Kancelaria Lecha Kaczyńskiego wysłała już do Kancelarii Premiera prośbę o zapłatę za czarter samolotu do Brukseli oraz ponaglenie. Bez rezultatu. Trzy tygodnie temu szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki zapowiedział, że jeśli otoczenie Tuska nie zareaguje, sprawa znajdzie swój finał w sądzie.

I wygląda na to, że urzędnicy prezydenta dotrzymają słowa. Prezydenccy urzędnicy przygotowują bowiem pismo przedprocesowe do Kancelarii Premiera. Z ustaleń serwisu TVP Info wynika, że znajduje się w nim ultimatum: albo zapłacicie rachunek, albo spotkamy się w sądzie.

"Nie chcemy robić z tego medialnego spektaklu, ale jakiś porządek musi obowiązywać. To nie my odmówiliśmy udostępnienia rządowego samolotu, więc to nie my powinniśmy płacić za czarter. Jesteśmy zdeterminowani, żeby wyegzekwować te pieniądze" - mówi informator serwisu z otoczenia prezydenta.

Co na to Kancelaria Premiera? Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska, odmawia w tej sprawie komentarza.

Dramat w dwóch aktach

Poszło o dojazd na październikowy szczyt Unii Europejskiej. Najpierw była awantura o to, czy prezydent w ogóle powinien tam lecieć. Donald Tusk twierdził, że nie. Za to Lech Kaczyński wyszedł z założenia, że jako prezydent może jeździć wszędzie i nie potrzebuje do tego zgody rządu.

Wtedy kancelaria premiera postanowiła utrudnić mu podróż i odmówiła udostępnienia rządowej maszyny. Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski tłumaczył, że Tu-154 musi zostać w Brukseli do dyspozycji Tuska. Efekt był taki, że prezydent poleciał do Brukseli samolotem wyczarterowanym.

Drugi akt dramatu rozpoczął się tuż po powrocie prezydenta do kraju. Tym razem o to, kto ma zapłacić opiewający na 150 tysięcy złotych rachunek za wynajęty samolot. Prezydenccy urzędnicy twierdzą, że powinien on zostać uregulowany z budżetu premiera. Czy rozstrzygnie o tym sąd?