Na środowym posiedzeniu RMN Jacek Kurski został wybrany prezesem telewizji. Do ostatniego etapu konkursu poza Kurskim, weszli: dyrektor TV Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński oraz reżyser Bogdan Czajkowski.

Przeciwko kandydaturze Kurskiego zagłosował jedynie Juliusz Braun, który nie ukrywa swej negatywnej oceny dziewięciomiesięcznych rządów obecnego prezesa na Woronicza. - Uważam, ze to wybór szkodliwy. Pan Kurski pokazał, że jest propagandzistą. A poza tym brakuje mu kompetencji menedżerskich. Przejął telewizję w stanie dobrym, choć w trudnej sytuacji zewnętrznej. I w ciągu kilku miesięcy doprowadził ją do katastrofy programowej, finansowej i oglądalnościowej. Żaden z wprowadzonych przez Kurskiego programów nie odniósł sukcesów, a TVP żyje ze starych sprawdzonych formatów - mówi Braun.

Jego zdaniem dużo lepszym prezesem byłaby Agnieszka Romaszewska-Guzy, szefowa Biełsatu. - Jest rzetelną dziennikarką i to przeważyło o jej klęsce. PiS przestraszył się niezależności Romaszewskiej, mimo że jest zwolenniczką prawicowej opcji - mówi Braun.

Po wyborze Kurskiego na stanowisko prezesa rada podjęła jeszcze jedną, zaskakującą decyzję. Przegłosowano wniosek, że zarząd TVP nie będzie jednoosobowy. A wiceprezesem został dotychczasowy zastępca Kurskiego, czyli Maciej Stanecki.

To niepoważne, bo konkurs odbywał się do zarządu jednoosobowego.Przewodniczący rady, Krzysztof Czabański, jeszcze niedawno jednoznacznie opowiadał się za takim rozwiązaniem, tłumacząc, że to pozwala uniknąć partyjnego podziału wpływów. Ale sytuacja polityczna widać się zmieniła i Czabański musiał, cytując stare powiedzenie, zrobić z gęby cholewę - mówi Braun.

Wejście Staneckiego do zarządu TVP to cena, jaką Kurski musiał zapłacić Ruchowi Kukiza za poparcie. Z nominacji Kukiz'15 do RMN wybrano Grzegorza Podżornego, który w środę oddał głos właśnie na Kurskiego.