Samorządowcy i lekarze od lat apelują o zmianę przepisów. Epidemia tylko pogłębiła problem braku koronerów, czyli osób, które mogą stwierdzić zgon, gdy pacjent umrze poza szpitalem. Koroner wydaje kartę zgonu, która jest podstawą wystawienia aktu zgonu w Urzędzie Stanu Cywilnego. Bez tego pochówek zmarłego jest niemożliwy.

Reklama

Problem w tym, że obecnie coraz więcej osób umiera w domach – w szpitalach brakuje miejsc, panuje też ogólna niechęć do wzywania karetek, które krążą godzinami między placówkami, szukając wolnego łóżka. Coraz częściej pojawiają się więc informacje, że oczekiwanie na lekarza, który stwierdzi zgon, trwa nawet do kilkudziesięciu godzin.

Kto stwierdza zgon? Lekarz czy koroner

– Jeśli w regionie jest jeden lekarz i akurat znajduje się po drugiej stronie województwa, czas jego przyjazdu może się znacznie wydłużyć – przyznaje Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego zrzeszającego lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), na których z reguły spada ten obowiązek.

Tym bardziej że w przypadku osoby podejrzanej o to, że przyczyną zgonu był COVID-19 lub pacjent był zakażony, to nie lekarza POZ należy wzywać. Informacja o zgonie i tak trafia do dyspozytora, który wyznacza koronera. Zdarza się jednak, że ten do rodziny nie przyjeżdża, co potwierdzają lekarze POZ. Wszystko przez zawiłe przepisy i braki kadrowe.

Samorządowcy: stwierdzenie zgonu powinno być zadaniem lekarzy POZ. Nie dostajemy pieniędzy na zatrudnianie koronerów

Kwestie wystawiania aktu zgonu reguluje m.in. ustawa z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1947). Zgodnie z nią zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego chorego w ostatniej chorobie (jeśli zmarł poza szpitalem, najczęściej jest to lekarz POZ). Jeśli z jakichś przyczyn jest to niemożliwe, śmierć powinien stwierdzić lekarz lub inna osoba powołana do tego przez właściwego starostę, przy czym koszty tych oględzin i wystawionego świadectwa nie mogą obciążać rodziny zmarłego.

W praktyce niewielu starostów powołuje koronerów – o chętnych trudno, poza tym powiaty muszą im płacić z własnych funduszy. Obowiązek ten zwykle spada więc na lekarzy POZ. Uregulować to miała ustawa o stwierdzaniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów. Jej projekt skierowano do konsultacji jeszcze w zeszłym roku, ale prace utknęły.

Mało chętnych, szerokie widełki płacowe

Co prawda przepisy covidowe (ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych i wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842) zobowiązały wojewodów do powołania koronera do stwierdzania zgonów pacjentów, którzy albo zmarli na COVID-19, albo mogli być zakażeni, ale – jak mówią samorządowcy – często jest to tylko jedna osoba na region.

Przykładowo na liczącym ponad 2 mln mieszkańców Podkarpaciu wojewoda powołał co prawda sześciu koronerów, ale obecnie swoje obowiązki wykonuje tylko jeden. Pozostali nie przedłużyli umów.

Krzysztof Guzek, rzecznik prasowy wojewody warmińsko-mazurskiego, przyznaje, że również w tym regionie liczba koronerów nie jest wystarczająca. – Wojewoda powołał dwóch działających w określonych powiatach. W związku z rozległym obszarem województwa niezbędne jest jednak powołanie większej ich liczby – zaznacza.

Możliwe, że stawka oferowana przez wojewodów nie jest zachęcająca. Lekarzy jest mało, a każdy z nich jest już zaangażowany zawodowo, czasami udzielając świadczeń w kilku miejscach. Tymczasem procedura stwierdzenia zgonu jednej osoby chorej na COVID-19 czy przebywającej na kwarantannie lub izolacji w odległym miejscu to nawet pół dnia pracy.

Na Podkarpaciu za stwierdzenie zgonu koroner otrzymuje 600 zł. Ale już w Wielkopolsce stawka wynosi 1,7 tys. zł za jeden wyjazd. Wojewoda lubelski płaci 1 tys. zł. Tyle samo oferują koronerowi wojewodowie świętokrzyski oraz łódzki, a kwota obejmuje także koszty dodatkowe: transport, dekontaminację, środki ochrony osobistej i gotowość lekarza do wyjazdu.

Reklama

Zaskakujące wyniki wojewódzkiej kwerendy

Zapytaliśmy wszystkie urzędy wojewódzkie o liczbę zatrudnionych koronerów i wystawionych przez nich kart zgonu. W niektórych województwach mogą one dziwić w zestawieniu z danymi epidemicznymi (liczbą zakażonych i przypadków śmiertelnych).

Od końca maja do 19 listopada na Podkarpaciu rozliczono zaledwie 34 karty zgonu. Tymczasem tylko w ostatnich dwóch dniach w tym rejonie z powodu COVID-19 zmarło 13 osób (dane podkarpackiego sanepidu). Oznacza to, że pacjenci albo umierali w szpitalach, albo ich zgony stwierdzali lekarze POZ.

Wojewoda lubelski powołał aż 25 lekarzy, którzy mają stwierdzać zgony osób podejrzanych o zakażenie lub zakażonych koronawirusem. Pełnią dyżury w szpitalach według opracowanego harmonogramu, a do każdego ze szpitali zostały przyporządkowane konkretne powiaty. Z danych urzędu wynika jednak, że do tej pory wojewoda wypłacił koronerom łącznie jedynie 6 tys. zł (a stawka to, przypomnijmy, 1 tys. zł za wyjazd). Nie wiadomo jednak, jakiego okresu dotyczy sprawozdanie, bo tych danych urząd nie podał.

W województwie świętokrzyskim zostało powołanych 14 koronerów. Od 15 października do 20 listopada wystawili 20 kart zgonu – informują urzędnicy. Wojewoda wielkopolski 26 sierpnia powołał dwóch koronerów, którzy wystawili dotąd łącznie 127 kart zgonu. Trzech koronerów w województwie łódzkim od 2 czerwca do 19 listopada wystawiło 104 karty zgonu.

Odpowiedzi na pytania DGP udzieliło pięć z 16 urzędów wojewódzkich. Większość zaznacza, że do wojewody nie docierają sygnały, by liczba koronerów była niewystarczająca.

Cały system wymaga zmiany

Naczelna Rada Lekarska (NRL) zwraca jednak uwagę, że część wojewodów ogranicza działanie koronerów wyłącznie do stwierdzania zgonów zmarłych, u których potwierdzono zakażenie wirusem lub które formalnie były w izolacji lub na kwarantannie. Nie są natomiast brane pod uwagę osoby, wobec których istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, iż były zakażone.

NRL zaznacza, że takie wykluczenia są nieuzasadnione. – Powodują rozbieżności w stosowaniu przepisów ustawy w poszczególnych częściach kraju – dodaje. I ponawia apel o uregulowanie tej kwestii systemowo przez powołanie koronerów nie tylko na czas epidemii.

Swoje propozycje mają także samorządowcy. Związek Powiatów Polskich (ZPP) uważa, że niezależnie od systemowej zmiany na czas epidemii powinny zostać wprowadzone szczególne rozwiązania: zobowiązanie lekarzy POZ do stwierdzania zgonów oraz gwarantowania im za to wynagrodzenia w wysokości 100 zł. W tej sprawie do ministra zdrowia zwrócił się prezes ZPP Andrzej Płonka.

Przypomnijmy, że starostwo może, ale nie musi zatrudniać koronera. Samorządowcy podkreślali, że nie dostali na to zadanie pieniędzy, w praktyce koronerów powiatowych było więc niewielu i najczęściej zatrudnionych tylko na część etatu. Przedstawiciele samorządów uważają, że stwierdzenie zgonu powinno być zadaniem lekarzy POZ i powinno być finansowanym świadczeniem.

Problem w tym, że lekarze tego obowiązku nie chcą, bo w kryzysie epidemicznym i tak są przeciążeni pracą. W dodatku w odróżnieniu od koronerów opłacanych z budżetu państwa za pośrednictwem wojewody nikt im nie płaci za stwierdzenie zgonu – lekarze nie mają takiej usługi w kontrakcie z NFZ. Sami muszą też zadbać o środki bezpieczeństwa.

– Każdy pacjent potencjalnie może być zarażony. Musimy mieć odpowiednie zabezpieczenie. Do pacjenta trzeba też czymś dojechać, a przed powrotem do domu odkazić samochód – mówi Jacek Krajewski. – Lekarz POZ nie przyjedzie do zmarłego, zanim nie wykona obowiązków wobec osób żywych – podkreśla.

W jego opinii zasadne jest stworzenie korpusu koronerów przez administrację państwową. To rozwiązałoby wiele problemów, m.in. sygnalizowanych przez NRL i samorządowców.