Magdalena Rigamonti: Zna pani ministra Jakiego?

Prof. Monika Płatek: Z telewizji.

Chciał robić doktorat z prawa na Uniwersytecie Warszawskim. U pani?

Jeden z wiceministrów sprawiedliwości kilka razy do mnie dzwonił w jego imieniu, zapraszając mnie do resortu.

Po co?

Długo nie wiedziałam. Wyraźnie mówiłam, że moim zadaniem jako człowieka pracującego na uczelni, jest dzielić się wiedzą, również z ludźmi z MS, natomiast chciałabym wiedzieć, o czym mamy rozmawiać, bo muszę się przygotować. Dość długo nie otrzymywałam precyzyjnej odpowiedzi, więc zaproszenia nie przyjmowałam. Któregoś razu usłyszałam, że minister Jaki chciałby pisać u mnie doktorat. Wtedy poinformowałam, że mam dyżur na uczelni we wtorek od godziny 15. do 16. I wtedy zapraszam do rozmowy na temat doktoratu.

Przyszedł?

Minister Jaki? Nie, nigdy nie przyszedł. Pewnie sądził, że ja przyjdę. Odczytuje to jako butę i brak klasy. Jeśli ktoś myśli, że można wezwać profesora po to, żeby w ministerstwie rozmawiać z nim o ewentualnej pracy doktorskiej, to miesza porządki. Gdyby pan Jaki siedział w więzieniu i chciał pisać pracę magisterską czy doktorską, to bym oczywiście do niego pojechała. Natomiast do urzędnika państwowego, który takim zachowaniem przynosi wstyd pozycji, którą zajmuje, nigdy. Nigdy nie posiadałam władzy, a zajmowanie pozycji kierowniczej traktuję jako odpowiedzialność, ale z teorii wiem, że władza odrywa od rzeczywistości i nie poddana kontroli, wobec braku dystansu do niej, skłania do wywyższania się. Opowiem pani o momencie, kiedy to zrozumiałam, niejako empirycznie. Zostałam kiedyś zaproszona do loży prezydenckiej w Teatrze Wielkim.

Przez prezydenta Komorowskiego?

Nie. Nie było tam prezydenta. Byłam gościem wybitnego profesora prawa. I ten moment, kiedy się wchodzi do tej loży, do miejsca wyróżnionego, zarezerwowanego dla osób ze szczególną pozycją, sprawia, że człowiek się niemal odrywa od podłoża i nie idzie, tylko frunie. Wszyscy się patrzą i jest się nagle kimś wywyższonym, a jeśli człowiek nie potrafi się opanować to ten raptowny „haj” może uderzyć i rzucić się na głowę. Ja dałam sobie po łapach i wróciłam na ziemię, do rzeczywistości, po dziesięciu sekundach. Ale te strasznie długie dziesięć sekund pozwoliło mi zrozumieć, jak to jest, kiedy się excuse le mot „wyżej sra niż dupę ma”. I tak, jeśli można, proszę napisać, że tak jak powiedziałam. Władza jest jak narkotyk. Narkotyk zniewala i z przeciętnie porządnego człowieka, jeśli brak mu hamulców i dystansu do siebie, czyni prymitywa, który pewnie nawet nie rozumie jak groteskowo się zachowuje. Chłopaczek, który zapewne potrafił mówić sąsiadkom z klatki schodowej „dzień dobry”, nagle pozwala sobie przez umyślnego wzywać do siebie do ministerstwa profesor prawa, bo zachciało mu się pisać doktorat.

Dlaczego wybrał panią?

Jeśli chciałby pisać pracę z zakresu prawa penitencjarnego, to akurat jest to moja specjalność. No i powiem nieskromnie, mam niezłą markę. Wiadomo, że doktoraty pisane pod moim kierunkiem są bardzo dobre. Pan Jaki nigdy jednak na mój dyżur nie przyszedł. Może wiedział jak trudno na naszym wydziale dostać się na studia doktoranckie. W moim przypadku jest to jeszcze trudniejsze, ponieważ moja pozycja i przedmiotów, które wykładam, nie jest na tyle silna, by sprzyjać osobom aspirującym. Prowadzę między innymi zajęcia z kryminologii i wiem, że jest to niezwykle istotny dla prawników obszar wiedzy. Niekoniecznie jednak pogląd ten podzielany jest przez dogmatyków skupionych wokół prawa cywilnego, administracyjnego, dla których już nawet samo prawo karne jest dziedziną pośledniejszą. Kryminologia natomiast była oczywiście obowiązkowa w czasach, gdy dyrektor Zakładu Kryminologii na warszawskim wydziale prawa był ministrem sprawiedliwości.

Może gdyby pani przyjęła zaproszenie i poszła do Ministerstwa Sprawiedliwości...

To co?

Może mogłaby pani liczyć na większy wpływ, pieniądze na badania, szerszą współpracę badawczą i edukacyjną ministerstwa z uniwersytetem?

Rzeczywiście, taka opcja nie przyszła mi do głowy… I nie, to nadal nie jest opcja. Choć dobrze by było, żeby były większe pieniądze na badania i szersza współpraca. Istniała wcześniej, nie istnieje odkąd PiS doszedł do władzy. Natomiast oczywiście minister Jaki może pisać doktorat z wolnej stopy, za co – jak wiadomo - słono się płaci, bodaj ponad 16 tys. złotych.

*prof. Monika Płatek, prawniczka, nauczycielka akademicka