Dziennik Gazeta Prawana logo

Hall: Przestańmy straszyć! Wierzę w nauczycieli

8 lutego 2008, 23:00
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
Hall: Przestańmy straszyć! Wierzę w nauczycieli
Inne
Minister edukacji w rozmowie z DZIENNIKIM przyznaje, że jej zdaniem nauczyciele wcale nie zarabiają mało, a jeśli chcą więcej, to powinni pracować dłużej. Zapowiada też, że nie będzie ostrych zmian w resorcie edukacji, bo nie ma siły na odrzucenie weta prezydenta.

KATARZYNA HALL: Ja jestem nauczycielką matematyki. Mam swoje gusta literackie, ale one nie bedą decydować, tylko zdam się na głos ekspertów.

Herbert. Czytałam wszystko, co napisał.

Ale z pamięci nie zacytuję.

Mogę panom za to zacytować długie fragmenty Herberta.

Absolwenci liceum, które zakładałam, choćby moja synowa, bardzo żywo się tym interesują, więc mimo że się nie zalogowałam, to podpatruję czasem ich dyskusje i wiem, że się szukają. Natomiast z moimi znajomymi z liceum jestem w kontakcie bez portalu. Spotykamy się co kilka lat, dobrze się ze sobą czujemy, mamy swoje telefony i e-maile.

Mam dobre wspomnienia z VIII liceum w Gdańsku, gdzie chodziłam do bardzo dobrej klasy matematyczno-fizycznej. Zaprzyjaźniłam się później ze swoją matematyczką, która doradzała mi w wielu momentach kariery zawodowej.

Nie było tak sielankowo. Pamiętam grudzień 1970 roku, kiedy to w mojej podstawówce w klasie niemal po połowie było dzieci stoczniowców i milicjantów, i te konflikty były przenoszone do klasy. A nauczyciele byli różni i nie wszyscy sobie radzili. Pamiętam przykłady co najmniej równie mocnych zachowań, jakie teraz bywają nagłaśniane, tylko że nie było telefonów komórkowych i nikt ich nie nagrywał.

To są zupełnie różne światy. Wspomniana przez mnie wspaniała matematyczka, legenda wielu pokoleń VIII LO, byłaby trudna do zaakceptowania w dzisiejszej szkole. Troszczyła się o uczniów, świetnie tłumaczyła, ale niektóre z jej zachowań dzisiaj by nie przeszły.

Rzucała kredą po klasie, potrafiła wyzywać uczniów, a jak była niezadowolona z poziomu sprawdzianów, to rozrzucała je po klasie. Gdy jedna z koleżanek wędrowała do tablicy, to truchlała cała klasa, bo wiedziała, że nic dobrego już się nie zdarzy i będzie bardzo nerwowo. Ja to jednak wszystko wspominam z sentymentem i przymrużeniem oka.

Ależ nasza matematyczka odnosiła się do uczniów z sercem, jej zależało na tym, byśmy przeszli do następnej klasy. Pamiętam egzaminy wstępne na matematykę i odpowiedzi ludzi, którzy dostali się na studia. U naszej Jadźki to oni mieliby kłopot z trójką. Ona po prostu wiele wymagała i nauczyła, ale to była inna szkoła, inny styl nauczania. W dzisiejszych czasach tak nie uchodzi, wymagamy od nauczyciela, by zachowywał się inaczej. Mój ideał nauczyciela to człowiek z osobowością, przyjacielski, ale wymagający.

W szkole zawsze kiepsko się zarabiało.

I dzisiaj w małym mieście nauczyciel nie zarabia tak mało. Nauczyciel dyplomowany ma około 3500 zł, gdy średnia zarobków w Tarnowie, w którym niedawno byłam, to 2500 zł. Więc na tle Tarnowa to jest nieźle. Oczywiście w Warszawie to dramat, tu ludzie o najwyższych kwalifikacjach przebierają w ofertach pracy i szkoła nie jest dla nich konkurencyjna finansowo.

Uczelnie teologiczne wnioskowały już dawno o umieszczenie religii wśród przedmiotów maturalnych, bo chcą przyjmować na studia na podstawie matur, nie egzaminów. I za ministra Seweryńskiego z PiS ustalono, że Kościoły, bo chodzi nie tylko o Kościół katolicki, mają przygotować standardy wymagań z religii, na podstawie których można by przygotować egzaminy maturalne. Od razu wyjaśniam, że religia byłaby przedmiotem dodatkowym, od którego nie zależy zdanie matury.

Na dziś nie ma takiego prawa.

Na razie nie wiem nawet, czy da się opisać religię w formule standardów wymagań.

Podejrzewam, że da się to opisać, ale tego nie zrobiono.

Jeśli tego oczekuje grupa uczelni, to chyba nic złego by się nie stało, gdyby uczniowie mogli zdawać religię na maturze. Pracujemy nad zmianą zasad egzaminu maturalnego i chcemy uwzględniać postulaty środowisk akademickich.

Mnie oskarżano wielokrotnie, więc się nie obawiam.

To sprawa powszechna, bo dotyczy ogromnej większości uczniów. Teraz czekam na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

Ale to ważne, bo szkoła powinna też uczyć przestrzegania prawa. Uważam, że powinniśmy powszechnie organizować lekcje etyki, żeby nie było tak, że ci uczniowie, którzy nie chodzą na religię, nie mają w tym czasie żadnych zajęć. Wtedy każdy uczeń miałby ocenę w rubryce „religia/etyka”.

Jeśli Trybunał Konstytucyjny pozwoli…

Że powinnam poczekać na ocenę Trybunału Konstytucyjnego.

Już na to pytanie odpowiedziałam. Dlaczego mam trzy razy o tym mówić?

Osoby wrażliwe na ujawnianie swojego wyznania lepiej by się czuły, gdyby oferta etyki była pełnoprawna z religią. I ja będę dążyć do tego, by tak się stało.

Wtedy to będzie bardziej logiczne.

Rząd o tym nie debatował, nie rozmawiałam też o tym z premierem. O takich sprawach należy dyskutować na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

Bo uważam, że taka decyzja powinna zapadać na poziomie szkoły. Mundurek może być dla szkoły wartością, ale pod warunkiem identyfikacji z nim. Wiele szkół próbowało ten przepis obejść i wprowadzanie w nich mundurków na siłę mija się z celem. Wierzę w to, że nauczyciele wiedzą, co dla uczniów dobre i co ma pozytywne skutki wychowawcze!

Owszem, rejestrujemy podręczniki i programy szkolne do nauki polskiego czy matematyki, ale nie narzucamy szkołom programów wychowawczych, bo to nauczyciele, także kierując się opinią rodziców, wiedzą lepiej, czego potrzebują uczniowie. Wierzę w nauczycieli.

Nie wiem, skąd ta opinia. Pewne elementy programu wychowawczego też są określone, ale to nie znaczy, że mamy wkraczać w szczegóły.

Jest jednym z elementów programu wychowawczego, ale nie wychowuje się nikogo tylko przez obowiązek noszenia mundurka. Zresztą ja nie polemizuję z mundurkami jako takimi, ale ze stylem podjęcia decyzji przez ministra Giertycha oznajmiającego, że on wie lepiej, co dla uczniów dobre. I ten styl wywołał protesty.

Ci nauczyciele, którzy sobie radzą z klasą, nie mają takich problemów, naprawdę. Jak ktoś pozwala sobie włożyć kosz na głowę, to znaczy, że minął się z powołaniem. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by mnie coś takiego spotkało.

Trzeba stworzyć systemy wspierające nauczyciela w trudnych sytuacjach wychowawczych. Bo zdarzają się przypadki uczniów chorych psychicznie czy odurzonych narkotykami lub alkoholem i nauczyciel musi wiedzieć, jak sobie z tym poradzić. My w Gdańsku wypracowaliśmy strategię zarządzania kryzysem w szkole, opisaliśmy, gdzie szukać wsparcia. Bo szkole potrzebny jest specjalista, który pomoże uczniowi w trudnej sytuacji.

Są ośrodki socjoterapeutyczne i inne rozwiązania niż te, które on proponował. Naprawdę nie trzeba piętnastolatków zakuwać w kajdanki. To był jego styl patrzenia na szkołę i problemy wychowawcze.

Trzeba specjalistów.

Jeśli mamy w szkole ludzi, którzy potrafią radzić sobie z taką sytuacją, to oni mogą wymusić zawarcie jakiegoś kontraktu z uczniem i rodzicami. Takie rzeczy można robić i do szkół mogą trafić pracownicy poradni psychologiczno-pedagogicznych czy centrów interwencji kryzysowej, którzy to potrafią, proszę mi wierzyć.

I w szkołach, i w poradniach są etaty dla nich. Czasem rzeczywiście pracownicy poradni zbyt wiele czasu spędzają za biurkiem, a za rzadko są w szkołach i to trzeba zmienić.

To dziwne. Normalnie pedagog szkolny ma 20 godzin w tygodniu i nie potrafię dyskutować o jakichś wyjątkowych przypadkach.

Znam sytuację w szkole i nie rysowałabym jej tak czarno. Są specjaliści, tylko trzeba pomóc szkołom ich znaleźć. Przestańmy straszyć! Ja mam dobre zdanie o wielu nauczycielach i dyrektorach szkół. Wierzę, żę dają oni sobie radę, widziałam to bezpośrednio w Gdańsku.

Próbowałam zapewnić spokój uczniom i nauczycielom, którzy byli w bardzo trudnej sytuacji i nie mogli tak funkcjonować.

Tak, ale cała sytuacja była bardzo trudna. Do dziś nie wiadomo, z jakiego powodu Ania popełniła samobójstwo, a media już wtedy osądziły sytuację.

Ale media wydały wyrok, a minister urządzał tam akcję propagandową.

Trzeba się zatroszczyć o tych, którzy tam pracują - uczniów i nauczycieli. Działania ministra Giertycha nie były skierowane do nich. Bulwersowało mnie to zarządzanie przez konferencje prasowe, na których codziennie coś ogłaszał i potem się z tego chyłkiem wycofywał.

Mam ich całkiem sporo.

Nie, ogłaszamy je nawet na stronie internetowej. Nasze priorytety to jakość edukacji, efektywność jej finansowania, otwartość na świat i spójność społeczna.

Ale niestety, często tak jest. Troszczyć się o jakość edukacji i spójność społeczną można choćby przez upowszechnianie edukacji przedszkolnej, obniżenie wieku szkolnego. Giertych to przespał, bo wszyscy eksperci mówili, że najlepiej byłoby obniżać wiek szkolny od 2008 r., bo mamy niż demograficzny, ale nic nie przygotowano. My chcemy to dogonić, na ile się da, i sześciolatki powinny pójść do szkół w 2009 r. Od razu dodaję, że nie chodzi o wydłużenie edukacji. Maturę powinni zdawać osiemnastolatkowie.

Znam.

Na dziś wprowadzamy obowiązkowy angielski od I klasy szkoły podstawowej.

Na dziś nie ma jeszcze takiego projektu. Mogę porozmawiać o tym, w jaki sposób planujemy wprowadzić jeden z ważnych punktów programu wyborczego, jakim był bon oświatowy…

Nie chcę, by była miejscem, w którym uczeń jest nieustannie karany. Szkoła ma być miejscem pozytywnych wyborów, rozwoju zainteresowań uczniów. Chcemy, by na przykład w gimnazjalnej podstawie programowej były obowiązkowe moduły rozwijania zainteresowań. Czyli uczeń wybierałby coś, co go interesuje – zajęcia sportowe, artystyczne, może warsztaty dziennikarskie. To nie jest jeszcze skończony projekt, ale pracujemy nad tym.

To następny problem. Mamy zrozumiałe aspiracje nauczycieli, by zarabiać więcej. Moim zdaniem w kolejnych latach rozmowy na ten temat powinny być prowadzone w połączeniu z dyskusją o większym zaangażowaniu nauczycieli.

Wielu z nich już więcej pracuje. Albo w innych szkołach, albo na kursach i korepetycjach, albo wreszcie w innym zawodzie. I dlatego ci, którzy chcą pracować więcej, powinni móc to robić w szkole nie w ramach nadgodzin, ale zwiększonego pensum, oczywiście za zwiększonym wynagrodzeniem.

Mamy określoną sytuację prawną i przyzwyczajenia, więc zmianę tego stanu rzeczy można zacząć od dania nauczycielom wyboru wysokości pensum. Bo są tacy, którzy chcą pracować więcej, i są tacy, na przykład młode matki, które nie chcą tracić kontaktu z zawodem, ale nie mogą dłużej zostawać w szkole.

Wprowadzając reformę oświaty, zakładano, że będą inne proporcje. Teraz okazało się, że elitarny w założeniu tytuł nauczyciela dyplomowanego zdobyło 40 proc. pedagogów! Mamy za to najmniej stażystów i to nie jest dobra struktura.

Trudno mi powiedzieć, bo to sprawa polityczna. To, co ja mogę zrobić, to rozmawiać na ten temat, więc rozmawiam ze związkami zawodowymi, posłami z komisji edukacji. Bo żeby coś zmienić, to trzeba zmian ustawowych i porozumienia szerszego niż tylko koalicja rządowa.

Liczę, że uda się tego dokonać, bo chcemy uniknąć tego, że ktoś będzie potem odwracał wszelkie zmiany.

To co panowie proponują? Jaki byłby sens w tym, żebym poszła, rzuciła plan radykalnych zmian w Karcie nauczyciela, zraziła do niego związkowców i wywołała protesty? Po co się za to zabierać, jeśli nawet nie miałabym siły do obalenia ewentualnego weta prezydenta?

Właśnie odwrotnie. Najpierw spróbuję przekonać do swoich pomysłów polityków, potem je ogłoszę. Może dla panów te zmiany nie będą wystarczająco radykalne, ale od czegoś trzeba zacząć.

Ale dlatego łatwiej mi prowadzić merytoryczny dialog.

Na razie bierze tę odpowiedzialność. Premier powierzył mi pewne zadanie, a ja jestem mu wdzięczna za zaufanie i poparcie, jakim mnie obdarzył. W kwestiach drażliwych, takich jak Karta Nauczyciela, spotykam się ze wszystkimi, którzy o tym chcą rozmawiać.

Na pewno nie będę nikomu grozić, tylko będę szukała porozumienia, zaufania i zgody.

Panowie kpią, ale tej zgody naprawdę trzeba szukać.

Gdybym latała samolotami, też pisałyby o rozrzutności. Mam jeździć rowerem?

Nie wiem, czy byłyby jakiekolwiek oszczędności, a nigdy nie mogę kupić biletu, bo nie wiem, do której będę pracować.

.

Ja tego nie mówiłam (śmiech).

Dlaczego?

Nie, w czym?

(śmiech) Takie zasady przyjęliśmy w ministerstwie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj