Książkę "Czterej pancerni i pies" napisał Janusz Przymanowski. Ojcem sukcesu jej ekranizacji był Stanisław Wohl, kierownik artystyczny Zespołu Filmowego "Syrena". Jak wspomina Przymanowski, przyszedł z książką w ręku i, wąchając tomik, powiedział: To jest zapach na duży antyimportowy i eksportowy serial dla telewizji. Scenariusz w życiu pisałeś? Nie? To ja ci na pięćdziesiąt procent pomogę… Tak się zaczęła cała przygoda.

W 1964 roku Przymanowski był pułkownikiem Ludowego Wojska Polskiego, autorem kilku książek, w tym jednej bestsellerowej pod tytułem "Studzianki". Wspominał potem:Miałem ogromny materiał: na dwu tysiącach stron ponad trzysta biografii żołnierzy 1. Brygady Pancernej. Dysponując hałdą niewytopionej rudy, postanowiłem napisać przygodową powieść o załodze czołgu. Sam II wojnę światową rozpoczął i skończył z bronią w ręku. We wrześniu 1939 roku miał 17 lat, rok później został internowany i wysłany do pracy w kamieniołomie, a następnie w kołchozie. W 1944 roku, tak jak główny bohater "Czterech pancernych i psa", wracał na sowieckich czołgach do nowej Polski. Był już komunistą, który w tej nowej ludowej Polsce miał zrobić karierę jako członek partii i sekretarz generalny Aeroklubu Polskiego, a w latach 80. poseł na Sejm PRL.

Książka Przymanowskiego nie zapowiadała się obiecująco. W 1962 roku w konkursie wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej na powieść dla młodzieży otrzymała jedno z wyróżnień, pierwszej nagrody wówczas nie przyznano. Jej start do wielkiego sukcesu miał miejsce na łamach łódzkiej "Gazety Robotniczej", która powieść publikowała w odcinkach. Prawdziwym hitem stała się po emisji pierwszej serii cyklu. Drugi i trzeci tom powieści powstały w odwrotnej kolejności - na podstawie scenariuszy, po wyprodukowaniu kolejnych filmów.

p

KOLEDZY Z FRONTU

Przygód nie zmyśliłem, bo i po co, skoro wystarczy porozmawiać z frontowymi kolegami, by dowiedzieć się prawdziwych i znacznie ciekawszych niż te fantazje - wyznał autor. I rzeczywiście bohaterowie zostali nakreśleni ze sporą dozą realizmu, mieli także swoje pierwowzory, ale nie zawsze oparte na jednej postaci. Janek Kos pojawia się w pierwszej scenie gdzieś w śniegach Syberii. Jest uciekinierem z Gdańska. Dlaczego tysiące kilometrów od domu, w głębokiej Azji? Dlatego, że zanim doszło do agresji Niemiec na ZSRR, Polaków znad granicy deportowano jak najdalej od granicy, tam, gdzie nie byli już groźni dla sowieckiej władzy. Janek Kos miał swojego odpowiednika w jednym z najmłodszych żołnierzy brygady. Gustlik to Ślązak, którego przymusem wcielono do Wehrmachtu i który zdezerterował na sowiecką stronę. Pierwowzorem Grigorija Saakaszwilego był Gruzin, dowódca załogi czołgu Przymanowskiego.Olgierd Jarosz, dowodzący czołgiem, był Rosjaninem w pierwszej wersji scenariusza. Zmieniło się to, gdy decydenci wysunęli zarzut zbytniej... rusyfikacji. Filmowy Wasyl Semen zmienił nie tylko nazwisko, ale i narodowość. To była jedna z większych interwencji cenzury. Inna, dość charakterystyczna, polegała na tym, że w scenie, w której czołgiści wjeżdżali na most na Bugu i Gustlik rzucił: Chłopaki, zaraz już Polska, kazano to zamienić na słowa: To chyba ten Bug, czy jak? Słusznie uznano, że w 1944 roku czołgiści nie mogli znać przebiegu wschodniej granicy.

Reklama



Reklama

Lidka Wiśniewska (grana przez Małgorzatę Niemirską) radiotelegrafistka zakochana w Janku, w powieściowych wspomnieniach Przymanowskiego była z imienia również Lidką, a po wojnie żoną dowódcy czołgu. Całkowicie zmyśloną postacią był za to… Szarik. Na szlaku żołnierze przygarniali psy, ale nie miało to wiele wspólnego z losami filmowego owczarka niemieckiego, psa-bohatera, który ratował życie sojuszniczych żołnierzy. Co więcej, w czwartym odcinku to pies jest główną postacią. Zostaje wysłany za linię frontu po pompę paliwową do czołgu, a przy okazji kradnie Niemcom kiełbasę. Głównym odtwórcą tej szczególnej roli był Trymer, który tak jak jego dublerzy - Pik i Atak - pochodził z milicyjnej hodowli. Różnice w maści owczarków maskowano za pomocą charakteryzacji. Zresztą dublerzy grali tylko w tych nielicznych scenach, które uznano za naprawdę niebezpieczne.

Treser Trymera wspominał: Plan zdjęciowy to istny galimatias. Gdyby to był pies z samymi piątkami z agresji, to praca na planie trwałaby nie dłużej jak jeden dzień, bo połowa ekipy wylądowałaby pogryziona w szpitalu. A Trymer to był taki brat-łata, tu zaszczekał, tu zamerdał ogonem, do wszystkich się łasił, a za słodycze zrobił wszystko. Reżyser potrafił jednak niekiedy powiedzieć, że w danej scenie tylko pies dobrze zagrał…

Czołg "Rudy 102" miał więcej "dublerów" niż Szarik. Tutaj popełniono jednak dość rażący błąd, ponieważ użyto podtypu czołgu T-34-85, którego na wyposażeniu polskich jednostek nie było. Odróżniał się dość wyraźnie - miał inną wieżyczkę i dłuższą lufę niż używany czołg T-34-76. T-34-85 był w latach 60. wciąż w użyciu (służbę w polskiej armii skończył dopiero w 1989 r.), więc okazał się po prostu łatwo dostępny dla filmowców. Co ciekawe, jeden z "grających" w filmie czołgów jest eksponatem Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach koło Warszawy.

Reżyser i scenarzysta, obsadzając role, mieli dużo swobody. To były początki wielkich karier Romana Wilhelmiego i Janusza Gajosa. Dla Włodzimierza Pressa rola gruzińskiego czołgisty okazała się jednak piętnem w rozwoju zawodowym.

b

b

TRUDNE PLENERY I KOLAUDACJE

W 1966 roku serial kręcono na Dolnym Śląsku. Filmowcy dysponowali ograniczonym budżetem w porównaniu z tym, co mieli do dyspozycji w latach 1968-1970, kiedy powstawały dwie następne serie. Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych we Wrocławiu różniła się od zasobnych hal i magazynów w Warszawie i Łodzi, skąd zresztą przyjechała większość filmowej ekipy. Ograniczone możliwości techniczne nadrabiano m.in. współpracując z wojskiem. Pierwszy klaps padł w Kotlinie Kłodzkiej, w której grano sceny z tajgi ussuryjskiej. Najwięcej scen nakręcono w rejonie Żagania, gdzie stacjonowały jednostki pancerne i były poligony. Łatwo i tanio można tam było wykorzystać obiekty plenerowe, sprzęt i żołnierzy.



Podczas całej produkcji nie obyło się bez zdarzeń dramatycznych, gdy na odpoczywającego w trawie Janusza Gajosa najechał gazik i spowodował złamanie miednicy i uszkodzenie kręgosłupa aktora. Panikę w ekipie wzbudził również tygrys, który przypadkiem wydostał się z klatki, jednak treser szybko zapanował nad pupilem. Zaliczono też kilka niedopatrzeń, przez które do filmu weszły obrazy z samochodem Nysa i seriami z karabinu Kałasznikowa, który produkowano dopiero od 1949 roku.

Po ciężkich zdjęciach w plenerze głównych autorów dzieła - Przymanowskiego i reżysera Konrada Nałęckiego - czekało starcie z opiniami i pytaniami krytycznie nastawionych widzów na kolaudacjach kolejnych odcinków. W rezultacie już zmontowany film trzeba było zwykle trochę pociąć, niektóre sceny skrócić, inne usunąć. Wśród recenzujących był sam minister kultury Tadeusz Zaorski. Zarzuty padały z wielu stron. Część z nich miała charakter humorystyczny. Jak wspominał Przymanowski, pewien towarzysz znawca, Witold S., stwierdził stanowczo, żeobraz jest przeerotyzowany: Janek całuje Marusię. Ustąpił dopiero wówczas, gdy mu wyjaśniono, że to pocałunek polsko-radziecki. Tworząc drugą i trzecią serię, autorzy serialu już wiedzieli, co ich czeka podczas kolaudacji. Później było łatwiej, bo serial stał się hitem i jego autorzy mieli lepszą pozycję w przetargach z decydentami.

Przez cenzorskie sito przeszło wiele dwuznacznych ujęć i scen dotyczących tego, co można było mówić o Związku Radzieckim oraz jego armii, która w opisywanym okresie była przecież uważana za drugiego okupanta. Możemy usłyszeć, jak dowódca wachmistrza Kality z września 1939 roku, uwolniony z niemieckiego oflagu, pyta: Czy to prawda, że po miastach są radzieckie komendy wojskowe? Zabawnie też musiało brzmieć tłumaczenie słów kierowcy radzieckiej ciężarówki, który chciał podwieźć Honoratę. Słowo komsomolca, dowiozę - powiedział kierowca po rosyjsku, co Gustlik przetłumaczył: Jak Boga kocha, że dowiezie. Zresztą sama Honorata była osobą, która miała wrogie nastawienie do Armii Czerwonej, a jej żołnierzy nazywała według terminologii rodem z 1920 roku - bolszewikami.

p

KLUBY PANCERNYCH CHOMIKÓW

Mieszkaniec Inowłodza, w którym kręcono zdjęcia do drugiej serii, tak wspomina na łamach poświęconej serialowi książki Marka Łazarza "Czterej pancerni i pies: przewodnik po serialu i okolicach": Pancerni byli już wtedy narodowymi bohaterami. Jak cały kraj, także ja obejrzałem pierwszą serię odcinków. Myślałem, że śnię, gdy tuż za naszym płotem […] nagle któregoś ranka ujrzałem zaparkowanego najnormalniej w świecie "Rudego". Niedaleko od naszego domu Tomuś Czereśniak holował krowę za ciężarówką Wichury.



Taki widok rzeczywiście musiał wówczas robić wrażenie. Popularność filmu była wprost ogromna. Załoga "Rudego" brała udział w dziesiątkach spotkań w Polsce: uroczystych przejazdach, galach i spotkaniach z ludnością. Była również z odwiedzinami w ZSRR. Witani owacyjnie Pancerni przejechali przez Bug tym razem z zachodu na wschód - wjeżdżając do dawnego Brześcia Litewskiego, gdzie witały ich polskie napisy na transparentach, prawdopodobnie pierwszy raz od 1944 roku. O spotkaniach z miłośnikami filmu Włodzimierz Press mówił: Czasami nie wiedziałem, czy to, co mówię w danej chwili, mówiłem na poprzednim spotkaniu czy przed minutą. Z drugiej zaś strony nie mogliśmy okazać zmęczenia, bo przecież te dzieciaki wpatrywały się w nas jak w obrazki.

"Czterej pancerni i pies" zaczęli żyć własnym życiem. Kioski, jarmarki i odpusty były pełne breloczków, medali, drewnianych i plastikowych pistoletów czy zabawkowych hełmofonów. Fenomen takiej popularności umiejętnie wykorzystywano. W telewizji uznano, że życie serialu musi zostać podtrzymane. Dzień dobry chłopcy i dziewczęta! Czołem załogi! - tak witał dzieci Wojciech Zimiński, dziennikarz, twórca inspiracyjnego nurtu programów dla dzieci, prowadzący program telewizyjny zatytułowany "Klub Pancernych". Początkowo przygotowywany w pełnej improwizacji, program przerodził się w wielki ruch w całym kraju. Z listami od widzów przychodziły pomysły na kolejne audycje. Podczas pierwszej edycji "Świat Młodych" rozesłał blisko 100 tysięcy legitymacji dla podwórkowych załóg. Każda z nich powinna mieć nazwę i jakieś zwierzę, którym najczęściej był pies, ale były również koty, chomiki i rybki. Na koniec każdego programu wyznaczano dzieciom społeczne zadanie. Należało odnaleźć czołgistę-weterana i porozmawiać z nim, wykonać zabawki dla dzieci w sanatorium, ocieplić budę dla psa lub nauczyć się rozpoznawać ptaki w locie. Zdarzyło się, że jednej niedzieli ponad 800 tysięcy dzieci przystąpiło do egzaminu na kartę rowerową.

p

PROPAGANDOWY SAMOGRAJ

Historia "Czterech pancernych i psa" odniosła sukces także w innych krajach. Serial i książka robiły karierę w Czechosłowacji, ZSRR i NRD, gdzie książkę wydawano czterokrotnie. Tłumaczono ją na kilkadziesiąt języków, w tym na mołdawski, łotewski, szwedzki i portugalski. Serial stał się eksportowym hitem polskich filmowców, był wielokrotnie powtarzany, co w niepodległej Polsce wzbudzało pewne kontrowersje. Dla osób starszych i kombatantów taka wizja wojny i roli Armii Czerwonej była w oczywisty sposób fałszywa, ale przede wszystkim krzywdząca. Ani przed, ani po 1989 roku nie powstała żadna produkcja, która mogłaby naprawić ten obraz, kształtowany przecież przez komunistyczną ideologię i propagandę.

page

Ogromna popularność naturalnie poniekąd stanowiła sukces oficjalnej propagandy. Ale przecież niezależnie od wydźwięku politycznego i pomimo wszelkich przekłamań historycznych film święcił triumfy przede wszystkim jako miejscami dramatyczna, miejscami zabawna, ale nigdy nie nudna epopeja o pancerniakach. Widzom nie pozostawało nic innego, jak pozwolić się porwać tym sympatycznym skądinąd bohaterom - z bohaterskim psem na czele…

p

SEKRETY FILMOWEGO PLANU
  • 1. Brygada Pancerna tzw. LWP w 1944 roku nie miała czołgów T-34-85, ale T-34-76, różniące się wielkością, kształtem kopuły i długością lufy.
  • W odcinkach "Wysoka fala", "Pierścienie" i "Tiergarten" żołnierze strzelają z karabinu Kałasznikowa, który w 1944 był na etapie konstruowania, a trafił do uzbrojenia Armii Radzieckiej dopiero w 1949 roku.
  • W odcinku "Radość i gorycz" na jednym z ujęć widać dostawczą nysę, a podczas wyprawy do niemieckiego czołgu Janek ma ubrudzoną smarem twarz, która przez chwilę jest czysta i za moment znowu brudna.
  • W odcinku "Zakład o śmierć" w lewej kieszeni kurtki Gustlika wyraźnie widać zarys współczesnych okularów przeciwsłonecznych.
  • W odcinkach "Radość i gorycz" oraz "Brzeg morza" przebywającego w szpitalu Janusza Gajosa w dwóch scenach zastąpił Henryk Matwiszyn.
  • Sceny w ruinach Gdańska rozgrywały się w dekoracji zbudowanej dla filmu Jerzego Passendorfera "Kierunek Berlin". Jedna ze scen balowych działa się w salach zaadaptowanych w tym czasie na potrzeby "Lalki".
  • W rolę Szarika wcielały się trzy psy - milicyjny tropiciel Trymer, Pik i Atak. Ten ostatni na tyle różnił się od Trymera, że był poddawany charakteryzacji. Jeden z tych trzech psiaków znajduje się w Zakładzie Kynologii Policyjnej Centrum Szkolenia Policji w Sułkowicach jako wypchany eksponat.
  • Atak, dubler Trymera, głównego odtwórcy Szarika, zagrał w 2. odcinku "Stawki większej niż życie", kręconej w sąsiedniej hali atelier filmowego w Łodzi. Ciekawostką jest to, że powstał nawet niezrealizowany pomysł skrzyżowania seriali. Kapitan Kloss miał przyjść na ratunek załodze "Rudego" w 13. odcinku, a Pancerni mieli zagrać w jednym z odcinków "Stawki".
  • Główną postać snajpera i telegrafisty Janka Kosa świetnie uzupełniali inni bohaterowie pierwszego planu. Kapitanem załogi był początkowo Olgierd Jarosz, a kierowcą Gruzin Grigorij Saakaszwili. Solidarnie wspierali ich mocarny kowal ze Śląska, wcielony do Wehrmachtu i zbiegły na stronę radziecką Gustaw Jeleń zwany Gustlikiem, a także syn chłopa ze Studzianek Tomasz Czereśniak. No i oczywiście inteligentny i odważny owczarek niemiecki o imieniu Szarik (ros. "kuleczka").
  • Wokół serialu rozkręcono wprost szaleńczą - jak na realia PRL-u - machinę marketingową, obejmującą nawet odgórne tworzenie klubów młodzieżowych. Na fali popularności serialu powstała wersja kinowa filmu, która przed wielki ekran ściągnęła siedem milionów widzów. Towarzyszyło temu morze fotosów, pocztówek, kalendarzy i całego mnóstwa innych "akcydensów". Ponadto opublikowano kolejne tomy powieści Przymanowskiego. Polskie Nagrania wypuściły płytę, zawierającą m.in. "Balladę pancernych" ze słowami Agnieszki Osieckiej, które znali na pamięć wszyscy widzowie. Na kanwie tej wojennej opowieści powstawały spektakle teatralne i musicale, komiksy, m.in. z rysunkami Szymona Kobylińskiego, a nawet monumentalna historyjka obrazkowa na przeźroczach.

Zaprenumeruj "Wielką kolekcję 1944-1989: Historia PRL"