Monika Jargot i Joanna Kaniewska, producentki pracujące w Polsat News do listopada ub.r. oraz jedna z prezenterek stacji twierdzą, że przez kilka lat pracy w kanale przełożeni stosowali wobec nich długotrwały, uporczywy mobbing. Utrzymują, że łamane też były ich prawa pracownicze. Obniżono im wynagrodzenie o 10 proc. bez pisemnego uzasadnienia tej decyzji. Nie mogły się od tego odwołać.

Kobiety miały ze stacją podpisane umowy o pracę za minimalną pensję, a pozostałą część wynagrodzenia za wykonywanie tych samych obowiązków dostawały na postawie odrębnej umowy. Jargot i Kaniewska twierdzą, że wydłużano im dyżury o godzinę czy dwie, nie mogły odbierać dnia wolnego za pracę w weekendy, a w miesiącu przydzielano im nawet 21 dyżurów.

Jasne, że kiedy Polsat News zaczynał nadawanie w połowie 2008 roku, wszyscy pracowali dłużej na pełnych obrotach. Ale po roku kierownictwo jeszcze bardziej „przykręciło śrubę" - mówi serwisowi Wirtualnemedia.pl Monika Jargot i dodaje: Część osób zatrudnionych w telewizji czuje się traktowana przez pracodawcę jak niewolnicy. To chyba mocno nie pasuje do wizerunku firmy, która prowadzi fundację charytatywną pomagającą chorym dzieciom.

Kobiety opisują jak "za karę", że nie chciały się zgodzić na dyżury dłuższe niż 11 godzin, wypadły z grafika. A zgodnie z wewnętrznymi regulacjami Polsat News, jeśli ktoś nie przepracował w miesiącu przynajmniej dwóch dni, nie dostawał honorarium. Nieobecność na grafiku oznaczała jedno: brak wypłaty albo ukorzenie się przed szefostwem i prośba o przywrócenie na grafik - dodaje producentka.

Dziennikarki domagają się wypłaty honorariów, które wcześniej im obniżono. Właściwe postępowanie sądowe powinno rozpocząć się za dwa-trzy miesiące. Rzecznik prasowy Polsatu Tomasz Matwiejczuk nie chce komentować tej sprawy.