Zachowałem ostrość umysłu, ostrość swoich ocen i przejrzystość poglądów.
On to lubi, uwielbia odgrywać rolę autorytetu, choć te jego gadanie o patriotycznej misji w służbie gospodarki polskiej jest nieznośne. Nie mogę spokojnie patrzeć, jak ten człowiek odgrywa
dziś rolę najbardziej prześladowanego!
Główna umowa gazowa między Rosją a Polską została podpisana w kwietniu 1993 roku, jeszcze za rządów Hanny Suchockiej, potem były już tylko aneksy.
Wówczas oszukano Rosjan. Otóż art. 308 obowiązującego wtedy przedwojennego kodeksu handlowego wymagał, by statut spółki akcyjnej podpisało co najmniej trzech założycieli, a to nie to samo
co trzech udziałowców, jak wmówiono Rosjanom! I na podstawie takiej interpretacji wprowadzono do kontraktu spółkę Gas-Trading, której udziałowcem jest Gudzowaty.
To był pomysł Rosjan, że skoro musi być trzech udziałowców, to niech już tym trzecim będzie Gudzowaty. Więc niech nie chodzi teraz i nie opowiada o tym, jak oni go skrzywdzili, bo przez
długie lata Aleksander Gudzowaty był faworytem Rosjan.
Myślę, że nie o wszystkim. Ale to prawda, że za rządów lewicy Gudzowaty był także faworytem władzy, bo on miał talent do podlizywania się kolejnym ekipom.
Wtedy w ogóle nie znałem Gudzowatego, spotkaliśmy się później. On ciągle opowiada o swojej służbie ojczyźnie, ale tak się jakoś dziwnie składa, że na swoim patriotyzmie zarabia setki
milionów.
czytaj dalej
Wiele mówi o patriotyzmie i niektórzy dają się na to nabierać.
Tak i żałuję do dziś, że poznałem tego faceta. On całkowicie nadużył mojego zaufania i mojej bezinteresownej do niego życzliwości. Jest zwykłym mitomanem. Dziś niewybrednie mnie atakuje,
jakbym to ja jemu wyrządził szkodę.
Całe szczęście, że tylko tyle powiedziałem (śmiech). Ale proszę już sobie nie robić żartów, tak naprawdę nie chcę o tym rozmawiać, bo to dla mnie wciąż wielka trauma. Mogę tylko
powiedzieć, że owszem, byłem niemiły i za to przeprosiłem, ale nie kłamałem. Powtórzyłem potoczne opinie. W końcu to była prywatna rozmowa w prywatnym miejscu.
Wciąga Polskę do konfliktu z Rosją w imię ochrony swoich interesów. Słusznie premier Tusk przeciął spekulacje. To paranoja, że naszym głównym celem miałoby być zagwarantowanie
Gudzowatemu zarabiania grubych milionów na interesach z Rosją.
Chciał budować rurociąg Bernau-Szczecin, powtarzając ten sam manewr pośrednictwa!
Swoją krytyczną opinię wobec interesów Gudzowatego sformułowałem, zanim ujawnił swoją chorobliwą, psychopatyczną skłonność do nagrywania innych. I chciałbym, by to się znalazło w tym
wywiadzie.
Tak, był zaszczuty, grożono mu śmiercią, czyhała na niego Loża Minus Pięć, tylko nikt nie wie, co to jest. To śmieszne rzeczy!
czytaj dalej
To nie moje określenie, ale jeśli się czegoś boi ze strony Rosjan czy Polaków, to niech wreszcie powie, a nie obnosi się 15 lat ze swym poczuciem zagrożenia. Nie chcę go wyśmiewać, ale
oskarżanie wszystkich kolejnych służb i rządów o spiski zaczyna być nużące. No i to działa na szkodę stosunków polsko-rosyjskich.
I na tym polega jej mądrość. Niech pan sobie wyobrazi, że USA przesuwają swoje pola zainteresowań poza Europę, a zrobią tak, zostawiając nam obowiązek dbania o własne bezpieczeństwo. A
niech jeszcze posypie się traktat lizboński, to wtedy każdy duży kraj europejski będzie szukał stabilności i bezpieczeństwa na własną rękę. I jeśli my tego nie dostrzeżemy, to może
się okazać, że bezpieczeństwo Polski nie jest już priorytetem dla nikogo, bo wszyscy się dogadają z Rosjanami. A my?
Uważam, że powinniśmy prowadzić z Rosją dialog w warunkach, jakie są. Nie chodzi o rezygnację ze swoich ocen i racji historycznych, lecz o gotowość do poprawy stosunków.
Jak to?! Jedna z gazet już dyskretnie staje po stronie Gudzowatego. To nie jest takie zaskakujące, bo on jest blisko ze wszystkimi.
Dał też kiedyś trzy miliony na kampanię SLD, bo ma silną potrzebę wpływania na życie publiczne. Zresztą jego brak spełnienia polega na tym, że nie odgrywał roli publicznej.
Ani to historyczny, ani kompromis. Nie ma czegoś takiego, nie ma żadnej politycznej umowy.
czytaj dalej
Jest porozumienie w jednej sprawie, w kwestii mediów.
Dlaczego? Pora obalić kilka stereotypów, jak ten, że Sojuszowi nie wolno zadawać się z PiS. Przepraszam bardzo, a dlaczego? Sformułowano tezę, że każdy, kto ma konszachty z PiS, jest brzydki
i antypisizm ma być doktryną obowiązującą, bo wszystko, co jest złe dla PiS, jest dobre dla ojczyzny.
Nigdy nie podzielałem tak prymitywnego podejścia! Był okres, kiedy Prawo i Sprawiedliwość ze względu na głoszoną przez siebie doktrynę IV Rzeczpospolitej ogłoszono wrogiem publicznym numer
jeden. I antypisizm miał być miernikiem przywiązania do wartości demokratycznych. Ja się z tym nie zgadzam.
To nie ma nic wspólnego z Kaczyńskimi. Mój głos jest sprzeciwem wobec wynaturzeń w dyskusji publicznej. Po prostu nigdy nie ulegałem skrajnej napastliwości, bo uważam, że w demokracji nie ma
miejsca na doktrynę walki z partią, wykluczenia jej jako całości. Lewica sama tego doświadczyła. I mówię to, nie podzielając większości poglądów PiS. Ta partia stoi przed własnym
rachunkiem sumienia ze swojej ideologii i praktyki rządzenia.
Media publiczne wszyscy psuli, lewica najmniej i jeśli ten - jak pan go nazywa - kompromis pozwoli zostawić je na jakiś czas w spokoju, to ja go popieram.
-
Nie wiem i nie chcę się zastanawiać, ale sprzeciwiam się poglądowi, że obowiązuje mnie automatyzm w popieraniu kogoś.
czytaj dalej
Krytycznie, to nie jest moja wizja prezydentury aktywnej, budującej zgodę Polaków, bez przesadnej ingerencji historii w codzienne życie ludzi. A Lech Kaczyński za bardzo nasączał swą
politykę historią rozumianą jako chęć odwetu i krytyki. Nie mam nic przeciwko badaniu historii, niech sobie nawet istnieje IPN, tylko niech to nie będzie żywioł bieżącej polityki.
Zachowuję wobec niego sympatię i życzliwość. Co prawda Tusk wplata do polityki public relations i słupki popularności, ale to mniej groźne i wolę to niż zajadłą walkę.
Bynajmniej, mnie to już mało obchodzi. Ja po prostu nie zgadzając się z Lechem Kaczyńskim, staram się docenić jego służbę publiczną i nie ulegam stadnym odruchom niechęci do niego.
One będą inne i dzięki temu lewica będzie mogła grać na scenie politycznej tak, jak chce, a nie tak, jak jej każą stereotypy. I jeśli dojdzie do wniosku, że może zrobić coś dobrego dla
Polski razem z PiS, to będzie to robić i nikt nie może jej tego zabronić.
Coraz więcej osób w SLD, a Grzegorz Napieralski ma odwagę i odczaruje tego czarta, jakim w oczach wielu polityków Sojuszu dotąd było PiS.
Twierdzę tylko, że kończy się czas, kiedy lewicy mówiono, co i z kim jej wolno.
Obie partie ryzykują w równym stopniu.
czytaj dalej
Oczywiście. Dam panu przykład: w wyborach parlamentarnych PiS i Platforma dostają tyle samo głosów, a od SLD zależy, kto będzie rządzić. Dlaczego mamy skazywać się zawczasu na Platformę,
zwłaszcza że jej stosunek do SLD nie jest partnerski?
Oczywiście, że nie. Na dziś jej nie widzę, ale po wyborach, kto wie? Poza tym, skoro PSL może zawierać koalicje i z jednymi, i z drugimi, to dlaczego my nie możemy? Ja Sojuszowi tego prawa nie
odmawiam. Ale na razie żadnej bliskiej współpracy sobie nie wyobrażam.
Tak, choćby z powodu braku wyborów jednomandatowych, których jestem zwolennikiem. Bo one są jednym z nielicznych batów na oligarchizujące się partie polityczne. Teraz scena polityczna zastyga,
kostnieje w istniejącym układzie. To nie może być nam obojętne, bo partie są po to, by reprezentować poglądy społeczeństwa, a ich wewnętrzna oligarchizacja powoduje, że stają się
wodzowskie.
To niedobrze, bo w tym układzie wódz rozstrzyga, co jest dla Polski dobre. Już nie musi wysłuchiwać tych kongresów, rad krajowych, partyjnych dołów.
Mam nadzieję, że pan nie ironizuje.
Otóż słuchałem. Wie pan, dlaczego lewica jest najlepszym gwarantem systemu demokratycznego w Polsce? Bo wielu ludzi lewicy działało w warunkach braku demokracji i wie, co to znaczy z własnego
doświadczenia.
czytaj dalej
To trochę przewrotne, przyznaję: wybierajcie nas, bo jak nikt inny doceniamy walory demokracji. Ja jestem uczciwym demokratą, zawsze nim byłem, bo prawdy i dobra trzeba szukać w ludziach, a nie
w systemach politycznych. I nie dam z siebie zrobić mamuta PRL-u.
Kilka.
Dopiero po tej rozmowie będzie (śmiech).
Jestem dziekanem na Akademii Finansów, nie odrzucam też zaproszeń na wykłady autorskie, piszę różne rzeczy. To nie wyczerpuje moich możliwości, ale w tej chwili jestem poza służbą. Poza
służbą publiczną oczywiście. Nie należę do żadnej partii…
Reakcja kolegów z grona liderskiego na nikczemny wyczyn Gudzowatego była mocno przesadzona. Ale nie narzekam, zawodowo zajmuję się tym, co mnie pasjonuje, czyli przyszłością świata,
kapitalizmu, społeczeństw i całego układu instytucjonalnego globu. Nadal spotykam się z różnymi ludźmi.
Miałem dość funkcji i stanowisk. Nie wyobrażam sobie bycia liderem jakiejś partii czy pełnienia stanowiska rządowego. To mam za sobą. Natomiast nie czuję się zużyty i chciałbym być
jeszcze aktywny publicznie.
To by mnie interesowało, ale nie kandydowałem, bo nie było takiej opcji, nie było poważnej propozycji.
czytaj dalej
Nie mamy zawieszenia stosunków, choć on przyjaźni się z Gudzowatym, co musi mieć wpływ na moje podejście. Dzwonimy do siebie rzadko.
Okazjonalne, jak się spotkamy.
Pamiętają. Przeżyłem tam dwa i pół roku, spotkałem porządnych ludzi, z którymi do dziś mam kontakty.
Nigdy w życiu.
Choć lubię żarty, to zabiję pana (śmiech).
I co pana tak bawi (śmiech)?
Byłem bardzo szczupłym młodym człowiekiem, ale widok był rzeczywiście zabawny. Choć mundur na mnie znakomicie leżał.
Nie odpowiadam na głupie pytania. Skąd zresztą ta Dania?
Bzdury…
czytaj dalej
Agentem swojej żony. To są właśnie jakieś bzdury rozpowszechniane przez Bogusława Nizieńskiego, którego prezydent Kaczyński odznacza Orderem Orła Białego! A czym on się zasłużył?!
Siedem i pół roku mnie prześladował! Dopiero Sąd Najwyższy przeciął wszystkie moje procesy i jestem czysty jak łza. To wszystko świadczy o schizofrenii rozliczeń. One były potrzebne, ale
wymierzenie ich akurat we mnie było idiotyzmem.
Żeby pan wiedział. I mówię to bez ironii!
Już nie mam siły do tego wracać. Byłem dobrowolnie szkolony w rezerwie wojennej. I wyszkolono mnie bardzo dobrze. I koniec.