracował m.in. dla agencji DPA i AFP. Obecnie kieruje moskiewskim biurem tygodnika Focus. Autor książek o współczesnej Rosji – m.in. „Briefe aus einem untergehenden Imperium” (1994) oraz „Putins Demokratur. Wie der Kreml den Westen das Fürchten lehrt” (2006). Po polsku ukazała się książka „Władimir Putin. Dokąd prowadzi Rosję” (2005).