Andrzej Lepper wraca. Będą blokady - co kilkanaście tygodni (bo nie częściej) pojawiają się takie doniesienia w mediach. Budzą lekki dreszczyk, bo towarzyszy im pytanie, czy Lepper będzie znów pierwszoplanowym graczem w polskiej polityce. Ze wszystkimi znanymi już "atrakcjami": blokadami dróg i mównicy w Sejmie, wysypywaniem zboża, biciem dzierżawców, seksaferami itd.

Dreszczyk staje się dotkliwszy, bo słychać coraz więcej o kryzysie, zwolnieniach pracowników i bankructwach. Czy zdesperowani biedni ludzie zwrócą się ku demagogicznym populistom? Jeśli tak, to na pewno nie ku Andrzejowi Lepperowi. Przynajmniej nie dziś. Oczywiście nie wiadomo, co będzie jutro, ale tu też wszystko wskazuje na to, że Lepper jest już przeszłością.

Próbuje podczepiać się pod przypadkowe konfliktowe wydarzenia, np. ostatnio w Łódzkiem, gdzie mieszkańcy protestują przeciw budowie kopalni odkrywkowej. To działania chaotyczne. Równie dobrze mógłby dołączać się do protestów przeciw budowie jakiejś obwodnicy czy trasy szybkiego ruchu.

Teoretycznie Lepper powinien teraz zdobywać punkty na wsi. W ubiegłym roku przede wszystkim najlepsi rolnicy odczuli, jak bolesne dla nich są tzw. rozwierające się nożyce cenowe. Mówiąc prościej: środki do produkcji zdrożały o kilkaset procent, a ceny ich produktów spadły o kilkadziesiąt procent. Wprawdzie słabnąca złotówka ożywiła skup produktów rolnych, ale i tak nadal wielu producentów jest zagrożonych plajtą.

Mogliby wyjść na drogi i tak jak w latach 90. zażądać pomocy od rządu. Tylko dlaczego ich liderem miałby być Andrzej Lepper? Bohater seksafery, facet, który w szytych na miarę butach (twierdził, że te ze sklepu piły go w stopy) i garniturach od najlepszych krawców jeździł na spotkania z wyborcami w zapadłych wioskach. Od dawna jest już dla wiejskiego elektoratu tak autentyczny i wiarygodny jak jego opalenizna z solarium. W oczach wyborców, którzy kiedyś głosowali na Samoobronę, mieści się w kategorii "oni" - ci, co już rządzili. A na dodatek dorobili się na rządzeniu.

Przy tym wszystkim rolnicy jako wyborcy są grupą najbardziej świadomą swoich interesów. Świetnie pamiętają konkretne dokonania kolejnych ministrów rolnictwa. W tym rankingu Lepper jest zupełnie na dole. Według rolniczej wyliczanki Olejniczak zrobił coś dobrego, Kalinowski był niezły, Mojzesowicz też. Ale nie Lepper. By ratować swe interesy, pójdą do każdego, ale nie do niego.

A zresztą - gdyby chcieli prosić Samoobronę o pomoc, to nie wiedzieliby, do kogo się zwrócić. Struktury Samoobrony ledwo wegetują, w wielu miejscach w Polsce już ich nie ma. A starzy towarzysze broni - Beger, Hojarska, Filipek - już dawno pokłócili się z Lepperem. Ostatni wierny - Stanisław Łyżwiński - jest unieruchomiony. Siedzi w areszcie.