Maciej Walaszczyk: Największe tytuły prasowe na świecie piszą o Polsce jako o kraju w poważnych kłopotach gospodarczych, który wymaga pomocy i znajduje się niemal w takiej zapaści jak Ukraina czy Węgry. Z drugiej strony ekonomiści wciąż przekonują, że mamy solidne podstawy ekonomiczne, a wahania kursowe nie odzwierciedlają faktycznego stanu polskiej gospodarki. Czy brakuje nam w związku z tym porządnego PR, który przełamałby tę fatalną famę odstraszającą inwestorów?
Eryk Mistewicz: Od kilkunastu lat Polska nie potrafi kształtować swojego wizerunku. Pieniądze przeznaczone na ten cel są marnowane przez kilkadziesiąt instytucji, które powinny zajmować się budowaniem wizerunku kraju za granicą. Odpowiedzialność w tym zakresie rozmyta jest pomiędzy resorty spraw zagranicznych, kultury czy gospodarki, kancelarię premiera, Kancelarię Prezydenta, gigantyczną liczbę fundacji, instytutów, a nawet MON. Nie budują one silnej pozycji Polski, nikt również nie obserwuje i nie wyciąga wniosków, w jaki sposób inne kraje budują własny wizerunek poza granicami, w tym także kraje naszego regionu.

O jakich krajach pan myśli?
Na przykład Rumunia, Estonia. One ostatnio budują swój wizerunek, inwestują w budowę swojej pozycji, gdy tymczasem Polska marnotrawi środki, kierując je na utożsamienie przeciętnego Polaka z hydraulikiem, a przeciętnej Polki z kobietą lekkich obyczajów w roli pielęgniarki. W przedsiębiorstwie zły szef w momencie nadejścia kryzysu tnie wydatki marketingowe, wydatki budujące długotrwały wizerunek przedsiębiorstwa. Jeśli w ramach oszczędności budżetowych w pierwszej kolejności zostaną obcięte wydatki przeznaczone na budowę wizerunku kraju, to zostaną ograniczone nawet te rozproszone działania, jakie są obecnie prowadzone.

Ale jak można zareklamować naszą gospodarkę?
Najpierw należy znaleźć najważniejszą i najciekawszą rzecz, jaką można opowiedzieć o Polsce, w kontekście całego regionu. Np. w Estonii postawiono na nowoczesne technologie, m.in. wprowadzając głosowanie przez internet. Jest to tylko nic nieznacząca ciekawostka, ale wpisuje się w główną linię państwa, które chce być na zewnątrz
postrzegane jako kraj nowoczesnych technologii. Dlatego na pytanie, gdzie ma być powołany np. Europejski Instytut Technologiczny, pierwszym wskazaniem elit europejskich będzie Estonia. Jeśli Rumunia chce wyrwać się z getta słabej gospodarki i gigantycznych problemów społecznych, które mogą eksplodować w innych krajach Europy, np. emigracji rumuńskiej, która może zniszczyć wizerunek miast francuskich i niemieckich, to także można zastosować mechanizmy promocyjne, które odwrócą tę sytuację.

To co jest problemem Polski, że wrzuca się nas do jednego worka z Węgrami czy Ukrainą?
Problemem Polski jest to, że izby gospodarcze lub stowarzyszenia biznesowe nie potrafią zadbać o wizerunek biznesu w Polsce. Przez kilkanaście lat nie udało się zbudować przyzwoitego wizerunku klasy średniej oraz przedsiębiorcy, więc cóż dopiero mówić o budowie dobrego wizerunku naszej gospodarki naprzeciw wielkiego biznesu światowego.

>> o cieniu, jaki pada na nasz wizerunek, pisze Andrzej Talaga

Czy szybkie działania mogą odwrócić te złe trendy?
Budowanie wizerunku nie jest pracą, która owocuje w ciągu tygodnia. To jest ciężkie wykuwanie brandu, bo wizerunek Polski nie musi być nawet marką, ale ciekawym skojarzeniem dla biznesu. Polska powinna być postrzegana jako najszybciej rozwijający się i największy rynek w środkowo-wschodniej Europie. Jak jednak pamiętamy, jeszcze kilka lat temu inwestorzy kojarzyli takie miejsce nie tyle z Polską, ile Ukrainą czy Pragą. Do promowania Polski można też wykorzystać te firmy, które są u nas już obecne. To prezesi firm zagranicznych wystawią nam najlepsze świadectwo wobec swoich kolegów ze sfer biznesowych. Bo to oni powiedzą, że Polska jest najlepszym rynkiem w tym regionie Europy, że panują tutaj jasne reguły gospodarcze, a człowiek, który zainwestował tutaj w firmę transportową, meblarską czy jakąkolwiek inną, odniósł sukces i poleca ten rynek swoim kolegom. To oni powinni być takimi naturalnymi ambasadorami polskiej gospodarki, gdy tymczasem nie widzę, by tego rodzaju akcja informacyjno-marketingowa była prowadzona.