Klich tłumaczył dziennikarzom, dlaczego zdecydował się zrezygnować ze stanowiska. O przyjęciu dymisji szefa MON poinformował wcześniej premier Donald Tusk.

"Uważam, że mógłbym być niepotrzebnym obciążeniem przy wprowadzaniu wytycznych komisji, ze względu na swoje emocjonalne związki z armią po czterech latach wspólnej pracy wspólnego wysiłku" - mówił Klich.

"Zdecydowałem się zrobić to teraz, ponieważ nikt nie będzie mógł powiedzieć, że w takiej trudnej sytuacji zabrakło mi odwagi" - dodał.

Podkreślił, że czekał na raport komisji Millera, żeby potwierdził - i w jego opinii tak się stało - że Minister Obrony Narodowej nie uczestniczył w żadnych decyzjach dotyczących organizowania i przygotowywania tragicznego lotu 10 kwietnia do Smoleńska.

"Decyzje o tym, że wszyscy znajdą się na pokładzie jednego samolotu podjęła kancelaria prezydenta" - zaznaczył Klich.

>>> "Klich nie jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską. Ale odchodzi"

"Ten raport nie jest łatwy dla wojska, pokazuje wiele błędów i wiele nieprawidłowości, jakie miały miejsce w 36. specpułku oraz brak nadzoru ze strony Dowództwa Sił Powietrznych. Pokazuje jednak też, że żadne informacje, które dotyczyłyby nieprawidłowości w procesie szkolenia, nie wpływały do ministra ON" - podkreślił.

Klich zapewnił, że gdyby otrzymał takie informacje, spotkałyby się one z jego strony z natychmiastową reakcją. "Tam gdzie wiedziałem, reagowałem szybko, tak było także w przypadki 36. specpułku, jeśli chodzi o jego sytuację kadrową" - przypomniał Klich.