Sąd dał wiarę jego tłumaczeniom. Robert B., znajomy rodziców dziewczynki, przyznał się, że w 2002 roku zabił Olę, a potem znieważył jej zwłoki. Choć mężczyzna często zmieniał wersje wydarzeń - twierdził na przykład, że na ośmiolatkę spadł 50-kilogramowy worek z paszą - udało się ustalić, jak zginęła dziewczynka.

Reklama

Robert B. nieumyślnie uderzył Olę trzonem wideł - stwierdził sąd. Gdy zobaczył, że dziewczynka nie żyje, wpadł w panikę i zakopał jej ciało. Potem jednak odkopał zwłoki i spalił je w parowniku - piecu, który służy do przygotowywania posiłków dla zwierząt w gospodarstwie.

Policjanci szybko złapali zabójcę. Mężczyzna długo nie przyznawał się do winy. Badanie na wykrywaczu kłamstw pokazało jednak, że mija się z prawdą. Potem skruszony wskazał miejsce, gdzie najpierw zakopał zwłoki. Policyjni technicy znaleźli tam spinkę Oli i fragment skóry z włosami.

Prokuratura oskarżyła Robert B. o uduszenie dziewczynki i znieważenie zwłok. Domagała się dożywocia. Mężczyzna raz się przyznawał, innym razem odwoływał swoje zeznania. Jego proces toczył się trzy razy. W końcu sąd uznał, że Robert B. za nieumyślne zabójstwo i znieważenie zwłok spędzi siedem lat w więzieniu.