Do tej pory w zatrudnieniu takich najemników, np. w wyspecjalizowanej w tym amerykańskiej firmie Blackwater, pośredniczyły firmy zachodnie lub polska fundacja byłych żołnierzy jednostek specjalnych GROM. Polko podkreśla, że jako pierwszy w kraju chce szukać dla komandosów pracy bezpośrednio u klientów, z pominięciem Blackwater oskarżanej przez media np. o strzelanie do cywilów.

Reklama

Na świecie służy obecnie około tysiąca polskich najemników. Jednym z nich jest Piotr, który zarabia w ten sposób od pięciu lat. Wcześniej służył w GROM-ie - z tą elitarną jednostką brał udział m.in. w operacji przeciwko reżimowi Saddama Husajna.

>>> Polko: Wolę być zniewieściałą nianią

Dziś pracuje w Iraku dla jednej z amerykańskich firm ochroniarskich. Jego codzienność to patrolowanie okolic szybów naftowych i rurociągów, konwojowanie pracowników firmy naftowej i ochrona jej biur. Porusza się zawsze w pełnym ekwipunku - kevlarowej kamizelce kuloodpornej i hełmie z noktowizorem. Musiał je kupić sobie sam, podobnie jak broń: pistolet, karabin maszynowy M16 z celownikiem optycznym i bojowy nóż. "Wszystko kupiłem na miejscu, tam nie ma z tym problemu" - zdradza najemnik.

Musi liczyć się z tym, że każdego dnia będzie zmuszony strzelać do ludzi. Czy zabił już podczas takich misji? "Kilka razy. Robię wszystko, co konieczne, aby mnie nie zabito" - odpowiada najemnik. "Takie incydenty zgłaszamy amerykańskiemu wojsku i zapominamy o sprawie" - dodaje.

Przyznaje, że ryzyko jest duże. "Pewnego dnia ochraniałem konwój jednej z firm. Pod Bagdadem zostaliśmy ostrzelani przez bojowników schowanych na dachach. Cudem udało nam się uciec" - mówi. Wcześniej Piotr pracował też dla armii USA. "Używają nas, gdy niebezpieczeństwo jest duże. Po najemniku nikt nie będzie płakał" - tłumaczy Piotr.

>>> Polko: Profesjonalna armia bez pieniędzy?

Szturman, fundacja Polki i jego wspólnika, byłego żołnierza GROM płk Wiesława Słoniewskiego, powstał w zeszłym tygodniu. Nazwa pochodzi z gwary wojskowej - tak określa się żołnierza, który brał udział akcji bojowej. Polko i Słoniewski tłumaczą, że wielu byłych komandosów ma problemy ze znalezieniem dobrej pracy. "Znam przypadek byłego majora GROM-u, który zarabia jako parkingowy" - mówi nam Polko. Jeszcze nie zgłosili się do nich szukający pracy żołnierze, ale według Polki to tylko kwestia czasu.

Choć żaden z założycieli Szturmana nie chce mówić o tym oficjalnie, część byłych komandosów z braku lepszych perspektyw decyduje się nawet na współpracę z grupami przestępczymi. "Kuszą ich duże pieniądze" - przyznaje anonimowo jeden z policjantów CBŚ.

Nasi komandosi są o połowę tańsi niż ci z USA i Wielkiej Brytanii, a tak samo dobrze wyszkoleni. "Polski najemnik zarabia od 5 do 10 tys. euro, jego kolega z Zachodu - od 10 do 20 tys." - mówi gen. Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa i jeden z założycieli jednostki GROM. "Wiem, że wielu byłych komandosów szuka pracy na własną rękę, a to niebezpieczne" - twierdzi generał. Jako przykład podaje historię kilku biznesmenów z Azji. Oficjalnie szukali ochroniarzy, jednak tak naprawdę zależało im na płatnych zabójcach, którzy mieliby zastrzelić konkurentów.