4 czerwca 1989 r. Polacy głosowali w pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych. Tego samego dnia chińska armia krwawo spacyfikowała żądających demokracji protestujących na placu Tiananmen, zabijając kilkaset osób. Za tydzień, dokładnie w 24. rocznicę masakry, z politykami w Pekinie spotkają się przedstawiciele klubów parlamentarnych z marszałek Sejmu Ewą Kopacz na czele – wynika ze wstępnej wersji programu wizyty, którą poznał DGP. Przylot do Pekinu jest planowany dzień wcześniej, a wizyta potrwa do 10 czerwca.

To absolutny brak wyczucia. Ale skoro PKW może uczyć się od Rosjan robienia wyborów, to dlaczego marszałek Kopacz nie miałaby polecieć do Chin akurat 4 czerwca – mówi DGP Witold Waszczykowski (PiS), były wiceszef MSZ (nie leci do Pekinu). Innego zdania jest uczestnik delegacji Jerzy Wenderlich (SLD, leci). – Powinniśmy myśleć o wydarzeniach na placu Tiananmen i wykorzystać każdą okazję, by mówić o prawach człowieka. Rocznicowe daty musimy więc czcić, ale nie mogą paraliżować rytmu naszej pracy – mówi nam wicemarszałek Sejmu. Poprosiliśmy sejmowe biuro prasowe o przesłanie dokładnego programu planowanej wizyty. Do chwili zamknięcia tego numeru gazety nie dostaliśmy odpowiedzi.

Jak dowiedział się nieoficjalnie DGP, polska ambasada w Pekinie usiłowała przekonywać stronę sejmową, że wizyta w tym terminie jest niezręczna. Bezskutecznie. Okna chińskiego parlamentu wychodzą dokładnie na Plac Niebiańskiego Spokoju. Niewykluczone więc, że przedstawiciele Sejmu podczas spotkania będą mogli obserwować sytuację na placu.

Chiny walczą z każdym przejawem pamięci o tragicznych wydarzeniach. Bezpieka wyłapuje z tłumu każdego, kto próbowałby w jakikolwiek sposób uczcić rocznicę masakry. W ubiegłym roku – na kilka dni przed 4 czerwca – prewencyjnie zatrzymała znanych sobie aktywistów demokratycznych.

Pekin cenzuruje też internet; nie da się w chińskiej sieci znaleźć jakichkolwiek materiałów na temat „liu si”, jak w skrócie określa się wydarzenia sprzed niemal ćwierćwiecza. I choć znaczenie chińskiej gospodarki uniemożliwia zachodnim przywódcom bardziej zdecydowane reakcje, starają się oni przynajmniej unikać kontaktów z władzami w Pekinie w rocznicę masakry. Waszyngton niemal co roku 4 czerwca wydaje oficjalne oświadczenie w tej sprawie, apelując do Chin choćby o uwolnienie kilku uczestników wydarzeń z placu Tiananmen, którzy wciąż pozostają w więzieniach. Pekin rytualnie odpowiada: to nasze wewnętrzne sprawy.

W ostatnich latach kilka oficjalnych delegacji odwiedziło Pekin 4 czerwca. Na liście nie ma jednak zachodnich nazwisk. Trzy lata temu do Chin przyleciał szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, jednak pod względem stosunku do „zachodnich wartości” Moskwa postrzega Chiny jako sojusznika. Tego samego dnia w Pekinie gościli przedstawiciele Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, także ignorujących zachodnie zasady demokratyczne. W 2009 r. był tam z kolei szef MSZ afrykańskiego Lesotho, a pięć lat temu sąsiada odwiedził minister dyplomacji Indii Pranab Mukherjee. W indyjskiej prasie zawrzało, publicyści i opozycja oskarżali ministra przede wszystkim o zdradę interesów Tybetańczyków, których przywódcy przebywają na wygnaniu w Indiach.

Czytaj także: "Ewa Kopacz w symbolicznej roli pożytecznego idioty" - Zbigniew Parafianowicz o wyjeździe marszałek do Chin >>>