Dziennik Gazeta Prawana logo

Uważaj na ten samolot, to latający złom

27 lipca 2009, 17:22
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Papa error", "Prince Edward" lub "Pani Ewa" - tak załogi LOT-owskich samolotów nazywają boeinga 767 o dwóch ostatnich literach P i E w oznaczeniu rejestracyjnym: SP-LPE. Piloci i stewardesy są zgodni - to najbardziej zawodny samolot we flocie Polskich Linii Lotniczych. W czwartek miał kolejną awarię, wrócił do Polski w sobotę.

Piloci transatlantyków opowiadają sobie o SP-LPE kawały: "Spotyka się trzech pilotów i przechwala swoimi osiągnięciami. - Ja latałem w 1942 roku nad Berlinem - mówi pierwszy. - Ja latałem w akcji "Pustynna burza" - chwali się drugi. - Ja latam do Ameryki na Papa Error - rzuca trzeci. - To nie odwaga, to szaleństwo - odpowiadają dwaj pierwsi".

O tym, jak zawodną maszyną jest ten boeing, w czwartek przekonało się 237 pasażerów lotu 007 z Nowego Jorku do Warszawy. Samolot miał wystartować o 18.15 tamtejszego czasu. Miał, bo chwilę po tym, jak . Wybuchła panika, ludzie chcieli wysiadać. Stewardesy starały się ich uspokoić, po chwili dym znikł, ale za to zrobiło się strasznie gorąco. - W środku było przynajmniej 30 stopni Celsjusza. Ludzie nie mogli tego wytrzymać, dzieci płakały, a jedna kobieta nawet zemdlała - mówi jeden z pasażerów lotu 007.

Przez cztery godziny boeing 767 z niesprawną klimatyzacją stał na płycie lotniska, pasażerom nie pozwolono go opuścić. W końcu mechanikom udało się naprawić usterkę i samolot wystartował. Jednak prawie - klimatyzacja wciąż nie działała, a bez niej na wysokości ośmiu tysięcy metrów pasażerowie zamarzliby.

Okazało się jednak, że powrót na lotnisko nie nastąpił od razu. Zanim boeing wylądował, musiał przez ponad dwie godziny krążyć nad Nowym Jorkiem. Tyle trwało wypalanie paliwa z baków, co jest rutynową procedurą w takich przypadkach. Zresztą tak samo zrzucał paliwo rok temu w maju, kiedy również musiał zawrócić z powodu awarii na lotnisko w Nowym Jorku. Naprawa potrwała niemal cały piątek. Samolot dopiero w sobotę o 8.30 czasu polskiego odleciał do kraju.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni to już druga poważna awaria SP-LPE. 12 lipca pasażerowie, którzy mieli odlecieć nim z Rzeszowa do Nowego Jorku, musieli zostać w Polsce. Powód - zepsuł się układ paliwowy. Awaria była na tyle poważna, że . Boeing przeszedł przegląd, ale wystarczył on jedynie na 12 dni bezawaryjnego latania.

Jednak absolutnie nie dziwi to załóg. "To jest latający złom. Miał już dziesiątki awarii. Pamiętam, że kiedyś w locie . Każda szanująca się linia lotnicza sprzedałaby go już dawno gdzieś do Afryki, by woził kozy" - mówi pilot LOT. Anonimowo, bo ma zakaz rozmów z prasą. Wtóruje mu mechanik. "W tym samolocie wymieniliśmy z powodu podejrzenia awarii mnóstwo części elektronicznych i elektrycznych, z USA ściągano serwisantów do wymiany elementów skrzydeł. , ale to kosztuje 3 mln dolarów" - mówi anonimowo.

Gdy chcieliśmy zapytać PLL LOT, dlaczego tak awaryjny samolot wiąż lata w jego barwach, rzecznik prasowy natychmiast odłożył słuchawkę. "J" - powiedział Andrzej Kozłowski, rzecznik LOT.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj