Gosiewski nie zdradza, w jakim śledztwie miałoby występować nazwisko Włodarczyka. Według informacji dziennika.pl, chodzi o duże postępowanie warszawskiej prokuratury i ABW w sprawie korupcji.

Katarzyna Szeska, rzecznik prokuratury, mówi tylko: "Nie ma żadnego śledztwa przeciwko panu Włodarczykowi". Na inne pytania, np. czy jest prowadzone "w sprawie", nie chce jednak odpowiadać.

Sam były wiceminister odpowiadał w TVN24: "Jestem zaskoczony, widocznie jest urodzaj na wiceministrów zdrowia. Nie bardzo wiem, w jakiej sprawie prokuratura może prowadzić śledztwo związane ze mną. Na pewno nie w sprawie korupcyjnej".

"Jeśli pojawia się moje nazwisko, to nie znaczy, że zrobiłem coś niezgodnego z prawem" - podkreśla Andrzej Włodarczyk. I powtarza, że jego dymisja spowodowana była tylko kłopotami ze zdrowiem - ma problemy z sercem.

Przemysław Gosiewski sam nie wymienił nazwiska Włodarczyka, ale twierdzi, że minister zdrowia wie, o kogo chodzi. Jest pewien także czego innego - że Ewa Kopacz, która - według niego - przyjaźni się ze zdymisjonowanym dziś wiceministrem Krzysztofem Grzegorkiem, wiedziała o jego problemach.

Polityk PiS chce też, by prokuratura w Radomiu rozszerzyła śledztwo o sprawę nieprawidłowości w szpitalu w Skarżysku, w którym ordynatorem był Grzegorek.

"Jestem gotowy złożyć zeznania i wskazać ludzi, którzy opowiedzą o tym, co się tam działo" - deklaruje Gosiewski. I przypomina zarzuty, które stawiał już w kampanii wyborczej, ale za które musiał przeprosić.

Chodzi o znajomość Grzegorka z braćmi biznesmenami, którzy w niejasnych okolicznościach wygrywali przetargi, m.in. na utylizację odpadów i żywienie. Grzegorek miał w tym czasie korzystać z prywatnego mieszkania jednego z braci.