Magdalena Rigamonti: Będzie pan bronił Donalda Tuska?
Roman Giertych: Na razie on nie ma żadnych zarzutów.

Ale może mieć.
A Donald Tusk się do mnie nie zgłaszał. I mam nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, kiedy przewodniczący Rady Europejskiej w swoim macierzystym kraju będzie potrzebował jakiegokolwiek obrońcy. Zresztą najpierw Jarosław Kaczyński musiałby znaleźć prokuratora gotowego na kilkuletnią odsiadkę, bo jeśli ktoś stawia zarzuty bez żadnej podstawy prawnej, musi się liczyć z tym, że będzie za to odpowiadał karnie.

No dobrze, rozmawiał pan już z Donaldem Tuskiem o reprezentowaniu go przed sądem?
Jeśli pani przyszła pytać mnie o sprawy adwokackie, to jest to chybiony pomysł.

Przecież sam pan o Donaldzie Tusku mówi publicznie, ostrzega PiS przed pozywaniem byłego premiera.
I Kaczyński już powinien się bać. Już publicznie zapowiedział użycie środków prawno-karnych przeciwko swojemu rywalowi politycznemu, którego po prostu nie lubi i z którym przegrał kilka razy wybory. To jest zemsta niespotykana w żadnym cywilizowanym kraju. Tak postępuje Putin, tak postępują komunistyczni przywódcy. To jest działanie z piekła rodem.

Pan straszy.
Nie, nie straszę. Stwierdzam fakty. Jeśli ktoś wykona dyspozycję prezesa, będzie odpowiadał karnie. I nieważne, czy to będzie Ziobro, czy Święczkowski, czy inny zaufany. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Z tego, co słyszę, Donald Tusk może na pana liczyć. Kiedy to zaufanie Tuska do Giertycha się narodziło?
Nie wiem, czy Donald Tusk ma do mnie zaufanie.

Powierzył panu swoje dzieci.
Pełnomocnictwa podpisali mi Katarzyna Tusk i Michał Tusk, a nie ich ojciec.

Czy wtedy, przy drugiej albo trzeciej butelce wina, kiedy dobił pan z Tuskiem targu dotyczącego becikowego?
To stare dzieje.

A pan do starych dziejów nie chce wracać.
Mogę wracać, tylko jaki to ma związek z tym, co się teraz dzieje?

Taki, że Donald Tusk może być kandydatem na prezydenta, a pan myśli o powrocie do polityki.
I życzę mu, żeby wygrał te wybory. I jeśli się zdecyduje kandydować, może liczyć na moje wsparcie.

No dobrze, kiedy ta miłość się narodziła?
Jaka miłość? Współpracowałem z Donaldem Tuskiem w czasie, gdy byłem szefem LPR. Zaczęło się w 2001 r. Nie wiem, czy pani pamięta, ale w okresie, kiedy rządziło SLD, to Liga Polskich Rodzin, PiS, PSL i PO stworzyły coś, co można nazwać koalicją sejmową.

<<<Cały wywiad w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej>>>