"Jestem zwolenniczką autonomii szkoły i tego, aby rady pedagogiczne decydowały o ewentualnym wprowadzeniu mundurków. Z tym obowiązkiem powinna identyfikować się lokalna
społeczność szkoły" - powiedziała w sobotę Hall w RMF FM. I dodała, że rozmawiała już o tym z posłami. "Myślę, że w najbliższym czasie parlament dokona takiej
zmiany" - oznajmiła minister edukacji.
Z naszych informacji wynika, że o mundurkach na najbliższym posiedzeniu rządu będą rozmawiać ministrowie. Zapoznają się z założeniami nowelizacji, a potem, by ominąć długotrwałe
procedury, inicjatywę oddadzą posłom. "Liczymy, że do głosowania dojdzie za około 2 - 3 miesiące. Tak, aby obowiązek noszenia mundurków można było znieść już w najbliższym
roku szkolnym" - mówi nam Krystyna Szumilas, wiceszefowa MEN.
Ze znalezieniem parlamentarnej większości nie będzie problemu. Poza PO przeciwko obowiązkowym mundurkom na pewno zagłosuje też LiD oraz część posłów PiS, która już w poprzedniej kadencji
Sejmu była przeciwna zmianom proponowanym przez Romana Giertycha.
Eksperci podkreślają, że to nie państwo powinno decydować za nauczycieli i rodziców. - Takie rozstrzygniecia powinny zapadać na poziomie szkoły, a nie na szczeblu centralnym - ocenia historyk
idei prof. Marcin Król. "Wystarczy wejść do prowincjonalnej czy wiejskiej szkoły, by zobaczyć, jak ten obowiązek jest realizowany. Rodziców tam nie stać na eleganckie stroje dla
dzieci".
Propozycja Katarzyny Hall oburza natomiast byłego szefa MEN. "Dziwię się, że wycofuje się z pomysłu, który cieszył się tak ogromnym poparciem społecznym. To przejaw lewicowej
ideologizacji szkoły i mam nadzieję, że zmiany zawetuje prezydent" - mówi Roman Giertych. Krystyna Szumilas odpowiada mu, że Platforma nie wprowadzi zakazu noszenia mundurków. Nie chce
tylko, by rodzice i nauczyciele byli pozbawieni prawa do decydowania w tej sprawie. "Są szkoły, w których rodzice nie chcą mundurków albo najzwyczajniej ich na nie nie stać. Trzeba to
uszanować" - mówi wiceszefowa MEN.
W podobnym tonie wypowiadają się dyrektorzy szkół. Dariusz Mierzyński z Białegostoku, dyrektor jednego z największych gimnazjów w Polsce, przyznaje, że dla 10 proc. rodzin jego uczniów był
to finansowy problem. "Wprowadzenie takich przepisów na szczeblu ministerialnym było nieporozumieniem. Cieszę się, że ten obowiązek zniknie" - mówi nam Mierzyński.
"Nakaz noszenia uniformów zaszkodził przede wszystkim samej idei szkolnego mundurka, ale podważył też autorytet urzędu ministra i prawa oświatowego. W niektórych szkołach mundurków
nie wprowadzono i okazuje się, że ci dyrektorzy, którzy nie zastosowali się do przepisów, postąpili słusznie" - mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia
Kadry Kierowniczej Oświaty. Korzyści odczują także rodzice. Barbara Tomczak, mama 10-letniego Adasia, tłumaczy: "Dla mnie to blisko 300 zł więcej w kieszeni. Tyle zapłaciłam za dwa
komplety mundurków".