Sąd Okręgowy w Warszawie miał we wtorek rozpatrywać apelację Kobylańskiego jako oskarżyciela prywatnego, ale została ona cofnięta. Wobec tego sąd pozostawił ją bez rozpoznania - podało Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Reklama

89-letni Kobylański to milioner, założyciel i szef USOPAŁ, sponsor Radia Maryja, b. konsul honorowy RP w Urugwaju - odwołany w 2000 r. m.in. za antysemickie wypowiedzi przez ówczesnego szefa MSZ Władysława Bartoszewskiego. Czując się dotknięty tekstami w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Newsweeku" i "Polityce" z lat 2004-2005, skierował prywatny akt oskarżenia wobec szefów tych mediów oraz ich dziennikarzy, a także b. ambasadorów w Urugwaju: Jarosława Gugały i Ryszarda Schnepfa. Dotyczył on tekstów i wypowiedzi, w których wspominano m.in. o antysemickich wypowiedziach Kobylańskiego oraz podejrzeniach IPN, że w czasie wojny mógł on za pieniądze wydawać Żydów Niemcom (w 2007 r. IPN umorzył śledztwo w tej sprawie z powodów formalnych).

Kobylański chciał, by każdy z oskarżonych ze słynnego art. 212 Kodeksu karnego (trwa społeczna kampania o jego zniesienie) wpłacił 100 tys. zł na cel charytatywny. W procesie, który trwał od marca 2009 r., podsądni nie przyznawali się do zarzutu, za który groziło do roku więzienia. Przywoływali na swą obronę m.in. słowa Kobylańskiego, np. że jedna trzecia polskich biskupów to Żydzi; Żydzi zawsze będą nienawidzić Polaków, bo mają parszywe geny.

W toku procesu kolejno przedawniały się zarzuty stawiane przez Kobylańskiego szesnaściorgu oskarżonym. Strona oskarżenia podkreślała, że nie udowodnili oni swoich twierdzeń. W grudniu 2011 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa umorzył sprawę z powodu przedawnienia. Sąd uznał, że zgromadzony materiał nie pozwala na ich uniewinnienie, a wobec przedawnienia nie można już przeprowadzać czynności, o które wnosiła obrona. Sędzia Andrzej Żak podkreślił, że umorzenie nie rozstrzyga ani o winie, ani niewinności.

Reklama

Adwokat Kobylańskiego mec. Andrzej Lew-Mirski wniósł apelację od tego wyroku, w której podnosił, że niezależnie od przedawnienia zarzutów, sąd może orzec winę oskarżonych. To jednak nie dawałoby panu Kobylańskiego satysfakcji; on jest zniesmaczony tym, że doszło do przedawnienia i zażyczył sobie, by cofnąć apelację - tłumaczył w środę PAP mec. Lew-Mirski.

Mec. Beata Czechowicz, reprezentująca część oskarżonych, w tym naczelnego "GW" Adama Michnika, uznała, że oskarżycielowi chodziło o to, by uniknąć rozgłosu medialnego związanego z przegraniem apelacji i zapewne chciał on w tej sprawie mieć ostatnie zdanie.

Niedawno Kobylański złożył apelację w procesie wytoczonym szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu, który nazwał go antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy. W apelacji wskazano, że tylko z powodu, iż Kobylański używa słowa Żyd, czy żydowski nie można wyciągać aż tak daleko idącego wniosku, iż kieruje nim niechęć do narodu żydowskiego. W marcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Sikorski nie musi przepraszać Kobylańskiego. Sąd uznał, że proces bezspornie wykazał jego antysemickie poglądy, wobec czego słowa pozwanego mogą być uznane za łagodne. Sikorski ma nadzieję, że apelacja potwierdzi orzeczenie I instancji.

Polskie media wiele razy pisały o antysemickich wypowiedziach Kobylańskiego. IPN podejrzewał, że mógł on w czasie wojny wydawać Żydów Niemcom za pieniądze. W 2007 r. IPN umorzył śledztwo w tej sprawie z powodów formalnych. W 2004 r. "GW" podała, że według jednej z wersji jego życiorysu, w 1942 r. trafił na Pawiak i do obozów koncentracyjnych. Po wojnie znalazł się w Austrii, potem we Włoszech; dorobił się wielkich pieniędzy, a w 1952 r. wyjechał do Paragwaju; wiele wskazuje na to, że za pomocą siatki Odessa wspomagającej ucieczkę z Europy nazistów i ich współpracowników - twierdziła "GW". Według niej rola Kobylańskiego w obozach koncentracyjnych mogła nie być jednoznaczna, co miało być głównym powodem jego wyjazdu do Ameryki Płd. Kobylański twierdzi, że te informacje są nieprawdziwe i obliczone na skompromitowanie go.