MACIEJ WALASZCZYK: Dokument, który ujawnił "Dziennik", świadczy o tym, że Aleksander Kwaśniewski był inwigilowany przez SB w 1989 r. Brzmi to dość dziwnie.

PROF. ANDRZEJ PACZKOWSKI: Znam wiele materiałów wytworzonych przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa i dlatego nic mnie już nie zaskoczy. Oczywiście inwigilacja miałaby miejsce, gdyby w otoczeniu Kwaśniewskiego zwerbowano jakichś informatorów, kontrolowano jego korespondencję czy założono w jego domu podsłuch. Wtedy byłaby to inwigilacja w dosłownym tego słowa znaczeniu.

W takim razie o co chodzi w tej notatce?

Na razie tylko czytałem na jej temat, nie widziałem jej. Trudno dokładnie ocenić, dla kogo była przygotowana. Wygląda jednak na to, że w SB przygotowano jakąś notatkę biograficzną na temat Aleksandra Kwaśniewskiego, która nie była kierowana do konkretnego odbiorcy. Jeśli tak jest, to znaczy, że nie została wytworzona tylko i wyłącznie na potrzeby samego Departamentu III, ale także na zewnątrz. A więc do konkretnej osoby czy instytucji nie tylko poza tym Departamentem, ale także poza samym ówczesnym MSW.

Kto mógł w tym czasie być zainteresowany szczegółowymi informacjami na temat Kwaśniewskiego, jednocześnie ministra w rządzie Mieczysława Rakowskiego, członka partii i uczestnika obrad Okrągłego Stołu?

Być może był to ktoś z kierownictwa KC PZPR, a może WSW, czyli służb wojskowych.

A szef MSW, generał Kiszczak?

Gdyby ta notatka miała normalny obieg urzędowy, to powinna być do kogoś adresowana lub powinno wyprzedzać ją pismo wprowadzające i informujące, do kogo jest kierowana, z podpisem, datą.

Jednocześnie w IPN istnieją podejrzenia, że Kwaśniewski w latach 80. był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB pod pseudonimem Alek.

Mogła zaistnieć rozbieżność w czasie, jedno drugiego nie wyklucza. Najpierw mógł zostać zarejestrowany jako tajny współpracownik, kandydat na TW lub po prostu kontakt operacyjny, a później SB mogła zbierać na jego temat jakieś informacje. Przecież każdy tajny współpracownik był równocześnie sprawdzany.

Jak ocenia pan reakcję Wojciecha Jaruzelskiego? Powiedział o działaniach SB wobec Kwaśniewskiego: "jakieś bydlaki z SB, bo inaczej nie mogę powiedzieć, śledziły człowieka stojącego blisko mnie i blisko Rakowskiego". Jego zdziwienie to teatr czy prawdziwe oburzenie?

Nie dziwię się, że użył tych sformułowań, bo mieszczą się one w takiej konwencji, według której służby stanowiły państwo w państwie, służby rządziły partią, a nie partia służbami... Taki sposób widzenia funkcjonował aż do końca istnienia PRL. Ale oczywiście generał Jaruzelski mógł nie wiedzieć, że taka notatka została sporządzona, tym bardziej że Kwaśniewski był człowiekiem, którego wysoko cenił i starał się go wykorzystać.

Działania SB wobec Kwaśniewskiego tuż przed wyborami czerwcowymi w 1989 roku to wyraz jakieś walki grup interesu we władzach?

Elita ówczesnej władzy była bardzo podzielona co do tego, jak należy działać i jakie pomysły polityczne realizować. Istniały między nimi spory. Między Kiszczakiem i Jaruzelskim miał miejsce swego rodzaju spór ambicjonalny. Być może jakimś kluczowym tropem dla wyjaśnienia tego, dlaczego ta notatka powstała, są rozmowy, jakie Kwaśniewski prowadził z Kuroniem. Siłą rzeczy wejście w taką relację nakazywało SB podjęcie działań.