Wydana u progu 1776 r. broszura „Common Sense” („Zdrowy rozsądek”) stała się pierwszym na świecie bestsellerem politycznym – rozeszła się w ogromnym wówczas nakładzie 100 tys. egzemplarzy. Żywo napisana, domagająca się niepodległości, przeorała amerykańskie umysły u progu wojny, a jak mawiano nieraz – stała się jedną z jej przyczyn, bo po raz pierwszy Amerykanie przeczytali, że zdrowy rozsądek wskazuje, iż muszą mieć niepodległe państwo.

Jednak, uczciwie mówiąc, pomysł, aby Amerykanie zaatakowali wojsko brytyjskie, rozsądny nie był. Tyrania brytyjska była w istocie łagodna w smaku jak bułka maślana. Podatek, który tyrania postanowiła podnieść, był niewielki. Wojsko, które koloniści mieli utrzymywać, przeznaczone było do obrony kolonistów, a nie władz brytyjskich. Anglicy ani w XVIII w., ani później nie zrozumieli emocji Amerykanów gotowych ginąć nie bardzo wiadomo za co...

Autorem następnej, jeszcze sławniejszej książki na temat polityki w Ameryce również był nie Amerykanin, lecz francuski arystokrata. Alexis de Tocqueville podróżował po USA w 1838 r. i swoje bardzo obszerne notatki zebrał w postaci książki „O demokracji w Ameryce”. Podziwiał pragmatyzm Amerykanów, kręcił nosem na niewyszukane maniery polityczne (i nie tylko polityczne). Oglądał Amerykę przez pryzmat byłego łowcy Indian i myśliwego, prostaka i self-made mana Andrew Jacksona. Przewidział mocarstwowość USA. Czas chyba, by nową Amerykę znowu opisał jakiś niebanalnie myślący cudzoziemiec. Być może stanie się klasykiem.