W budżecie na 2017 r. na program modernizacji technicznej, czyli w uproszczeniu na zakup nowego sprzętu, zaplanowano prawie 10 mld zł. Część tej kwoty zostanie przeznaczona na kolejne transze wyposażenia już zakontraktowanego. Jak choćby samoloty dla VIP-ów czy zamówiony pod koniec ubiegłego roku sprzęt optoelektroniczny. Można się też spodziewać mniejszych kontraktów realizowanych u polskich dostawców. By jednak ten budżet wydać, potrzebna jest co najmniej jedna nowa umowa na zakup sprzętu, która byłaby warta kilka miliardów złotych.

Wydaje się, że numerem jeden w rankingu najbardziej prawdopodobnych dużych zakupów dla wojska w 2017 r. jest artyleria rakietowa, której zasięg ma wynosić 300 km. O zamówienie rywalizują Lockheed Martin z USA oraz IMI Systems z Izraela. Choć jeszcze niedawno murowanym faworytem był LM, w resorcie obrony słychać, że brak elastyczności Amerykanów w czasie rozmów spowodował powrót do gry Izraelczyków. Po cichu mówi się także o współpracy w tej dziedzinie z Turcją. Ta opcja wydaje się jednak najmniej realna. Trudno szacować koszt tego zakupu. Jego dużą część stanowi cena pocisków (ich liczbę można łatwo zwiększyć bądź zmniejszyć). Według obecnych zapytań resortu obrony może to być ok. 3 mld zł.

Znacznie mniej prawdopodobne jest podpisanie umowy na system obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła. Choć minister Antoni Macierewicz deklarował, że w tym roku „umowa na projekt Wisła zostanie podpisana”, to mając w pamięci jego liczne nieprawdziwe wypowiedzi o zakupie śmigłowców, trudno traktować go zupełnie poważnie.

Szanse na podpisanie tego kontraktu w tym roku oceniam na 50 proc. – mówi Andrzej Kiński z miesięcznika „Wojsko i Technika”. Bardziej sceptyczny jest Mariusz Cielma z „Nowej Techniki Wojskowej”. – Szanse są niewielkie. Bardzo dużym problemem wydaje się wynegocjowanie w tak krótkim czasie offsetu ze szczegółami dotyczącymi lokowania produkcji w Polsce – ocenia. Pod koniec marca MON wysłało do administracji USA tzw. LOR – Letter of request, który można porównać do zapytania ofertowego. Nie wiadomo, jak długo Amerykanom zajmie odpowiedź. Potem i tak czekają nas negocjacje dotyczące właśnie offsetu. Jeśli faktycznie kupimy osiem baterii, w bardzo optymistycznym, wręcz nierealnym, wariancie cena będzie wynosić ok. 30 mld zł. Podpisanie tego kontraktu sprawi, że przez kolejne lata resort obrony nie będzie miał żadnych problemów z realizacją budżetu. Można wręcz powiedzieć, że jeśli budżet na obronność nie zostanie zwiększony, Wisła zablokuje część innych zakupów.

Podobny do Wisły może być los umowy na śmigłowce. Pod koniec marca oferenci złożyli wstępne dokumenty na dostawę statków powietrznych dla sił specjalnych i wersji morskich. Procedura jest skomplikowana i obejmuje kilkanaście etapów. Szanse na jej podpisanie nie są duże. Gdyby to się jednak udało, będzie chodziło o kilka miliardów złotych.

W tym roku nie ma szans na podpisanie umowy na okręty podwodne. Wartość takiej transakcji w przyszłości może wynieść nawet 10 mld zł. – Poza zamówieniem dwóch niszczycieli min typu Kormoran II w tym roku możliwe jest nabycie fregat Adelaide z Australii. Co jest zresztą pomysłem kontrowersyjnym. Zakończenia innych postępowań nie przewiduję – mówi Andrzej Kiński.

Nawet gdyby nie udało się podpisać żadnego dużego kontraktu, a kierownictwo resortu chciałoby się pod koniec roku pochwalić, że wydaje 2 proc. PKB na obronność, ma kilka scenariuszy awaryjnych. Istnieje możliwość zakupu – w podobnym trybie jak ubiegłoroczny zakup pocisków JASSM-ER dla samolotów F-16 – dokupienia sprzętu, który już w wojsku jest. Proceduralnie jest to zawsze prostsze niż inwestowanie w coś zupełnie nowego. To mogłoby dotyczyć także zakupów w polskim przemyśle. Poza karabinami Beryl i innym sprzętem, m.in. dla Wojsk Obrony Terytorialnej, wciąż nierozstrzygnięta jest kwestia systemu zarządzania polem walki (BMS). Jeszcze przed wyborami Macierewicz mówił, że jest to jedna z najbardziej istotnych spraw. Tymczasem postępowanie zostało unieważnione, obecnie taki system ma stworzyć Polska Grupa Zbrojeniowa, która na tym polu do niedawna nie miała znaczących kompetencji. Możliwością szybkiego wydania pieniędzy byłoby zlecenie prac nad rozwojem takiego systemu. Efekty będą jednak odłożone w czasie. I będą zmartwieniem kolejnego rządu.

Obecna ekipa zarzuca poprzednikom, że często kupowano sprzęt w oderwaniu od potrzeb. Tymczasem my wciąż czekamy na opublikowanie Strategicznego Przeglądu Obronnego – tłumaczy Mariusz Cielma. – Po jego ukończeniu powinniśmy mieć jasność, co tak naprawdę powinniśmy kupować. Być może wtedy zakupy jakoś przyspieszą.

MON co prawda chwali się, że podpisał niedawno umowę na trzy samoloty Boeing 737 – 800 za nieco ponad 2 mld zł. Jednak dopięta w ostatnim dniu marca transakcja (zgodnie z orzeczeniem Krajowej Izby Odwoławczej odbyła się z naruszeniem prawa) finansowo dotyczy roku ubiegłego.

Jeśli podpiszą kontrakt na Wisłę, zablokują część innych zakupów