Justyna Miros na zajęcia na Uniwersytecie Łódzkim przyjeżdża skuterem. Jeszcze kilka lat temu byłaby sensacją tutejszego parkingu, dziś rzadko ktoś się dziwi na jej widok. - W dużych miastach panuje moda na skutery. Ludzie jeżdżą nimi do pracy i do szkoły, bo to doskonały sposób na gigantyczne korki - mówi Karol Hyz, instruktor nauki jazdy z jednego z warszawskich ośrodków szkolenia motocyklistów. Studentka z Łodzi wymienia jeszcze inne zalety swojego środka lokomocji. "Tak, nie stoję w korkach, nie tłoczę się w autobusach, ale też nie wydaję dużo na benzynę, bo skuter pali tylko 3 l na 100 km. Nie potrzebuję prawa jazdy, żeby nim jeździć, i nie płacę za parkowanie".

Reklama

Zainteresowanie Polaków skuterami to jednak coś więcej niż moda, o której mówi instruktor nauki jazdy. Bo czy można tłumaczyć jedynie modą prawie czterokrotny wzrost sprzedaży tych pojazdów w dwa lata? W 2005 r. Polacy kupili niewiele ponad 23 tys. nowych skuterów, a w zeszłym roku już 91 tys. "To nadal dwa razy mniej niż we Francji, Hiszpanii czy Włoszech, gdzie sprzedaje się rocznie po 200 tys. skuterów, ale można powiedzieć, że przekonaliśmy się do nich" - mówi DZIENNIKOWI Jacek Ociepko z miesięcznika "Motocykl".

Wzrost sprzedaży wiąże się też ze spadkiem cen. Kilka lat temu na motorower trzeba było wydać około 5 - 7 tys. zł. Dziś dobrej jakości jednoślad kosztuje około 3 tys. zł. A tańsze skutery można kupić w hipermarketach, a nawet w osiedlowych sklepach za niecałe 2 tys.

Francuzi i Włosi zalety tych pojazdów dostrzegli już w latach 60. Do dziś w Paryżu i Rzymie są to najpopularniejsze środki lokomocji. "Na początku chciało mi się śmiać, kiedy widziałem gościa w garniturze i pod krawatem na skuterze. Ale szybko przekonałem się, że to najlepszy sposób na podróżowanie po mieście. Za kilka miesięcy wracam do Polski. W moim garażu na pewno znajdzie się dla niego miejsce" - opowiada Cezary Jaruga, łodzianin, który od 10 lat mieszka w stolicy Francji.

Beata Makowska z Wrocławia skuter odkryła już 7 lat temu. Teraz to dla niej podstawowy środek transportu. Ostrzega jednak nowych zapaleńców: "Kierowcy samochodów nie dorośli jeszcze do obecności skuterów na ulicach. Są złośliwi. Potrafią celowo zajeżdżać drogę. Ale w korku przegrywają" - mówi z uśmiechem Makowska.

Reklama

Eksperci zauważają, że Polacy nie przeżywają mody na jednoślady, co jej renesans. "Mało kto wie, że w latach 70. w Polsce zarejestrowanych było około 3 - 4 mln jednośladów" - mówi Jakub Faryś z Polskiego Związku Przemysłu Motorowego. "Praktycznie cała wieś jeździła na dwóch kółkach. Tyle że w czasie, kiedy Włosi i Francuzi przesiadali się na nowoczesne vespy (tak jak Audrey Hepburn w filmie <Rzymskie wakacje>) czy piaggio, Polacy jeździli rodzimymi komarami czy ogarami, jak w filmie <Daleko od szosy>".

W latach 90. pokazać się na czymś takim w mieście po prostu nie wypadało. Motorynki i motorowery poszły na złom. Teraz jednoślady świętują powrót, oczywiście odmienione. "Sprzedaliśmy w zeszłym roku cztery razy więcej skuterów niż rok wcześniej" - mówi Bogdan Brzuszek, wiceprezes reaktywowanej dwa lata temu fabryki Romet, która - jak przyznaje Brzuszek - właśnie dzięki modzie na skutery ma szanse na ponowny rozkwit.