W radiowym wywiadzie w radiu RMF FM, Koziej porównał protest w sieci do ulicznych demonstracji. Mamy do czynienia z największym protestem w cyberprzestrzeni, który dotknął również nasze społeczeństwo, a które są znane na świecie - powiedział.

Według Kozieja, w tej chwili działalność hakerów nie jest jeszcze na tyle dokuczliwa, aby rozważać wprowadzenie stanu wyjątkowego, ale nie wykluczył, że może się to zmienić. Chyba że - tak jak w geoprzestrzeni - protesty, demonstracje mogą w pewnym momencie na tyle zakłócić życie publiczne, że taka konieczność może się pojawić - doprecyzował.

Szef BBN zaznaczył, że oprócz zakłócenia porządku prac rządu, ataki na witryny mają pożyteczny skutek. Z punktu widzenia meritum sprawy, to myślę, że dobrze się stało, że taki proces się pojawił, że następuje chwila refleksji nad tą konwencją, która mieliśmy podpisać. Z punktu widzenia budowy systemu bezpieczeństwa narodowego - też dobrze. Bo to jest znak ostrzegawczy, że pojawia się wielka, nowa dziedzina bezpieczeństwa, którą musimy się zajmować. Z punktu widzenia systemów bezpieczeństwa - na pewno też dobrze, bo będzie konieczność ich poprawienia - dodał Koziej.