W 2020 r. polski arcybiskup Marek Jędraszewski użył metafory samotnej wyspy, żeby w pozbawiony empatii sposób wskazać kolejnego wroga – tym razem singli. Według abp. Jędraszewskiego to „ideologia singli” sprawia, że Europę i świat Zachodu w ogóle zamieszkują miliony samotnych kobiet i mężczyzn. W ten sposób single stali się obok społeczności LGBT kolejnym przeciwnikiem polskiego Episkopatu, a przynajmniej jego części. Życie singli jest rzekomo ciągiem nieustannych przyjemności. Nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za drugiego człowieka, gdyż im się zwyczajnie nie chce – najpewniej wolą spędzać całe dnie na imprezowaniu i oglądaniu sprośnych seriali na Netflixie.
Trudno nie odnieść wrażenia, że konserwatywną część polskiego Kościoła owładnęło pewnego rodzaju lenistwo intelektualne. Gdy konserwatywni duchowni widzą zjawisko lub proces, które im się nie podobają, błyskawicznie obarczają winą jakąś wyimaginowaną ideologię, tak jak zwolennicy teorii spiskowych wszędzie doszukują się efektów knowań Gatesa, Sorosa lub Żydów. To bardzo wygodna postawa – zamiast wykonać pracę intelektualną, żeby zrozumieć jakiś proces, wystarczy wymyślić naprędce doktrynę, która jest temu wszystkiemu winna. Jeśli dzieje się coś złego, to na pewno jacyś wpływowi ludzie drobiazgowo to zaplanowali, bo mają w tym interes. Wystarczy ich zlokalizować, wyłapać i odizolować, a świat stanie się lepszy. Walka ze społecznymi procesami, strukturami i zjawiskami jest jednak dużo trudniejsza – trzeba najpierw postawić adekwatną diagnozę, wymyślić odpowiednią politykę, stworzyć skuteczne narzędzia. Kto by miał do tego głowę? Lepiej znaleźć chłopca do bicia.
Reklama