Mam nieodparte wrażenie, że nie minister Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji, ale raczej premier Tusk go zdymisjonował. Wygląda to na rezygnację wymuszoną, bo przecież jeszcze wczoraj minister sprawiedliwości zapewniał, że wszystko w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika jest pod kontrolą, a postępowaniami zajmują się najlepsi ludzie. Zastanawiam się więc, gdzie dziś - po trzecim samobójstwie - są owi "najlepsi ludzie".

Zdziwiło mnie zresztą wczoraj, jak wiele na temat śledztwa minister zdradził w mediach. Chyba dużo za wcześnie przesądził np., że w śmierci Roberta Pazika trudno się dopatrzeć udziału osób trzecich, podczas gdy wiceminister sugerował coś przeciwnego. Już wczoraj miałam wątpliwości, czy minister sprawiedliwości powinien publicznie formułować takie oceny.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że premier oczekiwał dymisji Ćwiąkalskiego. Myślę, że w ten sposób będzie chciał zamknąć tę sprawę: skoro już jeden z ministrów zapłacił głową, to nie ma więcej o czym mówić. Tymczasem jest bardzo wiele do wyjaśnienia, bo w tej sprawie nic nie było w porządku. Dymisja Ćwiąkalskiego niczego nie zamyka, a pytań, zamiast coraz mniej, rodzi się coraz więcej. I czekam, żeby słynni "najlepsi ludzie" zaczęli na nie odpowiadać.