Dziennik Gazeta Prawana logo

Imprezowe podziemie. Na potęgę obchodzimy pandemiczne prawo

Dyskoteka, impreza, zabawa
<p>Dyskoteka, impreza, zabawa</p>/ShutterStock
Drugiej fali obostrzeń nie przyjęliśmy ze zrozumieniem jak pierwszej i na potęgę obchodzimy pandemiczne prawo.

Kiedy w czerwcu wychodziliśmy z zamknięcia, w miejscach publicznych towarzyszyły nam liczne obostrzenia. Utrzymująca się dość długo na bardzo niskim poziomie liczba zakażeń sprawiła, że szybko przestaliśmy się przykładać do ich przestrzegania. Z kawiarni zniknęły płyty pleksi, które oddzielały znajomych popijających piwo przy jednym stoliku. W klubach, które pierwotnie miały otworzyć tylko ogródki, maseczki należało jedynie pokazać przy wejściu. Nikt nie wymagał ich noszenia w środku. tłumaczy Anna Cyklińska, psycholożka i inicjatorka projektu „Psychoedu”.

Choć odwołano festiwale i inne duże wydarzenia, wakacyjne weekendy Polacy spędzali, imprezując wśród ludzi. Na silent disco przed Pałacem Kultury i Nauki bawiły się 2 tys. osób, a w mniejszych miejscowościach lokalne dyskoteki przyciągały setki młodych. Gdy jesienią nastąpił drastyczny wzrost zakażeń, nie chcieliśmy oddać tego, co odzyskaliśmy. Nocne życie Warszawy przeniosło się z centrum do znanych nielicznym imprezowni. Choćby do sąsiadującej z wieloma ambasadami modernistycznej rezydencji w willowej dzielnicy, gdzie funkcjonuje tajny klub. W nim bawić się można do rana mimo obowiązujących zakazów.

– wyjaśnia Anna Cyklińska.

Tajne techno i alko

Julia, której imię (podobnie jak pozostałych rozmówców) zostało zmienione na potrzeby tekstu, studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. Na imprezę techno poszła, bo niedawno wyszła z COVID-19. Razem z nią byli znajomi – ci nie mieli choroby za sobą. Julia nie uważa jednak, aby taka impreza komuś zagrażała. Szczególnie że wielu i tak próbuje obchodzić nałożone jesienią obostrzenia. mówi.

Za całym przedsięwzięciem miały stać osoby, które od lat działają w branży rozrywkowej. Miejsce wyglądało jak regularny klub. Nikt z towarzystwa nie słyszał jednak, żeby wcześniej odbywały się tam jakiekolwiek imprezy. Bawić można się było na kilku piętrach. Był bar z alkoholami. W środku nie dało się całkowicie uniknąć kontaktu fizycznego z innymi, ale nikt ze znajomych Julii nie został zakażony. Nie słyszeli także, żeby koronawirus dopadł kogoś spoza ich kręgu.

Takie wydarzenia organizowane są według określonego schematu. Wiedzą o nich tylko wtajemniczeni, zazwyczaj związani z konkretnym środowiskiem muzycznym.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Karolina Wójcicka
Karolina Wójcicka

Dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej. Zajmuje się polityką międzynarodową. Była korespondentką DGP m.in. w Izraelu i Palestynie, Ukrainie, Gruzji oraz na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Współautorka podcastu Bliski Świat.

e-mail: karolina.wojcicka@infor.pl

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraMonetyzacja strachu. Budowę schronów przejmie sektor prywatny »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj