- Nasz pobyt został opłacony przez rząd nigeryjski. Po drugie - wyjazd premiera do Nigerii był bardzo ważny, bo mówimy o rynku, który liczy ponad 200 mln osób - zastrzega w rozmowie z dziennik.pl John Godson, który w kwietniu zeszłego roku poleciał do Abudży.

W skład delegacji wszedł także Killion Munyama. Kwietniowa wizyta miała służyć rozwijaniu kontaktów gospodarczych pomiędzy oboma krajami.

- To był strzał w dziesiątkę, bo moja obecność otwierała wszystkie drzwi. Poza tym nie na miejscu byłoby, gdyby premier jechał do Nigerii, a nie towarzyszyłby mu zasiadający w polskim Sejmie poseł nigeryjskiego pochodzenia - podkreśla John Godson.

Jak wynika z relacji posła, polskie firmy mają już z powodzeniem działać w Afryce - jedna z nich ma np. 40 proc. udziałów na jednym z pół naftowych. Łącznie polska delegacja miała liczyć około 70 osób, w tym także przedsiębiorców.

Koszt delegacji, za którą płaciła Kancelaria Sejmu to blisko 40 tys. zł. Pokryła ona wydatki na bilety lotnicze. Pozostałe, w tym m.in. zakwaterowanie i wyżywienie opłacił rząd nigeryjski.

- Często nasze wyjazdy są ośmieszane: Po co do Afryki, Tak daleko, Ot, egzotyczny wyjazd. Tam w ogóle nie było czasu na odpoczynek. Były praca, wizyty, forum gospodarcze... Nawet nie miałem okazji zobaczyć się z rodzina - kwituje John Godson.

W składzie delegacji posłowie tej kadencji Sejmu wyjeżdżali także m.in. do RPA i Zambii (trzy osoby, koszt; 63,2 tys. zł), na Ukrainę (1 osoba; 83,51 zł) - z prezydentem na obchody 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej, do Izraela i Autonomii Palestyńskiej (dwie osoby; 614,1 zł) - także z Bronisławem Komorowskim, a także do Chin (7 osób; 75,2 tys. zł) - z oficjalną wizytą marszałka Sejmu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sportowe delegacje posłów. Za pieniądze podatników grają w piłkę, tenisa...

CZYTAJ WIĘCEJ: Kosmiczna delegacja posła SLD. Start rakiety oglądał za publiczne pieniądze