Dziennik Gazeta Prawana logo

Snob, który nie znosił buraczków

24 lutego 2009, 22:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Genialny rysownik i wybitny plakacista był przede wszystkim nietuzinkowym człowiekiem. "Po prostu fajny facet"- mówi o zmarłym w poniedziałek Franciszku Starowieyskim jego wieloletnia znajoma Nina Rozwadowska.


NINA ROZWADOWSKA*: Franek był niesamowicie spokojny. Tylko jak siadał za kierownicą, zmieniał się nie do poznania. Strach było z nim jeździć. Prowadził swojego saaba szybko, bardzo dynamicznie.


Tak. To był typ sportowca, chciał imponować tężyzną fizyczną, boksował, chwalił się, ile to on na setkę biega. Zdarzyło nam się nawet razem pojechać na plażę nudystów.


No tak, wie pani, jego fascynowało ludzkie ciało, mięśnie. Anatomię człowieka znał na wylot. Sam też lubił się czasem rozebrać. Dopiero jak był chory, przestał obnażać tors. "Nie będę pokazywał klatki pooranej przez bajpasy" - tłumaczył.


Zdarzały mu się wybuchy. Największą awanturę, jaką widziałam, zrobił kiedyś w Czytelniku, kiedy podano mu na obiad... buraczki. Na cały głos wykrzyczał, że on buraczków nie znosi i takiego dania sobie nie życzy. Słyszeli o tych buraczkach chyba wszyscy goście.


Po prostu fajny facet. Nie puszył się, nie nadymał - chyba że wymagała tego sytuacja. Owszem, był trochę snobem zawsze nienagannie ubranym. Ale bez przesady, to nie był picuś-glancuś. Po prostu jeśli kupował buty czy marynarkę, to zawsze z dobrego sklepu. Apaszka, chusteczka w butonierce...


Tak, to był niesamowity gawędziarz. Słuchanie go było przyjemnością. I nieważne, że zdarzało mu się fantazjować. Kiedy zaczynał opowiadać o swojej działce na Portoryko, żaden ze słuchaczy nie zastanawiał się, czy ona w ogóle istnieje, bo Franek mówił o niej tak wciągająco. Zresztą z nim można było porozmawiać niemal na każdy temat. Unikał tylko polityki i rozmów na temat muzyki rozrywkowej. Uwielbiał za to muzykę klasyczną.


Oczywiście, bardzo lubił kobiety. I wbrew różnym pogłoskom wcale nie lubował się w puszystych paniach, jakie dominowały na jego obrazach, podobały mu się też te szczupłe.


Bardzo spokojnie, miał do siebie duży dystans. Żył we własnym świecie, ale w tych jego opowieściach, z pozoru pokręconych i nie na temat, które snuł godzinami, było tak wiele mądrego. Szkoda, że nikt tych wielogodzinnych tyrad nie zdążył nagrać.

*Nina Rozwadowska, właścicielka Galerii Grafiki i Plakatu w Warszawie, przyjaźniła się ze Starowieyskim od 1979 roku

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj