Wiktor Janukowycz zmienił wiele, by nie zmienić nic. Poświęcił premiera, którego i tak od pewnego czasu zamierzał wymienić. Cofnął ustawy o dyktaturze, których zapisy pojawiły się chwilę później w nowych aktach prawa przyjętych przez Radę Najwyższą. Kompromis jest ledwie zamarkowany. A prezydent gra w to, co potrafi najlepiej - tworzy pozory. Lawiruje. Buduje kilka wektorów, tak jak do tej pory zwykł budować w polityce zagranicznej. Tym razem ta wielowektorowość nie ma jednak racji bytu. Nikt poważny już nie ufa w politykę ustępstw.

Ukraina zaś pozostaje w klinczu. Ulica jest zrewoltowana, ludzie trwają na barykadach. Nie wiadomo, kto i dlaczego strzelał z ostrej amunicji w Kijowie, przy ul. Hruszewśkoho, zabijając trzy osoby. Nie znamy też losu kilkudziesięciu aktywistów Majdanu, którzy zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Takich jak Dmytro Bułatow, który dowodził najbardziej mobilną, zmotoryzowaną częścią protestujących, tzw. Automajdanem. Aktywiści obawiają się, że część tych ludzi może skończyć jak Jurij Werbycki, którego skatowane ciało odnaleziono w lesie pod podkijowskim Boryspolem.

Pozorne ustępstwa wyglądają przy tym jak gra na czas. Po nich ul. Bankowa (siedziba prezydenta) może przecież powiedzieć: my ustąpiliśmy, Majdan nie, czas na uporządkowanie stolicy siłą. W tej chwili w Kijowie jest około 3,5 tys. funkcjonariuszy jednostek Berkut i Hryfon. W odwodzie stoi około 27 tys. Sprowadzenie ich do centrum miasta nie jest skomplikowane logistycznie.

Innym scenariuszem jest próba ugotowania opozycji w budyniu procedur. Załóżmy, że rozpocznie się reforma konstytucyjna, czyli próba przesunięcia ośrodka władzy z administracji prezydenta do rządu i Rady Najwyższej. Dochodzi do przetasowań kadrowych. Znienawidzony przez Majdan szef MSW Witalij Zacharczenko ustępuje ze stanowiska. Janukowycz zyskuje czas. Radykalny protest ulicy traci temperaturę.

W końcu przeprowadzane są wybory, w których dochodzi do podziału władzy między oligarchami, prezydentem, opozycją parlamentarną i ulicą. Taki wariant jest korzystny dla Ukrainy i jej sąsiadów, w tym Polski, bo oddala widmo wojny. Pytanie tylko, czy jest do zaakceptowania przez najbardziej radykalną część Majdanu. Na dziś na pewno nie.

W analizowaniu wydarzeń nad Dnieprem pozostajemy pesymistami. Wczoraj wraz z quasi-ustępstwami wszedł w życie rozkaz pozwalający Berkutowi na używanie broni palnej. Jeszcze miesiąc temu dymisja Azarowa wystarczyłaby, by spacyfikować nastroje. Teraz Janukowycz jedną ręką oferuje opozycji tekę premiera i mglistą reformę konstytucyjną, a drugą ręką trzyma kij w postaci nienawidzących opozycji, zindoktrynowanych funkcjonariuszy specoddziału milicji, którzy w dodatku właśnie otrzymali prawo do strzelania do demonstrantów. Jeśli opozycja się zgodzi na taki kulawy kompromis, może zostać zlinczowana na Majdanie. Jeśli nie, Berkut może zlinczować Majdan. Oto dramatyczne wymiary pułapki, w jaką wciągnęły swój kraj ukraińskie władze.