Ekipa prezydenta grozi sądem premierowi
Żarty się skończyły. Zapłacicie rachunek za podróż Lecha Kaczyńskiego do Brukseli, albo spotkamy się w sądzie - takie ultimatum Kancelarii Premiera stawiają urzędnicy prezydenta Kaczyńskiego. Pismo przedprocesowe ma wkrótce trafić na biurko Prezesa Rady Ministrów.
- Prezydent nie miał czym lecieć na Węgry
- Prezydent zapłacił za lot do Brukseli
- Premier: Nie potrzebuję prezydenta
- Premier i prezydent razem przy stole obrad
- Kaczyński znów chce lecieć na szczyt UE
- Tusk nie zapłaci za czarter? Będzie proces
- Prezydent nie chce płacić za przeloty
- Będą pieniądze, będą samoloty dla VIP-ów
- Kryzys powinien pogodzić rząd z PiS
- To może być ostatni unijny szczyt prezydenta
- Spór o samolot dla prezydenta trafi do sądu
- "Rachunek dostanie Kancelaria Prezydenta"
- "Tusk powinien zapłacić za czarter"
- Prezydent musi latać jak nie prezydent
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kancelaria Lecha Kaczyńskiego wysłała już do Kancelarii Premiera prośbę o zapłatę za czarter samolotu do Brukseli oraz ponaglenie. Bez rezultatu. Trzy tygodnie temu szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki zapowiedział, że jeśli otoczenie Tuska nie zareaguje, sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
I wygląda na to, że urzędnicy prezydenta dotrzymają słowa. Prezydenccy urzędnicy przygotowują bowiem pismo przedprocesowe do Kancelarii Premiera. Z ustaleń serwisu TVP Info wynika, że znajduje się w nim ultimatum: albo zapłacicie rachunek, albo spotkamy się w sądzie.
"Nie chcemy robić z tego medialnego spektaklu, ale jakiś porządek musi obowiązywać. To nie my odmówiliśmy udostępnienia rządowego samolotu, więc to nie my powinniśmy płacić za czarter. Jesteśmy zdeterminowani, żeby wyegzekwować te pieniądze" - mówi informator serwisu z otoczenia prezydenta.
Co na to Kancelaria Premiera? Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska, odmawia w tej sprawie komentarza.
Dramat w dwóch aktach
Poszło o dojazd na październikowy szczyt Unii Europejskiej. Najpierw była awantura o to, czy prezydent w ogóle powinien tam lecieć. Donald Tusk twierdził, że nie. Za to Lech Kaczyński wyszedł z założenia, że jako prezydent może jeździć wszędzie i nie potrzebuje do tego zgody rządu.
Wtedy kancelaria premiera postanowiła utrudnić mu podróż i odmówiła udostępnienia rządowej maszyny. Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski tłumaczył, że Tu-154 musi zostać w Brukseli do dyspozycji Tuska. Efekt był taki, że prezydent poleciał do Brukseli samolotem wyczarterowanym.
Drugi akt dramatu rozpoczął się tuż po powrocie prezydenta do kraju. Tym razem o to, kto ma zapłacić opiewający na 150 tysięcy złotych rachunek za wynajęty samolot. Prezydenccy urzędnicy twierdzą, że powinien on zostać uregulowany z budżetu premiera. Czy rozstrzygnie o tym sąd?





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!