W obszernym wywiadzie udzielonym DGP Łukasz Szumowski i jego zastępca Janusz Cieszyński tłumaczą, że w tym czasie zapotrzebowanie na maseczki wynosiło ponad milion sztuk tygodniowo, więc kupowano wszystko. Sęk w tym, że podmiotom związanym z Guńką zapłacono znacznie więcej niż innym.

Reklama

Od firmy 3M resort kupił maseczki (które potem pozytywnie przeszły weryfikację) FFP2 za ok. 4 zł za sztukę. Z kolei Łukaszowi Guńce ministerstwo zdecydowało się zapłacić 38 zł i to za produkt, który ostatecznie okazał się wadliwy.

Sam Guńka kupił prawdopodobnie maseczki w Chinach za około 1 mln zł, a państwu sprzedał je za 5 mln zł.

O transakcji wiedziało CBA.

Resort tłumaczy, że tylko górale zagwarantowali realizację zamówienia jeszcze w marcu, niemal od ręki. Firmy, dla których pośrednikiem był Łukasz Guńka, to podmioty lokalnych przedsiębiorców z Podhala. Wyjątkiem, była firma jego żony, która została założona tego samego dnia, gdy dokonano transakcji.

CZYTAJ WIĘCEJ W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU DGP

Wyjaśnienie

W tekście dotyczącym handlu maseczkami w drukowanym poniedziałkowym wydaniu DGP z dnia 18.05 na str. 1 wkradł się błąd. W zdaniu rozpoczynającym tekst zamiast sformułowania "w marcu" powinno być "od marca". Zdanie powinno brzmieć:

"Od marca, gdy epidemia koronawirusa dotarła do Polski, resort zdrowia w ramach interwencyjnych zakupów maseczek ochronnych wydał na nie 12,7 mln zł."