Robert Mazurek: Co zrobić, żeby zaczęły czytać?

Jarosław Klejnocki: To wyzwanie tej miary jak znalezienie kamienia filozoficznego. Ale próbujemy go znaleźć.

Jak się do tego zabrać?

A kiedy pańskie dzieci przestały czytać?

Hm, nie przestały.

To jest pan bardzo szczęśliwym ojcem.

Czytają nałogowo, w każdym razie dwie trzecie z tej populacji.

To ja zadam inne pytanie. Wiem, że to pan tu jest od zadawania pytań, ale proszę mi jeszcze na jedno pozwolić. Kiedy dzieci w Polsce przestają czytać?

Kiedy dostają pierwszego smartfona.

A ja uważam, że to szkoła zabija chęć czytania. Nie dom, nie rodzice, nie smartfony i gry, tylko szkoła.

Winni nauczyciele?

Nie tylko oni, ale skoro pan o nich wspomniał…

Wspomniałem.

Polski nauczyciel jest - zazwyczaj - konserwatywnym nierobem, który się nie kształci. Jego kształcenie ogranicza się do zbierania fikcyjnych papierków tylko po to, by dostać kolejny stopień w hierarchii. To są te niepotrzebne studia czy konferencje, na których tylko pierdzą w stołki. Efekt? Taki nauczyciel otwiera na lekcji swoje pożółkłe notatki sprzed trzydziestu lat i zanudza nimi dzieci.

Niech się pan zlituje nad nauczycielami…

Ale oni w ogromnej większości nie są przygotowani do rozmowy z dziećmi o ich lekturach, bo oni ich, k…a, nie znają!

I padło brzydkie słowo.

Wyrzuci je pan.

W życiu!

No to mnie minister Gliński wyrzuci.

Obronię pana, on mnie lubi. Wróćmy jednak do czytania, bo trudno mi przyjąć, że dzieciaki nie czytają przez nauczycieli.

To nie tylko wina nauczycieli, to szkoła. Sześcio-, siedmiolatki, które idą do niej, są podekscytowane i chętnie korzystają z książki, dopiero w szkole się tego oduczają.

Ale dlaczego?

Na to odpowiedział znajomy badacz prof. Grzegorz Leszczyński, który sprawdził, kiedy zostały napisane lektury szkolne. Jak pan myśli, ile lat ma średnio lektura z podstawówki?

Nie mam pojęcia, ale jest stara.

Osiemdziesiąt! Moja osiemdziesięcioletnia matka czytała w szkole "Plastusiowy pamiętnik", czytałem go ja i czytają moje córki.