Siedziba Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dawno nie widziała takich tłumów. Wszyscy przyszli tu zwabieni zapowiedzią, że Krzysztof Czabański, który odpowiada za zmiany w mediach publicznych w obecnym rządzie, ujawni szczegóły nowego projektu ustawy o mediach narodowych. Zawiedli się.

- Wolimy robić niż mówić - powiedział na wstępie Czabański. I rzeczywiście o nowej ustawie nie dowiedzieliśmy się wiele. Wiceminister potwierdził, że media narodowe składać się będą z 20 instytucji - TVP, PAP, Polskiego Radia oraz 17 rozgłośni regionalnych. Nie chciał jednak zdradzić ani tego, kiedy projekt trafi do Sejmu, ani w jakim trybie będzie procedowany. - Niebawem - odpowiedział wymijająco na pytanie o terminy i zasugerował, że ostatecznie zadecyduje o tym premier Beata Szydło. - Decyzje na ten temat zapadną na wyższym szczeblu - powiedział pełnomocnik rządu do spraw przygotowania reformy publicznej radiofonii i telewizji.

Projekt ustawy, który napisał wraz z zespołem posłów PiS - Joanną Lichocką, Barbarą Bubulą i Jarosławem Sellinem, to dopiero pierwszy krok do zmiany w mediach publicznych. - Krok niewielki, ale krzyk będzie duży - mówił Czabański.

Przyznawał, że ustawą nie zrobi się dobrych mediów publicznych - Do tego potrzebni są twórcy - mówił wiceminister kultury. Nowe prawo ma im dać szanse, warunki i gwarancje niezależności oraz stabilne finansowanie. - A reszta? Powiem, jak na wyścigach, “bomba poszła w górę”, reszta w rękach konia - mówił Czabański.

Wiceminister ujawnił też, że projekt PiS jest w "90 proc. zbieżny” z tym, który przygotowali dziennikarze SDP. I rzeczywiście, większość założeń pokrywa się z dotychczasowymi zapowiedziami zmian w mediach publicznych. Jak ujawniał Piotr Legutko SDP w swoim projekcie postuluje powołanie 3-5 osobowego organu, który przejąłby od KRRiT nadzór nad TVP i PR. Rada Mediów Publicznych to więc de facto odpowiednik Rady Mediów Narodowych z projektu Czabańskiego. Ale jest jedna różnica.

SDP chce, by członków Rady Mediów Publicznych powoływał Prezydent RP spośród kandydatów wskazanych przez ogólnopolskie stowarzyszenia twórców. A projekt PiS zakłada, że członków RMN powoływać będą Sejm, Senat i Prezydent RP.

I to - jak dotąd - jedyna znana nam poważna różnica między projektami. Kolejne rozwiązanie są zbliżone. Wedle SDP kierownictwo w TVP i PR powinno być jednoosobowe, wzmocnieniu miałyby też ulec rady programowe. SDP uważa, że ich członków powinna powoływać Rada Mediów Publicznych spośród osób rekomendowanych przez organizacje obywatelskie.

W projekcie SDP mowa też o powszechnej opłacie audiowizualnej i opłacie kompensacyjnej od konkurencji. - Widzimy konieczność stworzenia przestrzeni wolnej od reklam - przekonywał Legutko. Opłata od konkurencji miałaby mediom rekompensować spadek wpływów z tytułu ograniczenia reklam.

Czabański, którego uczestnicy konferencji przestrzegali przed rezygnacją szerokich konsultacji społecznych na temat zmian w mediach publicznych przyznał, że przez ostatnie trzy lata rozmawiał na temat z szefem SDP, Krzysztofem Skowrońskim i innymi członkami stowarzyszenia. - Krzysztof świadkiem, żeśmy razem wypracowywali projekt - mówił Czabański. Dlaczego ostatecznie powstały dwie wersje reformy mediów publicznych? Tego nie wyjaśnił.

Zanim na konferencji wystąpił wiceminister kultury swoje wywody na temat bolączek mediów publicznych przedstawiali dziennikarze SDP. Wystąpiły dwie wieloletnie dziennikarki TVP, Agata Ławniczak i Elżbieta Ruman, które ostatnio zasłynęły listem do ministra kultury popierającym jego krytyczną opinię na temat telewizji, jaką wyraził w czasie głośnego wywiadu z Karoliną Lewicką.

Dziennikarki skupiły się na absurdach outsourcingu pracowników twórczych.

Występujący po nich Zbigniew Rytel reformę mediów publicznych nazwał “sanacją”, a wspomnianą rozmowę Karoliny Lewickiej porównał do słynnego wywiadu Piotra Gembarowskiego z Marianem Krzaklewskim. Stwierdził nawet, że dziennikarz był łagodniejszy niż Lewicka. - On stracił pracę i skończyła się jego kariera - mówił Rytel.

Marcin Wolski drwił z kolei z poziomu informacji i rozrywki w TVP. Mówił, że media publiczne powinny też pokazywać "świat ludzi mądrych, którym założyło się berety i zapędziło do stodoły".

Po wszystkich wystąpieniach głos zabrali ludzie z sali. - Nie ma wzorców, jesteśmy sami - mówiła korespondentka z Londynu nawiązując do ostatnich afer wokół BBC, podawanej jako przykład najlepiej funkcjonującego medium publicznego. Oprócz pytań było też kilka opinii i apeli. Gdy Czabański przekonywał, że media nie mogą podlegać rządowi ktoś krzyknął: - Waszemu ministrowi chcemy się podporządkować.