Józef Oleksy*: Tak. To oznacza, że zwycięża myślenie o tym, że potencjał zgromadzony w doświadczeniu seniorów trzeba przyciągać, a nie odpychać. To prawidłowe rozumowanie. Przecież obaj z Leszkiem Millerem byliśmy szefami tej partii, premierami. I właściwie nie wiadomo z jakiego powodu partia rodzima miałaby nie chcieć korzystać z tego doświadczenia.
W 2005 r., kiedy skreślano mnie z listy wyborczej.
Rozmawialiśmy. A potem dostałem list.
Że chce rozszerzać platformę lewicową, że chce przyciągać dawnych działaczy, reprezentantów tej partii. Że chce to zacząć od skorygowania decyzji z przeszłości. Powiedział, że chciałby, żebym wziął udział w tej konwencji, na co przystałem. Bo przecież nie wyzbyłem się swoich poglądów. I nie byłem w konflikcie z partią jako całością.
Sam przecież odszedłem z partii rozczarowany...
Presja medialna przede wszystkim. Histeria, którą rozpętaliście na bazie jednej prywatnej rozmowy.
Oczywiście że mieli. Wielu kolegów miało. Nie bezzasadne. Ja swoją winę uznałem w tym incydencie. Złożyłem legitymację, bo byłem rozczarowany reakcją partii. To był lincz.
czytaj dalej
Będę się zastanawiał.
Też zamierzam zabrać głos.
Najważniejszy, czyli możliwości odradzania wizerunku i skuteczności działania lewicy.
Ja nie ulegam takim odruchom.
Nie widzę w tym większego sensu. Kwaśniewski musiałby wyjaśnić, w czym widzi lewicowość Andrzeja Olechowskiego. To jest dość duże przekłamanie. Olechowski, tylko dlatego, że jest kolegą Kwaśniewskiego, miałby nagle stać się przedstawicielem centrolewicy? Przecież on jest człowiekiem prawicy! I to chrześcijańskiej.
* Józef Oleksy jest byłym premierem, szefował SLD w latach 2004-2005