Czy Maciej Polakowski, polityk partii Polska Jest Najważniejsza, więził pracowników i znęcał się nad nimi? Tak twierdzą Wietnamczycy, którzy uciekli z jego fabryki - donosi "Gazeta Wyborcza".
Niedoszły poseł z Bydgoszczy zatrudnił w swojej firmie odzieżowej Mat-Pol 14 osób z Wietnamu. Pierwsza grupa przyjechała w październiku 2011 roku.
- opowiada "Gazecie Wyborczej" 24-letnia Hoa. - - relacjonuje dziewczyna.
- wylicza 24-letnia Hoa.
- dodaje dziewczyna.
W końcu nie wytrzymała. Uciekła z Mat-Polu, przez wietnamską restaurację trafiła do fundacji La Strada. Uciekło również sześcioro innych pracowników. Spuścili się z okna na zawiązanych prześcieradłach.
- opowiada dziewczyna.
Maciej Polakowski chętnie odpowiada na zarzuty swoich pracowników z Azji. Jak twierdzi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", nikogo nie uderzył, nikogo nie zmuszał do picia wódki, jedzenie kupował świeże, a pracowników przywiózł do Polski na własny koszt.
Co więcej, polityk PJN twierdzi, że został oszukany. W jego opinii Wietnamczycy niewiele potrafili, on zapewniał im wysokie standardy socjalne, a oni uciekli i jeszcze fałszywie go oskarżają.
- przyznają nieoficjalnie bydgoscy śledczy, który badają tę sprawę. Jednak jak podaje "Gazeta Wyborcza", polityk PJN może nie usłyszeć zarzutów. Zeznania cudzoziemców mogą nie wystarczyć.