Chodzi o wydarzenia jeszcze z czerwca 1998 roku. Mąż Ewy Kopacz oglądał w telewizji mecz Anglia-Argentyna, a po nim miał przeparkować samochód. Życie uratowały mu rzuty karne - auto wybuchło, kiedy mecz się przedłużał.

Do dziś nie wiadomo, kto chciał zabić męża Ewy Kopacz.

Prokuratorom nie udało się znaleźć zamachowców i śledztwo umorzono. Wszystko wskazuje jednak na to, że chodziło o zastraszenie, bo przed eksplozją Kopaczowie mieli serię głuchych telefonów, a dach ich samochodu został podziurawiony ostrym narzędziem - pisze "Newsweek".

Eksplozja miała być tak silna, że ogień sięgał pięciu metrów - samochód spłonął doszczętnie. 

Według akt, które cytuje gazeta, auto zostało zniszczone w wyniku wybuchu bomby podczepionej w niewielkiej odległości od zbiornika z paliwem.

Wiadomo, że Ewa Kopacz także korzystała z samochodu - niewykluczone, że jeździła z bombą.

Marek Kopacz był mężem obecnej szefowej rządu do 2008 r. Pracował jako prokurator w Skarżysku-Kamiennej. Jego zdaniem, ładunek mogli podłożyć ludzie związani z gangami radomskimi, którymi się zajmował. Taką wiadomość miał mu przekazać jeden z anonimowych informatorów. Na obecnym etapie bliższych szczegółów nie ujawniono.