Minister zdrowia Ewa Kopacz kazała zatrzymać się kierowcy pod biurem PO na środku Al. Ujazdowskich w Warszawie. Tuż przed jej autem zaparkowała prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. Tak obie panie sparaliżowały ruch w centrum stolicy na kilka godzin - napisał "Fakt".
>>>Zobacz zdjęcia: czy gwiazdom wszystko wolno?
Ewa Kopacz czuła się w czwartek bezkarna, bo przyjechała na spotkanie z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Pani prezydent niestety nie okazała się lepsza. Swoje auto zatrzymała zaraz przed limuzyną minister. Za takie łamanie przepisów ktoś inny zostałby surowo ukarany przez funkcjonariuszy drogówki. Ale policjanci nie zdecydowali się wypisać mandatu ani prezydent Warszawy, ani pani minister. Szkoda, nikt nie powinien uważać, że stoi ponad prawem - komentuje bulwarówka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane