Agnieszka Holland w rozmowie z redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek" przyznaje, ze wejście prokuratury i służb do redakcji "Wprost" wyglądało jak prowokacja.

-Trudno sobie wyobrazić, żeby oni byli aż tak głupi - mówi reżyserka.

Ale dalej oskarża już "Wprost" o "merkantylną i cyniczną działalność".

- Oni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności (...) facetki i faceci z “Wprost” oddali się jakiemuś scenarzyście, który po pierwsze jest przestępcą, a po drugie nie wiedzą dokąd on chce ich zaprowadzić - mówi Holland.

Na złośliwą sugestię Tomasza Lisa, który o konkurencji mówi, że to tygodnik, który “walczy o życie” i dlatego nie mógł sobie pozwolić na to, by taśmy sprzątnął im sprzed nosa inny tytuł, Holland odpowiada: Oni reprezentują tylko własny interes.

Reżyserka odrzuca porównanie afery taśmowej do "Watergate", bo tam - jak mówi - była staranna praca dziennikarska - W tym co oni robią nie ma żadnej pracy dziennikarskiej, jest tylko przepisywanie - mówi Holland. Redaktora naczelnego "Wprost" i autora tekstu, Piotra Nisztora nazywa "ludźmi szemranymi". CZYTAJ TAKŻE: Wszystkie taśmy Piotra Nisztora. Sylwetka dziennikarza>>>>

Natomiast same taśmy jej nie bulwersują. Holland twierdzi, ze nie ma poważnych ludzi w polskiej polityce, a Belka jest jednym z poważniejszych. - To wyrośnięci chłopcy, którzy nie mają klasy - mówi reżyserka. Ci, którzy mają klasę zdaniem Holland są już poza polityką albo na jej obrzeżach - Olechowski, Hausner, Cimoszewicz, Kowal, Lewandowski, Rotfeld. (...) Sądzę też, że pewne standardy trzyma premier - mówi Holland.

Na pytanie o polskiego Franka Underwooda odpowiada, wahając się: Na miarę Polski…. Macierewicz?

CZYTAJ WIĘCEJ: Holland nakręci kilka odcinków "House of cards">>>