Anna Zalewska odrobiła zadane lekcje, jednak chyba niezbyt starannie. I nie chodzi tu o lekcje z historii. Minister edukacji z pewnością kojarzy, co Jarosław Kaczyński mówił przy okazji premiery głośnego filmu „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego w listopadzie 2012 roku. Film odwołujący się bezpośrednio do wydarzeń w Jedwabnem z 10 lipca 1941 roku, opowiadający o wiosce, która jak w soczewce skupia w sobie najgorsze wady Polaków i gdzie antysemityzm występuje w takim stężeniu, że można kroić go siekierą, nie przypadł prezesowi PiS do gustu. Jarosław Kaczyński, zapytany o tragedię jedwabieńskich Żydów, postawił sprawę jasno:

Nie jest tak, iż działania grupki osób mogą być przypisywane wszystkim Polakom.

Pani minister najwyraźniej zapamiętała tę wytyczną nieco inaczej, może nie dosłyszała, coś przekręciła, w każdym razie w partyjnym sztambuchu pod literą „J” (jak Jedwabne) musiała zanotować mniej więcej tak: „Nie jest tak, iż działania mogą być przypisywane Polakom”. No i we wczorajszym programie Moniki Olejnik pokazała, jak mocno trzyma się złotych myśli ze sztambucha.

„W Jedwabnem wydarzył się fakt historyczny, w którym doszło do wielu nieporozumień, do wielu bardzo tendencyjnych opinii. Dramatyczna sytuacja, która miała miejsce w Jedwabnem, jest kontrowersyjna. Wielu historyków, wybitnych profesorów, pokazuje zupełnie inny obraz. Zostawmy to historykom i książkom historycznym” – kombinowała na żywo pani minister, jak ognia unikając słowa na „P”.

Kto 10 lipca 1941 roku z niemieckiej inspiracji skrzyknął sąsiedzką bandę, kto wywlekał z kryjówek Żydów-sąsiadów, kto kazał im wyrywać źdźbła trawy spośród kamieni na brukowanym rynku, kto bił ich kijami, kto kopał, kto rabował opustoszałe domy? Kto wreszcie zapędził ich do stodoły, kto oblał łatwopalną cieczą i podłożył ogień pod drewniane ściany? Oddajmy głos historykom, na przykład tym z Instytutu Pamięci Narodowej, którzy przez kilka lat wespół z prokuratorami IPN pracowali nad ustaleniem sprawców pogromu. Wszystko jest szczegółowo wyjaśnione w komunikacie o umorzeniu śledztwa z 2003 roku:

„Przyjąć można, że zbrodnia w Jedwabnem została dokonana z niemieckiej inspiracji. Obecność choćby biernie zachowujących się niemieckich żandarmów z posterunku w Jedwabnem, a także innych umundurowanych Niemców (jeśli założyć, że byli oni obecni na miejscu zdarzeń) była równoznaczna z przyzwoleniem i tolerowaniem dokonania zbrodni na żydowskich mieszkańcach tej miejscowości. W tym stanie rzeczy stwierdzić należy, że zasadne jest przypisanie Niemcom, w ocenie prawnokarnej, sprawstwa sensu largo tej zbrodni.

Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy sensu stricto, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni, w liczbie co najmniej około 40. W oparciu o materiały archiwalne procesów karnych z 1949 i 1953 r. i inne zweryfikowane w toku obecnego śledztwa materiały dowodowe należy przyjąć, iż aktywnie uczestniczyli oni w dokonaniu zbrodni, uzbrojeni w kije, orczyki i inne narzędzia”.

Tak więc, Polacy, pani minister, jednak Polacy. Ale proszę się nie przejmować. Wystarczy poprawić w partyjnym sztambuchu cytat z Jarosława Kaczyńskiego i na wszelki wypadek uzupełnić pozostałe notatki pod literą „J”.