Niepełnosprawni są w naszym kraju traktowani jak obywatele drugiej kategorii. W polskim prawie jest masa luk, więc przepisy nie chronią ich skutecznie” - wyjaśnia Barbara Abramowska z Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych (PFON), które współpracuje z Komisją Europejską. Jej zdaniem dramatycznie brakuje jednego kompleksowego aktu prawnego dotyczącego niepełnosprawnych. ”Więc człowiek, który czuje, że jest dyskryminowany, nie ma się do czego odwoływać” - dodaje Abramowska.

Reklama

Do głodowej renty nie można dorobić

Dobitnie pokazuje to historia 57-letniego Tomasza Jarosińskiego z Warszawy. Mężczyzna w wieku 16 lat doznał urazu kręgosłupa. Jako niepełnoletni dostał wtedy specjalną rentę przyznawaną przez prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Aby dorobić do niskiego świadczenia (700 zł), podjął się telepracy. Po ośmiu miesiącach dostał jednak pismo z ZUS, że skoro pracuje, to musi oddać prawie 6 tys. złotych z tytułu renty. Urzędnicy uzasadniali, że Jarosiński nie może pracować, bo pobiera świadczenie przyznane mu w drodze wyjątku. ”To jawna dyskryminacja nie tylko w porównaniu z osobami sprawnymi, ale nawet innymi osobami niepełnosprawnymi. Takich ludzi jak brat jest w Polsce kilkuset” - mówi siostra niepełnosprawnego mężczyzny. Izabela Domagała, która jest prawniczką, zaczęła więc samotną walkę o zmianę przepisów. ”Pisałam wszędzie: do prezesa ZUS, do rzecznika praw obywatelskich, pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych. I nic. Myślałam nawet o pozwaniu Polski do Trybunału Praw Człowieka, ale zabrakło mi już na to siły” mówi.

Tomasz Jarosiński już nie pracuje, a co miesiąc z jego skromnej renty odciągane jest 50 zł na poczet długu.

Dyskryminujące bariery

Niepełnosprawni spotykają się w Polsce z dyskryminacją niemal na każdym kroku. Z Eurobarometru, czyli badania opinii społecznej, wynika, że dwóch na stu ankietowanych Polaków tylko w ciągu ostatniego roku było dyskryminowanych właśnie ze względu na swoją chorobę. ”W pracy, w dostępie do usług, edukacji, transporcie” - wymienia Piotr Pawłowski ze Stowarzyszenia Integracja, który od 27 lat porusza się na wózku. O podobnych problemach opowiada 40-letnia Katarzyna Radzikowska. ”Nie mogę skorzystać nawet z bankomatu na ścianie budynku należącego do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Został umieszczony zbyt wysoko. Taka jest polska rzeczywistość” - mówi.

Reklama

Takim sytuacjom ma zaradzić trwająca właśnie w Polsce unijna kampania ”Za różnorodnością. Przeciw dyskryminacji”. Na odbywających się w całym kraju spotkaniach w ramach projektu ”Mamy naszą Konwencję!” wyszkoleni przez Unię eksperci przekonują, jak ważne jest szybkie ratyfikowanie ONZ-wskiej Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Dlaczego? Bo to jedyny dokument, który reguluje wszystkie kwestie dotyczące osób niepełnosprawnych - od edukacji po dostęp do usług czy pracy.

Prawa niepełnosprawnych za kosztowne

Do tej pory konwencję ratyfikowało 65 państw członkowskich ONZ, w tym tak egzotyczne jak Gabon czy Chiny. Polski w gronie sygnatariuszy nie ma. Wprawdzie 30 marca 2007 roku ówczesna minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata podpisała w Nowym Jorku dokument, ale na tym się skończyło. Aby prawo zaczęło obowiązywać, musi zostać przegłosowane w parlamencie. ”Po chwilowym entuzjazmie nastała cisza. Mogę się tylko domyślać, dlaczego tak się stało. Prawdopodobnie wystraszono się kosztów, jakie wynikałyby z przestrzegania konwencji” - mówi dyrektor zespołu prawa pracy i zabezpieczenia społecznego Lesław Nawacki w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

Pośrednio potwierdza tę teorię minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak. ”Musimy najpierw skrupulatnie przejrzeć polskie prawodawstwo i zobaczyć, na ile jesteśmy w stanie je zmienić i czy możemy dostosować się do tej konwencji” - mówi minister.

To jednak oznacza dla polskich niepełnosprawnych kolejną zwłokę. Wprawdzie trwają w tej chwili prace nad polską ustawą antydyskryminacyjną, ale zanim wejdzie ona w życie, może upłynąć wiele lat. Dlatego nie ma się co dziwić, że Polska ma tak złe notowania w badaniach Eurobarometru: tylko 30 proc. Polaków jest zdania, że państwo robi wystarczająco dużo, aby zwalczać wszystkie formy dyskryminacji. To najgorszy wynik spośród wszystkich 27 krajów Unii.