: Baza była ostrzeliwana. Każdy wyjazd na patrol to ryzyko - talibowie organizowali zasadzki, podkładali miny. Czasami przez dwie doby byliśmy na nogach. Człowiek
inaczej wtedy funkcjonuje, staje się drażliwy. Ale stale musi zachować czujność, trzeźwość umysłu. Gdy wracaliśmy do bazy, napięcie nie ustawało.
Nie mogę o tym mówić.
Każdy żołnierz musi się liczyć z tym, że będzie strzelał. Choćby we własnej obronie. Ale przecież GROM nie jest jednostką terrorystyczną, a antyterrorystyczną. Ratuje zakładników,
pomaga ludziom w Iraku bądź Afganistanie.
Na to pytanie też nie wolno mi - jako spowiednikowi - odpowiadać. Byliśmy w składzie sił wsparcia ISAF. Mieliśmy poczucie, że to, co chcemy zrobić dla miejscowej ludności, jest dobre. Każdy
ma dylematy, zastanawia się, czy to co robi, nie jest złe. Czasem szuka pomocy.
Kiedyś podczas niedzielnego kazania opowiedziałem im historię o Chrystusie, który przyszedł do świątyni i zobaczył, że jest zbezczeszczona przez bankierów. Sporządził sobie bicz z
rzemieni, powywracał stoły, a bankierów powyganiał. Może to daleko posunięte porównanie, ale mówiłem żołnierzom, że jesteśmy w Afganistanie, żeby przywrócić w tym kraju
praworządność. Czego chce przeciętny Afgańczyk? Chce żyć w pokoju, wyznawać islam i mieć co włożyć do garnka.
W nauce Kościoła istnieje takie pojęcie jak wojna sprawiedliwa. Mamy prawo bronić się przed agresorem, który najeżdża na kraj, chce zniszczyć jego kulturę, osiągnięcia. Takim agresorem w
Afganistanie są talibowie. Poczynili spustoszenia. Tam trwa wojna sprawiedliwa, obronna. A Afgańczycy sami nie potrafią sobie poradzić z talibami.
To są przede wszystkim ludzie, nie maszyny. Z dala od własnych rodzin żyją jak wielka rodzina. Przejawia się to na każdym kroku. Gdy ja miałem wartę, kolega przynosił mi kanapki (śmiech).
Gdy ktoś przywiózł bigos z Polski, zwoływał innych. Dużo też rozmawialiśmy. Spowiadałem ich.
Dużą ulgę. Zwłaszcza przed świętami albo tuż przed akcją. Świadomość, że Bóg przebaczył w widzialny sposób - w postaci kapłana - była dla nich ważna. Spowiedź jest jak
psychoterapia. Często samo wygadanie się, opowiedzenie o swoim grzechu jest oczyszczające. Psycholog jest od usprawiedliwiania. Spowiednik niesie przebaczenie.
Tak. Kwestia użycia broni... Słuszności. Niesłuszności. Na pewno to się przeżywa.
Taką, jaką na misji mogli wykonać. Na przykład zmówienie modlitwy "O dobrą i szczęśliwą śmierć".
To modlitwa o śmierci, a śmierć jest najważniejszą chwilą w życiu człowieka. To ostatni moment, kiedy można się opowiedzieć za Bogiem lub powiedzieć: nie. Ta modlitwa jest prośbą o to,
aby śmierć nie przyszła wtedy, gdy człowiek nie jest na nią gotowy.
Tak, ale to była zdrowa obawa. Oni już podczas ćwiczeń ocierają się o nią, więc są do ryzyka przyzwyczajeni. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy o śmierci.
Tabu to za dużo powiedziane. Po prostu każdy z takimi myślami radził sobie sam.
Nic mi o tym nie wiadomo. Większość żołnierzy nosiła medaliki lub krzyżyki. Jeden z nich miał na szyi aż cztery. Ode mnie dostali nieśmiertelniki - powierniki. Była na nich wybita
modlitwa, którą się odmawia w godzinie śmierci. Na drugiej stronie wersety psalmu mówiące o zbawieniu. Nieśmiertelniki były poświęcone przez biskupa. Żołnierze mieli świadomość, że to
sacrum. Dawało im ono poczucie bezpieczeństwa.
Ks. por. Piotr Kowalczyk ma 30 lat. Przeszedł kursy przetrwania, ma brązowy pas w karate, skacze ze spadochronem. Szkolił się ze strzelania, walki wręcz i nożem